piątek, 15 stycznia 2016

38.

          Porankiem po raz ostatni powróciłam do przeszłości, składając zeznania w towarzystwie psychologa. Nikomu tego nie polecam, naprawdę. Potworne przeżycie, nikomu go nie polecam. Późnym popołudniem tato odwiózł nas do Norymbergi i wrócił z powrotem do Monachium.
          Zatrzymałam się na dłużej w korytarzu naszego mieszkanka. W głowie, niczym w kalejdoskopie krążyły mi różne obrazy. Od tych sprzed ostatniego miesiąca począwszy, kończąc na tym, co było na samym początku, kiedy tylko ich poznałam. Niektóre z nich bolały, a nawet i przyprawiały mnie o mdłości - miałam tu na myśli to, co się działo, kiedy Koussou mnie przytrzymywał za pierwszym razem.
          Zastanawiało mnie to, czy te derby w Norymberdze miał jakiekolwiek znaczenie. Czyżby to spotkanie miało zapoczątkować ponowną falę nieszczęścia? Czy gdyby do niego nie doszło, to wszystko byłoby dobrze? Są to jedne z tych pytań, na które prawdopodobnie nie otrzymam odpowiedzi.
          Czułam jak mnie obserwuje. Nic nie mówił, po prostu stało obok, patrząc się na mnie, czekając na jakikolwiek sygnał życia z mojej strony.
          - Co, jeśli go nie złapią? - spytałam jakby samą siebie. Co, jeśli znów pozostanie bezkarny? Przecież teraz policja wie o wszystkim... Ale mimo to... Dalej się obawiam.
          Poczułam na swoich plecach jego ramiona. Kiedy przylgnęłam do niego całym swoim ciałem, znów wróciło to poczucie bezpieczeńtwa, którym mnie obdarzał.
          - Jest przez nich poszukiwany, nie ukryje się na długo - szepnął, jakby sam chciał się podnieść na duchu.
          - On to planował... - zacisnęłam dłonie na jego bluzie. - Planował od dłuższego czasu... Co, jeśli pod uwagę wziął też swoją ucieczkę?
          Ciało mimowolnie mi drżało, mimo łagodzącego dotyku jego dłoni. Chciałam wierzyć, że szybko zostanie złapany i długo stamtąd nie wyjdzie. Chcę wreszcie żyć w spokoju...
          Nim mi odpowiedział, głęboko odetchnął. Aczkolwiek jego odpowiedź nie sprawiła, że moje obawy zniknęły.
          - Lea, proszę Cię, nie martw się już tym. Ten rozdział powinien być już dla Ciebie zamknięty.
          - Będzie taki tylko wtedy, kiedy Nono dostanie się w ręce policji - próbowałam się wyrwać z jego uścisku, ale ten silnie trzymał. - Puść.
          Gdy tylko to uczynił, skierowałam swoje kroki w stronę swojej dawnej sypialni. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na odrobinę zakurzonym łóżku. Widać, że dawno nie było tu sprzątane, ale nieważne, teraz to miejsce idealnie pasowało.
          Podkurczyłam nogi i objęłam je ramionami, opierając brodę o kolana. Co, jeśli znów się zjawi w Norymberdze? Przecież wie, gdzie mieszkamy. Ze swoich źródeł także by się dowiedział o zmianie adresu zamieszkania. I to mnie tak potwornie przeraża... Niby kto mógł nas tu śledzić? Ma tu też swoich przyjaciół?...
          Boję się tego, że to wszystko może wrócić. To, co było na samym początku naszej przygody w tym mieście. A mianowicie całkowite odizolowanie się od niego. Ale przecież nie boję się jego dotyku, wręcz go potrzebuję... Potwornie za nim tęskniłam.
          - Leonie - powiedział do drzwi. - Nie zamykaj się, proszę. Nie uciekaj przede mną, tęskniłem za Tobą - uparcie milczałam, czując narastające w sobie poczucie winy. Czemu ja próbuję przed nim uciec? Czemu znów go ranię?
          - Otwórz...błagam - pod sam koniec głos mu się załamał...a moje serce pękło. Ciało przeszedł dreszcz, a w oczach znów stanęły łzy. To moja wina, znów sprawiam mu cierpienie...
          Na miękkich nogach przeszłam przez pomieszczenie i odkluczyłam drzwi, które pociągnęłam w swoją stronę. Przed oczami zagościł mi widok mojego małego-wielkiego bohatera. Dokładnie tego, który chroni mnie, jak najlepiej potrafi. Tego, który obdarza mnie możliwie najpiękniejszym uczuciem.
          Zaszkliły mi się oczy, widząc go w takim stanie. Wręcz się na niego rzuciłam, próbując się w nim ukryć. Jakim cudem on wytrzymuje ze mną i moimi zmianami nastroju?
          - Nie rób mi tak więcej, nie chowaj się. Nie chcę, aby to wszystko wróciło...

