Tuż po dziewiątej wyjechaliśmy z Norymbergi. Wraz z chwilą opuszczenia miasta zaczęło nachodzić mnie dziwne przeczucie... Przeczucie, które z każdym kolejnym kilometrem się nasilało...
- Lea, co jest? - spytał, widząc, jak nerwowo spoglądałam na widoki goszczące za szybą jego mercedesa. Powoli przeniosłam na niego wzrok.
- Znów to samo, ta dziwna obawa, że coś się stanie w Monachium...
- Teraz wszyscy jesteśmy bezpieczni i pod stałą opieką. Co może jeszcze grozić? - pogładził mnie po policzku, jednocześnie zaciskając wargi w wąską linię. Niepokoiło go to, chociaż starał się to ukryć.
- Właśnie tego nie wiem...
O dziesiątej wjeżdżaliśmy na przedmieścia Monachium, a moje podenerwowanie osiągnęło swoje apogeum. Trzęsłam się jak galareta, było mi o wiele za gorąco, a w dodatku niedobrze.
- Może... Może jednak wrócimy z powrotem? - zapytał, zapewne przestraszony moim wyglądem.
- Nie. Jesteśmy już blisko...
Gdy tylko wjechaliśmy na ulicę przy której znajdował się mój rodzinny dom od razu rzuciły mi się w oczy wozy policyjne. Spojrzałam zaskoczona i przerażona na niego.
- Poczekaj tutaj - powiedział stanowczo, gdy tylko zatrzymał pojazd tuż obok jednego z wozów. Zgasił silnik i opuścił auto, kierując się w stronę wejścia na posesję.
Dobre sobie. I niby teraz mam grzecznie i spokojnie czekać?! Tyle policji, a mój tata?!
Wypięłam się z pasa bezpieczeństwa i wyskoczyłam z samochodu jak poparzona. Ivan rozmawiał z jednym z funkcjonariuszy. Pobiegłam do nich, a ten tylko na mnie zerknął pobłażliwie, wysłuchując odpowiedzi policjanta.
- To koniec, Leonie. Nasz koszmar się skończył.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Po roku czasu to wszystko miało się skończyć? Cały mój, nasz koszmar...
Do oczu napłynęły mi łzy. Nie wstrzymywałam ich. Ta chwila, chwila końca nadeszła. Teraz będzie już tylko dobrze, tak?
Jego ramiona przyciągnęły mnie do siebie i zamknęły w silnym uścisku.
- A mój tata? - szepnęłam, licząc, że ktoś mnie usłyszy.
- Pan Fröhling został przewieziony do szpitala, na obserwację z podejrzeniem zawału - przysięgam, serce mi się zatrzymało. Co?! Mój tata miał zawał? - Proszę się nie martwić, będzie z nim dobrze.
- W którym szpitalu jest? - spytał, zachowując opanowanie. Wiedziałam, że coś siebie stanie... Pieprzona intuicja.
- W szpitalu św Marty-Marii - odpowiedział, a ja już miałam zamiar iść z powrotem do samochodu i od razu jechać.
- Tata! - pisnęłam niczym mała dziewczynka, widząc ojca leżącego na szpitalnym łóżku. Był trochę blady i podpięty do aparatury, która mierzyła jego tętno.
Ten nic sobie nie robiąc z tego, że leży w szpitalu, podniósł się do pozycji siedzącej i rozpostarł ramiona, w które dosłownie po chwili wpadłam.
- Błagam Cię, nie strasz mnie tak więcej - wypiszczałam w jego ramię, mocno się w niego wtulając.
- Liczę, że już tak nie będzie... Chyba że postanowicie mi zrobić niespodziankę i uczynić ze mnie dziadka - wybuchł śmiechem, a ja się zarumieniłam.
- Proszę pana... - chrząknął speszony Kneza, a śmiech Torstena stał się jeszcze donośniejszy.
- Oh, dzieci, Wy się na żartach nie znacie? Przecież wiem, jacy jesteście.
Rozluźniłam uścisk i usiadłam obok niego. Ivan stał przy mnie, opierając się dłońmi o metalową rurkę przy nogach łóżka.
- Dobrze się pan czuje?
- Zdrów jak ryba! A to, że przez chwilę było mi słabo nie czyni tego, że mam zawał! A oni mimo to kazali mi zostać - teraz to zachowywał się jak dziecko.
- Nawet tak nie mów! - fuknęłam. - Słusznie postąpili i nawet nie mów, że nie, bo wystosuję dla Ciebie karę.
