piątek, 29 stycznia 2016

40.

          - Pójdziesz na mój mecz? - spytał, gdy tylko zjawiłam się w salonie z samego rana. Było niewiele po ósmej. Stał oparty o ceglaną ladę, oddzielającą aneks kuchenny od największego pomieszczenia w mieszkaniu, trzymając w dłoniach kubek z parującą cieszą. Zapewne z kawą, która miała go rozbudzić po niezbyt przespanej nocy.
          Dużo się kręciłam, a jeszcze więcej myślałam. A ten, zamiast spać gdziekolwiek indziej, na kanapie, albo w drugiej sypialni, wiernie trwał przy mnie, wiedząc, że to się skończy zarwaną nocą. A dziś miał mecz, pierwszy w drugiej części sezonu. No ale po co wykorzystać noc na naładowanie energii, no po co?
          - Przecież wiesz, że tak - odpowiedziałam, podchodząc do niego. Odstawił naczynie na ladę i zawiesił dłonie na moich biodrach. Pogładziłam go po policzku, widząc sine worki pod oczami. Uśmiechnął się blado, cmokając mnie w czoło. Wspierał mnie. Cieszyło mnie to, potwornie bardzo, ale niech też nie zapomina o sobie, no!
          Trzymałam się psychicznie, co było dla mnie zaskoczeniem. I to ogromnym. Myślałam, że pęknę w pierwszej lepszej chwili, a tu... Tyle wytrzymałam. I z każdego takiego starcia wychodziłam coraz silniejsza. Mam dla kogo, prawda? Dla ojca, czy też dla człowieka, który jest dla mnie ważniejszy niż wszystkie skarby świata...
          W okolicach południa opuściliśmy mieszkanie. Tuż po skromnym śniadaniu - ktoś tu nie miał głowy na zakupy - przyszła do nas pani Freitag, przepraszając za wczorajszą nieobecność. W sumie to dobrze, że nie przyszli, prawda? Trochę się działo wtedy... Rozmawialiśmy też z moim tatą, który zapewniał nas, że nic a nic mu nie jest i mamy się nim nie przejmować. Dobre sobie! Naprawdę się bałam, żeby ten psychol jeszcze jemu czegoś nie zrobił... Przeszedł jeszcze więcej niż ja! Zdecydowanie.
          Byłam jedną z pierwszych, która zajęła miejsce na trybunie zwolenników FCNII. Brakowało mi tego przez ostatnie cztery miesiące, kiedy to drugi zespół Norymbergi miał przerwę zimową.
Niedługo potem obie drużyny wybiegły tna rozgrzewkę. Zdziwiłam się, nie widząc Ivana... Jakby mało było wszystkiego...
          Zobaczyłam go idącego zdenerwowanego na ławkę rezerwowych. Nie pasowało mu to, że trener nie postawił na niego. Według mnie jednak dobrze zrobił, wątpię czy po tym wszystkim jest w pełni sprawny psychicznie... Moritz mi mówił, że był w strasznej rozsypce... Zacisnęłam wargi na samą myśl o tym. Potrzebował jeszcze odrobiny przerwy.
          Mecz był monotonny. Żadna ze stron nie potrafiła stworzyć akcji bramkowej w ciągu pierwszych czterdziestu pięciu minut. Druga odsłona była chyba jeszcze gorsza. Gospodarze chwilę po wejściu na boisko przez swój błąd stracili bramkę. Roger Prinzen, trener FCNII podszedł do Ivana i jeszcze jednego gracza, którzy po chwili ruszyli na rozgrzewkę. Ich wejście odrobinę ożywiło grę, jednak na nic się to nie zdało, żaden ze zmienników nie potrafił pokonać bramkarza przyjezdnych i wynik się utrzymał. Goście cieszyli się z odnotowanego zwycięstwa, a zawodnicy Prinzena szybko schowali się do szatni i długo z niej nie wychodzili.
          Zeszłam z trybun i ruszyłam w stronę wyjścia ze stadionu, gdzie zawsze na niego czekałam. Kibice der Clubu byli co najmniej zawiedzeni. Oczywiście, że po swoich spodziewali się innego wyniku. Ale... Tak już jest w sporcie, prawda? Niemożliwym jest wieczne bycie na topie, szczególnie w czwartej lidze, gdzie lider jest w stanie ulec teoretycznie najsłabszej drużynie! Teoretycznie, bo przecież każdy jest zwycięzcą, dopóki walczy. 