          Powiedział mi, że wieczorem ma wpaść pani Marie i pan Mario, którzy "pilnowali" Ivana, kiedy zniknęłam. Miałam za co im podziękować. Gdyby nie oni, gdyby nie to, że pan Freitag znalazł go, a jego małżonka nie doglądała, czy aby na pewno nie odwala żadnej głupoty... Nie wiem, jakby to wyglądało. Zapewne o wiele wiele gorzej niż było...
          Przygotowywałam przekąski na wieczorną wizytę sąsiadów, gdy moich uszu dobiegł dźwięk dzwonka. Szłam otworzyć z myślą, że to właśnie nasi goście...
          Krzyknęłam spanikowana, kiedy przed drzwiami stanęła ciemnoskóra postać, cholernie podobna do Nono... Ten spojrzał na mnie zlękniony i zdziwiony, a Ivan wyleciał z łazienki jak poparzony.
          - Lea!... - momentalnie zamilkł, kiedy zobaczył, kto nas odwiedził. - Kevin...
          Zerknęłam na mojego Chorwata. Mina zmieniła mu się doslownie w ciągu chwili. Twarz stężała, a dłonie zacisnęły się w pięści. Cofnęłam się do niego. Nie czułam się bezpieczna nawet u siebie. Gdy tylko byłam na wyciągnięcie ręki, objął mnie, odrobinę się rozluźniając.
          - Ivan, spokojnie. Chcę Wam pomóc.
          - Niby jak? Do spółki z braciszkiem powinieneś... - zacisnął zęby tak mocno, że wydawało mi się, że to usłyszałam.
          - Wiem, gdzie jest Kodjovi i co chce zrobić. Mogę wejść? - spytał błagalnie.
          - Nie jest to żaden z Waszych forteli?
          - Nono jest w Monachium, nie wie nic o moim przyjeździe tutaj.
          - Wejdź, jak już musisz - ten chłodny ton za nic w świecie nie pasował do jego niewinnej buźki. Brat Kodjoviego nieśmiało wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Kneza poprowadził mnie do środka i posadził na fotelu, za którym stanął. Nadz gość zajął miejsce na kanapie.
          - Nono chce wykończyć Twojego ojca - powiedział do mnie, a moje serce w jednej chwili się zatrzymało.



__________________
Cześć, mimo tego, że będzie już dobrze to jeszcze Was powkurzam :D i tak mnie kochacie, co nie? XD
Chcę Was zaprosić na opowiadanie, które nieoficjalnie już ruszyło, i będzie regularnie kontynuowane po napisaniu końca tutaj. Sjećaš li me se?

4 komentarze:

  1. Ja cię kurde kiedyś naprawdę uduszę! XD
    No proszę niech będzie dobrze! <3 :D
    Ivi.. (tak, znów to powtórzę XD) IDEAŁ! *-*
    Czekam na kolejny
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. nie, koniec już tych smutnych rzeczy!!!!! :(
    dobrze, że chociaż Kevin chce pomóc :v
    czekam nn :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Udusze, powieszę, wykastruje jak coś odjebiesz. Znajdę cię w google maps XD
    Brat przeciwko bratu? Źle się to skończy :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Że co?! Jak możesz tak mieszać? :(
    Kiedyś tak pomieszasz, że z tego cało nie wyjdziesz! Obiecuje XD
    Nono, komplikujesz mi i im życie XD Haha xd
    Czekam na kolejny i ma być dobrze ^^ Bo jak nie... To już na zawsze przywitasz się z moją "kropką nienawiści".
    Tak wgl. to mód malina i orzeszki! Ivo taki słit :*

    OdpowiedzUsuń