Ten w odpowiedzi wyciągnął ręce w geście obronnym.
- Dobrze mamo, już nie będę, przepraszam - powiedział, a tym razem dawkę śmiechu zapoczątkował Chorwat. Wywróciłam oczami. Ah to śmieszkowanie.
Tato opowiedział nam o tym, co zaszło z jego perspektywy. Nono nie wiedział nic o policjantach czających się na niego, a także o tym, który przebywał z moim ojcem w jednym pomieszczeniu. Kiedy ten zakradł się od tyłu, niemal od razu został złapany i ubezwłasnowolniony. Potem zjechali się pozostali, którym został przekazany.
- Aż dziw bierze, że sąsiedzi nie wybiegli z domów! Toż to sensacja roku - zażartował. Mi nie było do śmiechu, co szybko zauważył. - Córciu, spróbuj znaleźć w tym chociaż trochę pozytywizmu. Spójrz, już nie będziesz musiała się obawiać tego, czy Cię nie znajdzie, będziesz wiodła wreszcie spokojne życie. Bez problemu będziesz spełniała wszystkie swoje marzenia... Nie bojąc się tego, co czeka Cię za zakrętem.
- Wiem... Tyle że to nadal do mnie nie dociera. Że to wreszcie koniec mojego cierpienia. Koniec ze strachem o to, czy coś stanie się mi, czy Ivanowi, kiedy ten jedzie na wyjazdowy... Boję się, że to sen, z którego zaraz się obudzę... - pod sam koniec wypowiedzi mój głos się załamał. Po policzkach popłynęły pierwsze łzy, po których już czułam jak ojciec mnie przytula do swojej piersi.
- To nie sen, Lea - szepnął, kucając przede mną. - Wreszcie nadszedł nasz czas - ujął moje dłonie, które ucałował. To nasz czas.
- Lea, co jest? - spytał, widząc, jak nerwowo spoglądałam na widoki goszczące za szybą jego mercedesa. Powoli przeniosłam na niego wzrok.
- Znów to samo, ta dziwna obawa, że coś się stanie w Monachium...
- Teraz wszyscy jesteśmy bezpieczni i pod stałą opieką. Co może jeszcze grozić? - pogładził mnie po policzku, jednocześnie zaciskając wargi w wąską linię. Niepokoiło go to, chociaż starał się to ukryć.
- Właśnie tego nie wiem...
O dziesiątej wjeżdżaliśmy na przedmieścia Monachium, a moje podenerwowanie osiągnęło swoje apogeum. Trzęsłam się jak galareta, było mi o wiele za gorąco, a w dodatku niedobrze.
- Może... Może jednak wrócimy z powrotem? - zapytał, zapewne przestraszony moim wyglądem.
- Nie. Jesteśmy już blisko...
Gdy tylko wjechaliśmy na ulicę przy której znajdował się mój rodzinny dom od razu rzuciły mi się w oczy wozy policyjne. Spojrzałam zaskoczona i przerażona na niego.
- Poczekaj tutaj - powiedział stanowczo, gdy tylko zatrzymał pojazd tuż obok jednego z wozów. Zgasił silnik i opuścił auto, kierując się w stronę wejścia na posesję.
Dobre sobie. I niby teraz mam grzecznie i spokojnie czekać?! Tyle policji, a mój tata?!
Wypięłam się z pasa bezpieczeństwa i wyskoczyłam z samochodu jak poparzona. Ivan rozmawiał z jednym z funkcjonariuszy. Pobiegłam do nich, a ten tylko na mnie zerknął pobłażliwie, wysłuchując odpowiedzi policjanta.
- To koniec, Leonie. Nasz koszmar się skończył.
Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Po roku czasu to wszystko miało się skończyć? Cały mój, nasz koszmar...
Do oczu napłynęły mi łzy. Nie wstrzymywałam ich. Ta chwila, chwila końca nadeszła. Teraz będzie już tylko dobrze, tak?
Jego ramiona przyciągnęły mnie do siebie i zamknęły w silnym uścisku.
- A mój tata? - szepnęłam, licząc, że ktoś mnie usłyszy.
- Pan Fröhling został przewieziony do szpitala, na obserwację z podejrzeniem zawału - przysięgam, serce mi się zatrzymało. Co?! Mój tata miał zawał? - Proszę się nie martwić, będzie z nim dobrze.
- W którym szpitalu jest? - spytał, zachowując opanowanie. Wiedziałam, że coś siebie stanie... Pieprzona intuicja.
