piątek, 8 stycznia 2016

37.

          Na szczęście obyło się bez jakiejkolwiek wizyty na ostrym dyżurze. Nie chciałam tam jechać, zewnętrznie czułam się dobrze. Po prostu obawiałam się konfrontacji z ojcem... To nic takiego, naprawdę.
          Policjanci pojechali niedługo potem, gdy tylko wszyscy opuściliśmy dom, który został dokładnie zabezpieczony. Kazano nam w najbliższym czasie stawić się na komendzie w celu złożenia zeznań. Ostatni raz powrót... Ostatni.
          Tata szybko zabrał naszą trójkę z domu Koussou i przewiózł do siebie. Oczywiście nie obyło się bez wzruszającej sceny spotkania po czasie i to w...dość specyficznym miejscu. Gdy znaleźliśmy się w moim rodzinnym domu, przeprowadziliśmy jedną z najtrudniejszych rozmów mojego życia... Wszystkie dotąd ukrywane fakty wyszły na jaw. Było mi potwornie ciężko wrócić do niechcianej przeszłości, o której tak desperacko chciałam zapomnieć.
          - Ivan, dlaczego nie powiedziałeś, że to on był temu wszystkiemu winien? Całkiem inaczej by się to potoczyło... - zabrał głos po kilku minutach krępującej ciszy. Siedziałam pomiędzy Knezą a Moritzem, opatulona kocem, z kubkiem gorącej herbaty, próbując się uspokoić po kolejnym napadzie płaczu. Jego ramię mocno mnie obejmowało, jednocześnie podtrzymując na duchu.
          - To nie było takie proste, jakie się wydaje...
          Wytłumaczył mu wszystko, absolutnie wszystko od samego początku. Jak to było, gdy tylko się poznaliśmy ponad dwa lata temu... Słuchałam tego drugi raz, ale nadal reagowałam jakby to była nowość... Nie spodobało się to Torstenowi. To było naprawdę dziecinne...
          - Ale obiecuję na wszystko i wszystkich-przestałem z takimi zabawami, dziś inaczej podchodzę do wszystkiego. A to dzięki Małej... - spojrzał na mnie czule, gładząc mnie po policzku.
          - Lea... A Ty dlaczego nie powiedziałaś mi nic o tym? Byśmy inaczej to wszystko załatwili...
          - Nie chciałam zawracać Ci głowy, tato... Myślałam, że sobie z tym poradzę sama. Ale jeśli bym wiedziała, że dojdzie do czegoś takiego... Zareagowałabym inaczej. Naprawdę nie chciałam, aby to tak wyszło...
          - Wiesz, że się bałem o Ciebie, prawda? Każdego dnia, kiedy nie wiedziałem gdzie jesteś i czy w ogóle żyjesz! - gwałtownie wstał i zaczął krążyć po pokoju. - Od kiedy Twoja matka nas zostawiła, moje poglądy na wszystko całkowicie się zmieniły. Absolutnie. Nie ufałem ludziom już tak samo jak wtedy. Zauważyłaś te zmiany - zatwierdziłam nieśmiało. - Myślałem też, że wystarczająco dużo już się nacierpiałem, ale jak widać tak nie było. Dostałem możliwie najgorszy cios od losu-straciłem drugą i ostatnią najważniejszą osobę w moim życiu. Ciebie, córeczko. Każdego dnia liczyłem, że to głupi sen, z którego się obudzę, a Ty będziesz pod moją opieką. Wiesz, jak bardzo dłużyły mi się te dni? Wiesz, z jaką radością zareagowałem na to, że jesteś cała i zdrowa? 
          Mówiąc to, chodził cały czas po pokoju. Dużo gestykulował, jego ton co chwilę się zmieniał - przez kilka chwil myślałam, że tak po prostu się rozpłacze... Ale silnie się trzymał. Jak my wszyscy, cała nasza czwórka.
