Zdębiałem, słysząc jego słowa. Jakby za mało było to, że jego brat chce zniszczyć nam życie?! Musi jeszcze próbować swoich zdolności na jej ojcu, który tak naprawdę nic nikomu nie zrobił?
Nie dość, że denerwowała mnie ta chora sytuacja, to jeszcze teraz to... Kiedy to się wreszcie skończy?
- Torsten jest w niebezpieczeństwie, a Ty zamiast go wstrzymywać, przyjechałeś tutaj?! - ryknąłem, a ten rozłożył dłonie w geście obronnym.
- Myślisz, że jestem taki głupi, że nie próbowałem go powstrzymać? On nikogo nie słucha, jest zaślepiony w swoim celu, jakim jest zniszczenie Was. Skoro nie poradził sobie z Tobą w ten sposób, to w inny... Z początku mu pomagałem-nie będę kłamał - spojrzał na Leę - Ale z każdym kolejnym dniem, kiedy Cię przetrzymywał... Przestało mnie to bawić czy coś w tym rodzaju.
Bawić?! Weźcie mnie trzymajcie, bo zaraz go zabiję własnymi rękoma! Jak takie rzeczy mogą kogoś bawić, czy sprawiać mu przyjemność?! Z moich zaciśniętych zębów wydostało się ciche warkięcie.
- Próbowałem z nim walczyć, przekonać go... Robiłem dosłownie wszystko, ale on nawet na mnie nie reagował! Byłem z tym na policji, bo miałem dość... Powiedziałem wszystko, co sobie zaplanował i z czym się ze mną podzielił.
- Dobrze postąpiłeś, Kevin - powiedziała cicho. Odruchowo na nią spojrzałem. Uśmiechała się blado w jego stronę, ale w jej oczach widziałem wewnętrzny strach. Bała się o swojego ojca. Też się o niego martwiłem, cholernie bardzo. Nie chciałem, aby to przeze mnie coś mu się stało...
Zacisnąłem dłonie na oparciu fotela, czując ogarniającą mnie frustrację i bezradność. Co jeszcze mogę zrobić, aby zagwarantować najbliższym pewnw bezpieczeństwo? Co jeszcze muszę przejść, aby nareszcie było dobrze?
Fotel odrobinę zaskrzypiał, a na zaciśniętych pięściach poczułem drobne dłonie, które po chwili przeniosły się na policzki. Zrobiło mi się odrobinę lepiej. Jej dotyk potrafił zdziałać cuda.
- Mówiłeś, że coś Ci przekazał... Mówił gdzie i kiedy planuje to zrobić? - spytała, patrząc się na mnie. Jej oczy były niesamowicie wielkie i równie mocno ukazywały wszelki strach. Puściłem jedną dłoń i pogładziłem nią jej policzek.
- Tego nie wiem - zacisnął wargi i dłonie. - Powiedziałem wszystko, co wiem. Czuję się okropnie, zdradzając własnego brata, ale nie potrafiłbym też działać przeciwko drugiej osobie...
- Przez jakiś czas to robiłeś - wtrąciłem chłodno, wracając spojrzeniem na ukochaną. Nie lubiła, gdy używałem tego tonu.
- Wiem i za to chcę Was przeprosić. Oboje, a zwłaszcza Ciebie, Leonie. Nie powinienem mu pomagać.
Stał metr od nas, ukazując swoją skruchę. Mieliśmy mu wierzyć, mimo tego, że miał w tym swój udział? Niby było widać, że kierują nim szczere uczucia...
- Wszystko zależy od Leonie. Ale nie wiem, czy byłbym w stanie Ci wybaczyć. O Twoim bracie już nie wspomnę.
- Wiem, żadne z nas na to nie zasłużyło. Aczkolwiek wolałem to wyjaśnić.
- Ivi... A co z tatą? Przecież on został sam... - na końcu wypowiedzi załamał się jej głos. Przytuliłem ją do siebie. Drżała i to nie z zimna...