          Nie był specjalnie zadowolony z siebie. Odrobinę się rozchmurzył, gdy tylko znalazłam się w jego polu widzenia. Szedł z Dino Kardovicem oraz Özgürem Özdemirem, z którym właśnie weszli na boisko, zmieniając Luxa i Teuchera. Uśmiechnęłam się do nich, a jego towarzysze mi odmachali. Chwilę porozmawialiśmy, po czym każdy poszedł w swoją stronę.
          - Kolejnym razem pójdzie Wam lepiej - próbowałam go pocieszyć, a ten cicho prychnął. Włączył się mu instynkt zwycięzcy.
          - Jasne  - uśmiechnął się kpiarsko, obejmując mnie wolną ręką w pasie. Przeszliśmy przez parking i wsiedliśmy do auta, za dużo nie mówiąc.
          - Co powiesz na wyjazd do Twojego ojca? - spytał jakby nigdy nic w trakcie jazdy. Zdziwiłam się. Ale że teraz? Akurat teraz?..
          - A Twoje treningi?
          - Rozmawiałem o tym z Rogerem nim odesłał mnie na ławkę w tym meczu. Jeśli wrócimy do środy to nie ma problemu, a poza tym będę mógł trenować pod okiem Torstena.
          Wyszczerzyłam się. Nie miałabym się czym martwić, że nie jestem w pobliżu...
          - Z największą przyjemnością...
          - Jednakże... Najpierw musisz przeżyć męskie popołudnie z chłopakami - powiedział cichutko, a ja... Wybuchłam śmiechem. Specjalnie to rozegrał!
          - Wiem, że zrobiłeś to tylko po to, abym była łagodna! - pokazał mi język. Lubiłam jego znajomych, ale serio? Ja sama na tylu samców?
          - No co? Trzeba sobie jakoś radzić! Czyli się zgadzasz?
          - Tak, jeśli...
          - Jeśli?.. - powtórzył.
          - Najpierw przydadzą się zakupy, bo w lodówce jest biednie, a Ty gości sobie spraszasz!
          I tak zamiast do domu pojechaliśmy wprost na zakupy. Jak mi brakowało tych wygłupów w supermarkecie! 
          Późnym popołudniem do naszego salonu zjechała się cała ekipa. Aż ciężko było mi uwierzyć, że wszyscy się zmieścili!
          Tata z początku miał obiekcje, abyśmy przyjechali do niego, tym bardziej teraz, ale ostatecznie się zgodził i jutro z rana mieliśmy już być z powrotem w Monachium. Już się nie bałam, to miasto tyle dla mnie znaczyło i znaczy. Nieważne, co się w nim działo.



_______________
Nudne jak flaki z olejem, ale przebrnęłyśmy punkt 40 rozdziałów! a szykują się jeszcze łącznie trzy posty - rekord życia
idę się radować ostatnimi dniami wolności, a rodziału, znaczy się epilogu na Córce Diabła możecie się spodziewać w niedzielę, chociaż nie wiem, czy będę w stanie go dodać XDDDD



5 komentarzy:

  1. Haha szkoda ze piątek ja podobnie jak Ty w poniedziałek do szkoły 😢
    A co do rozdziału super :*!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahahaha Ivi gustowna czapeczka milordzie! XDDD
    Ale jaki napompowany ahah XD (dobra już kończę XD)
    Rozdzialik jak zawsze cudaśny ♥♥
    Tylko się rozpływałam XD <3
    Czekam na kolejny <3
    I mam nadzieję, że żadnej niespodzianki nie będzie łobuzie XDD <3
    Buziaki :****

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ nasłodziłaś! ^^ I tak ma być do samego końca! :3 Bo jak zrobisz jakiś SUPRAJS to Cię znajde :O
    Rozdział jak zawsze świetny! :D Nie mogę się doczekać kolejnego :D
    Pozdrawiam! I niech mózg i wena będą z Tobą XDD

    OdpowiedzUsuń
  4. ayyy, jak uroczo!!!
    Tylko niech Ci do glowy nie wpadnie, czegos miedzy nimi psuc :v
    czekam nn<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Słodko się tu zrobiło XD Niech zgadne... Nie na długo :D Mam racje? XD
    Nexta dawaj :)

    OdpowiedzUsuń