- W szpitalu św Marty-Marii - odpowiedział, a ja już miałam zamiar iść z powrotem do samochodu i od razu jechać.
- Tata! - pisnęłam niczym mała dziewczynka, widząc ojca leżącego na szpitalnym łóżku. Był trochę blady i podpięty do aparatury, która mierzyła jego tętno.
Ten nic sobie nie robiąc z tego, że leży w szpitalu, podniósł się do pozycji siedzącej i rozpostarł ramiona, w które dosłownie po chwili wpadłam.
- Błagam Cię, nie strasz mnie tak więcej - wypiszczałam w jego ramię, mocno się w niego wtulając.
- Liczę, że już tak nie będzie... Chyba że postanowicie mi zrobić niespodziankę i uczynić ze mnie dziadka - wybuchł śmiechem, a ja się zarumieniłam.
- Proszę pana... - chrząknął speszony Kneza, a śmiech Torstena stał się jeszcze donośniejszy.
- Oh, dzieci, Wy się na żartach nie znacie? Przecież wiem, jacy jesteście.
Rozluźniłam uścisk i usiadłam obok niego. Ivan stał przy mnie, opierając się dłońmi o metalową rurkę przy nogach łóżka.
- Dobrze się pan czuje?
- Zdrów jak ryba! A to, że przez chwilę było mi słabo nie czyni tego, że mam zawał! A oni mimo to kazali mi zostać - teraz to zachowywał się jak dziecko.
- Nawet tak nie mów! - fuknęłam. - Słusznie postąpili i nawet nie mów, że nie, bo wystosuję dla Ciebie karę.
Ten w odpowiedzi wyciągnął ręce w geście obronnym.
- Dobrze mamo, już nie będę, przepraszam - powiedział, a tym razem dawkę śmiechu zapoczątkował Chorwat. Wywróciłam oczami. Ah to śmieszkowanie.
Tato opowiedział nam o tym, co zaszło z jego perspektywy. Nono nie wiedział nic o policjantach czających się na niego, a także o tym, który przebywał z moim ojcem w jednym pomieszczeniu. Kiedy ten zakradł się od tyłu, niemal od razu został złapany i ubezwłasnowolniony. Potem zjechali się pozostali, którym został przekazany.
- Aż dziw bierze, że sąsiedzi nie wybiegli z domów! Toż to sensacja roku - zażartował. Mi nie było do śmiechu, co szybko zauważył. - Córciu, spróbuj znaleźć w tym chociaż trochę pozytywizmu. Spójrz, już nie będziesz musiała się obawiać tego, czy Cię nie znajdzie, będziesz wiodła wreszcie spokojne życie. Bez problemu będziesz spełniała wszystkie swoje marzenia... Nie bojąc się tego, co czeka Cię za zakrętem.
- Wiem... Tyle że to nadal do mnie nie dociera. Że to wreszcie koniec mojego cierpienia. Koniec ze strachem o to, czy coś stanie się mi, czy Ivanowi, kiedy ten jedzie na wyjazdowy... Boję się, że to sen, z którego zaraz się obudzę... - pod sam koniec wypowiedzi mój głos się załamał. Po policzkach popłynęły pierwsze łzy, po których już czułam jak ojciec mnie przytula do swojej piersi.
- To nie sen, Lea - szepnął, kucając przede mną. - Wreszcie nadszedł nasz czas - ujął moje dłonie, które ucałował. To nasz czas.
_________________
hej, cześć!
wszystko ma się ku końcowi, tak samo jak moja wena, która nie ma nawet pomysłu na tajemniczą 43... :(

Nareszcie! ♥
OdpowiedzUsuńDajcie mi go! ja się już z nim rozprawię!
I obiecuje, że nie będzie tak miło XD
Teraz będzie dobrze prawda? <3
A Ivi nadal będzie ideałem? :D <3
Czekam na kolejny <3
Buziaki :***
Maj god kobito! :o
OdpowiedzUsuńSię dzieje! ^^
Ale ma być wszystko OKEY?! Bo jak nie.. To przyjdzie Lewandowski i Cię zje.
Rozdział przecudowny i mam nadzieje, że znajdziesz wenę na 43! :3
Co ja mówię, ja to wiem! :D
Czekam na następny kochana! ;*
Pozdrawiam! <3
Coś odwalisz ja to wiem ��
OdpowiedzUsuńAle niech się teraz cieszą
Czekam ��