- Policja mówiła, że będą mieli go na oku - powiedział cicho przybyły.
- A z Tobą co będzie? - ton odrobinę mi się zmienił. Głównym czynnikiem była Leonie i to, że wystarczająco bardzo się bała, nie chciałem napędzać jeszcze większego strachu.
- Będzie brane pod uwagę to, że sam nas wydałem, ale... I tak to widzę w ciemnych barwach - kiwnąłem ostrożnie głową. Lea kurczowo się mnie uczepiła. - To chyba... Chyba wszystko z mojej strony. Jeszcze raz Was przepraszam.
Nie potrafiłem nic wykrztusić, jakbym nagle stracił mowę. Mała milczała od dłuższej chwili i wydawało się, że się to nie zmieni.
Starszy z braci Koussou pośpiesznie opuścił nasze mieszkanie. Wcale nie poczułem się lepiej, gdy tylko zniknął mi z widoku.
- Lea... Zadzwonimy do Twojego taty?
I wtedy, jak na zawołanie rozdzwonił się jej telefon. Oderwała się ode mnie i ruszyła w stronę szafki, przy której stał.
- Tata - szepnęła, wyraźnie oddychając z ulgą.
- Włącz głośnomówiący - poprosiłem, a ta odebrała połączenie.
- Tato? Wszystko w porządku? - wyrzuciła z siebie na jednym tchu.
~ Prócz tego, że dookoła policja to wszystko jest bardzo dobrze. A z Wami jak? ~ nawet w chwili, kiedy to mu groziło niebezpieczeństwo przejmował się nami.
- Nam nic nie jest, bardziej się niepokoimy tym, co się dzieje z panem - podszedłem bliżej nastolatki i objąłem ją w talii. Oparła głowę o moją klatkę piersiową, w dłoniach dalej trzymając urządzenie.
~ Czyli już wiecie o wszystkim?
- Tak, był tu brat Kodjoviego i powiedział nam o tym.
- Tato, uważaj na siebie, nie chcę, aby coś Ci się stało - dodała spanikowana.
~ Słońce, niczym się nie martw, poradzę sobie. Ivan, zajmij się nią, aby nie miała czasu na zamartwianie się ~ zaśmialiśmy się, a Mała zmierzwiła mi włosy. Cmoknąłem ją w czubek głowy. ~ Ale proszę mi się nie całować w trakcie rozmowy z ojcem! ~ dobry humor nie opuszczał go nawet w takich chwilach! Chyba, że to ma być skuteczna metoda odwrócenia uwagi Leonie.
- Przepraszam, już nie będę - powiedziałem z udawanym poczuciem winy.
~ Grzeczne dzieci. Uważajcie na siebie! Będę dzwonił, gdyby coś się miało stać.
- Dobrze! Do usłyszenia - zakończył rozmowę, a dziewczyna położyła telefon w poprzenie miejsce i zarzuciła mi ręce na szyję.
- Myślisz, że Freitagowie przyjdą? - spytała.
- Dziwię się, że nie przyszli wtedy, kiedy był Kevin...
- Nie zajmuj nim głowy. Torstenem też. Jest bezpieczny. My też, nie martw się - zapewniłem ją, a ta znów do mnie przylgnęła.
Nie dość, że denerwowała mnie ta chora sytuacja, to jeszcze teraz to... Kiedy to się wreszcie skończy?
- Torsten jest w niebezpieczeństwie, a Ty zamiast go wstrzymywać, przyjechałeś tutaj?! - ryknąłem, a ten rozłożył dłonie w geście obronnym.
- Myślisz, że jestem taki głupi, że nie próbowałem go powstrzymać? On nikogo nie słucha, jest zaślepiony w swoim celu, jakim jest zniszczenie Was. Skoro nie poradził sobie z Tobą w ten sposób, to w inny... Z początku mu pomagałem-nie będę kłamał - spojrzał na Leę - Ale z każdym kolejnym dniem, kiedy Cię przetrzymywał... Przestało mnie to bawić czy coś w tym rodzaju.
Bawić?! Weźcie mnie trzymajcie, bo zaraz go zabiję własnymi rękoma! Jak takie rzeczy mogą kogoś bawić, czy sprawiać mu przyjemność?! Z moich zaciśniętych zębów wydostało się ciche warkięcie.
- Próbowałem z nim walczyć, przekonać go... Robiłem dosłownie wszystko, ale on nawet na mnie nie reagował! Byłem z tym na policji, bo miałem dość... Powiedziałem wszystko, co sobie zaplanował i z czym się ze mną podzielił.
- Dobrze postąpiłeś, Kevin - powiedziała cicho. Odruchowo na nią spojrzałem. Uśmiechała się blado w jego stronę, ale w jej oczach widziałem wewnętrzny strach. Bała się o swojego ojca. Też się o niego martwiłem, cholernie bardzo. Nie chciałem, aby to przeze mnie coś mu się stało...
Zacisnąłem dłonie na oparciu fotela, czując ogarniającą mnie frustrację i bezradność. Co jeszcze mogę zrobić, aby zagwarantować najbliższym pewnw bezpieczeństwo? Co jeszcze muszę przejść, aby nareszcie było dobrze?
Fotel odrobinę zaskrzypiał, a na zaciśniętych pięściach poczułem drobne dłonie, które po chwili przeniosły się na policzki. Zrobiło mi się odrobinę lepiej. Jej dotyk potrafił zdziałać cuda.
- Mówiłeś, że coś Ci przekazał... Mówił gdzie i kiedy planuje to zrobić? - spytała, patrząc się na mnie. Jej oczy były niesamowicie wielkie i równie mocno ukazywały wszelki strach. Puściłem jedną dłoń i pogładziłem nią jej policzek.
- Tego nie wiem - zacisnął wargi i dłonie. - Powiedziałem wszystko, co wiem. Czuję się okropnie, zdradzając własnego brata, ale nie potrafiłbym też działać przeciwko drugiej osobie...
- Przez jakiś czas to robiłeś - wtrąciłem chłodno, wracając spojrzeniem na ukochaną. Nie lubiła, gdy używałem tego tonu.
- Wiem i za to chcę Was przeprosić. Oboje, a zwłaszcza Ciebie, Leonie. Nie powinienem mu pomagać.
Stał metr od nas, ukazując swoją skruchę. Mieliśmy mu wierzyć, mimo tego, że miał w tym swój udział? Niby było widać, że kierują nim szczere uczucia...
- Wszystko zależy od Leonie. Ale nie wiem, czy byłbym w stanie Ci wybaczyć. O Twoim bracie już nie wspomnę.
- Wiem, żadne z nas na to nie zasłużyło. Aczkolwiek wolałem to wyjaśnić.
- Ivi... A co z tatą? Przecież on został sam... - na końcu wypowiedzi załamał się jej głos. Przytuliłem ją do siebie. Drżała i to nie z zimna...
- Policja mówiła, że będą mieli go na oku - powiedział cicho przybyły.
- A z Tobą co będzie? - ton odrobinę mi się zmienił. Głównym czynnikiem była Leonie i to, że wystarczająco bardzo się bała, nie chciałem napędzać jeszcze większego strachu.
- Będzie brane pod uwagę to, że sam nas wydałem, ale... I tak to widzę w ciemnych barwach - kiwnąłem ostrożnie głową. Lea kurczowo się mnie uczepiła. - To chyba... Chyba wszystko z mojej strony. Jeszcze raz Was przepraszam.
Nie potrafiłem nic wykrztusić, jakbym nagle stracił mowę. Mała milczała od dłuższej chwili i wydawało się, że się to nie zmieni.
Starszy z braci Koussou pośpiesznie opuścił nasze mieszkanie. Wcale nie poczułem się lepiej, gdy tylko zniknął mi z widoku.
- Lea... Zadzwonimy do Twojego taty?
I wtedy, jak na zawołanie rozdzwonił się jej telefon. Oderwała się ode mnie i ruszyła w stronę szafki, przy której stał.
- Tata - szepnęła, wyraźnie oddychając z ulgą.
- Włącz głośnomówiący - poprosiłem, a ta odebrała połączenie.
- Tato? Wszystko w porządku? - wyrzuciła z siebie na jednym tchu.
~ Prócz tego, że dookoła policja to wszystko jest bardzo dobrze. A z Wami jak? ~ nawet w chwili, kiedy to mu groziło niebezpieczeństwo przejmował się nami.
- Nam nic nie jest, bardziej się niepokoimy tym, co się dzieje z panem - podszedłem bliżej nastolatki i objąłem ją w talii. Oparła głowę o moją klatkę piersiową, w dłoniach dalej trzymając urządzenie.
~ Czyli już wiecie o wszystkim?
- Tak, był tu brat Kodjoviego i powiedział nam o tym.
- Tato, uważaj na siebie, nie chcę, aby coś Ci się stało - dodała spanikowana.
~ Słońce, niczym się nie martw, poradzę sobie. Ivan, zajmij się nią, aby nie miała czasu na zamartwianie się ~ zaśmialiśmy się, a Mała zmierzwiła mi włosy. Cmoknąłem ją w czubek głowy. ~ Ale proszę mi się nie całować w trakcie rozmowy z ojcem! ~ dobry humor nie opuszczał go nawet w takich chwilach! Chyba, że to ma być skuteczna metoda odwrócenia uwagi Leonie.
- Przepraszam, już nie będę - powiedziałem z udawanym poczuciem winy.
~ Grzeczne dzieci. Uważajcie na siebie! Będę dzwonił, gdyby coś się miało stać.
- Dobrze! Do usłyszenia - zakończył rozmowę, a dziewczyna położyła telefon w poprzenie miejsce i zarzuciła mi ręce na szyję.
- Myślisz, że Freitagowie przyjdą? - spytała.
- Dziwię się, że nie przyszli wtedy, kiedy był Kevin...
- Nie zajmuj nim głowy. Torstenem też. Jest bezpieczny. My też, nie martw się - zapewniłem ją, a ta znów do mnie przylgnęła.
______
To tak. Zbieram się emocjonalnie od ponad 24 godzin, dokładnie od chwili, kiedy napisałam ostatnie słowo do...do epilogu tego opowiadania. Spokojnie, jeszcze nie koniec, pomęczę Was jeszcze przez okrągłe 28 dniewentualnie 35, kiedy to zdecyduję się napisać tajemniczą 43.
To tak. Zbieram się emocjonalnie od ponad 24 godzin, dokładnie od chwili, kiedy napisałam ostatnie słowo do...do epilogu tego opowiadania. Spokojnie, jeszcze nie koniec, pomęczę Was jeszcze przez okrągłe 28 dni
będzie ze wszystkimi dobrze, to Wam mogę zapewnić :D będziecie pewnie nawet zadowolone z końca, jaki planuję XDDD

no całe szczęście że Kevin im o wszystkim powiedział ;-;
OdpowiedzUsuńOby tylko tacie nic nie było!!
Czekam nn<3
Tacie grozi niebezpieczeństwo ale co tam! XD
OdpowiedzUsuńDzieci się całują na antenie ahaha XD
Jak zawsze Ivi ideał ♥ XD
Cudeńko <3
Czekam na kolejny
Buziaki :***
Humor taty hahaha :D czekam na kolejny <3
OdpowiedzUsuńOmajgot! :D
OdpowiedzUsuńKobieto... Więc tak... XD
Dzięki Bogu Kevin ratuje sytuacje! ;o
Ojciec jak zawsze w humorze XD A oni się całujom :3 Są tacy słodcy! *o*
Mam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze :D
Czekam na kolejny! :*