          - Cieszyło mnie też to, że byłaś pod opieką Ivana. To dobry chłopak, pewny swoich celów, a z drugiej strony troskliwy... Ale gdy usłyszałem to wszystko... - przerwał na dłuższą chwilę i upił łyk napoju. Ivan zamarł, nie był przygotowany na coś takiego. Ja też nie... - Nie spodziewałem się, że byłeś taką osobą. Spodziewałbym się tego po wszystkich, ale nie po Tobie. Ufałem Ci, traktowałem jak syna...
          - Jja... Naprawdę jest mi przykro... - spuścił głowę, odczuwając skruchę.
          - Ale widziałem też, co się działo z Tobą przez ostatnie dni. Widzę, jak poważnym uczuciem obdarzasz moją małą córeczkę. Byłbym okropnym człowiekiem bez serca, gdybym teraz kazał jej tu zostać, a Tobie stąd spadać - zaśmiał się nerwowo. - Robiłeś wtedy wszystko, co mogłeś. Gwarantowałeś jej bezpieczeństwo, jakiego nie dałby jej nikt, pewnie nawet ja... Dziękuję Ci za to, chłopcze.
          Kneza się podniósł i stanął twarzą w twarz z moim ojcem. Teraz to Moritz tulił mnie do siebie.
          - To ja chciałbym podziękować panu za wszystko i za nic. Szczególnie chyba za Leę, bez której nie chcę nawet myśleć o swojej przyszłości - rozczuliłam się. On naprawdę tak mówi? - Za to, że nauczył mnie pan tyle w przeszłości, chociażby za tę wytrwałość w dążeniu do upragnionych celów. Gdyby nie one... Nie wiem, czy byśmy teraz tu siedzieli w takim towarzystwie - spojrzał na mnie. - Nie wiem, czy tak wytrwale bym próbował nawiązać jakiekolwiek relacje z Tobą, Leonie. Czy nie spasowałbym po pierwszym Twoim koszu... - zaśmiał się, poprawiając włosy. Na jego twarzy kwitł coraz to bardziej uroczy rumieniec, a mój uśmiech poszerzał się z każdym kolejnym słowem, padającym z jego ust.  - Przy Tobie nauczyłem się wiele nowych rzeczy. Chcę też wielu kolejnych się nauczyć. To Ty byłaś, jesteś i będziesz moim motorem napędowym do przeżycia kolejnego dnia. Kocham Cię...
          W oczach stanęły mi łzy. Łzy szczęścia. Łzy wzruszenia... Kocha mnie i nie wyobraża sobie beze mnie życia...
          Wstałam z kanapy i wtuliłam się w niego z całych sił. Mniejsza z tym, że znów płakałam w niego. Pewnie zdążył się przyzwyczaić.
          Poczułam na plecach ogromną dłoń taty. Przytulił nas obu, a temu jakże uroczemu widokowi przyglądał się Leitner. Staliśmy tak dłuższą chwilę. Wszyscy ci, którzy znaczyli dla mnie wszystko byli tuż obok. Czy mogę chcieć czegoś więcej?
          - Chodźcie dzieciaki, dzisiejszy dzień był naprawdę długi i dużo się działo - poprowadził naszą dwójkę w stronę mojego starego pokoju. Ciekawe, jak bardzo się zmienił przez ten rok.
          - Moritz, dla Ciebie też coś się znajdzie - zostawił nas samych w pomieszczeniu o fioletowo-beżowych ścianach. O dziwo nie było tu za dużo kurzu. Wyglądał jakbym wróciła do niego po dniu spędzonym w szkole-na podłodze dalej walały się moje książki, a na łóżku leżał laptop.
          - Jak ja tu dawno nie byłam... - podeszłam do biurka, nad którym wisiały moje zdjęcia sprzed porwania... Przyjaciele z liceum, którzy pewnie nawet nie pamiętają o mnie...
          Czułam się...dziwnie, będąc tutaj. Nie żeby jakoś obco czy co. Wiedziałam, że te wszystkie rzeczy są moje, ale... Mój dom był teraz obok Niego. Obok tego, którego ramiona czule mnie oplatały, obok tego, którego wargi dotykały mojej szyi... Przymknęłam powieki, kładąc swoje dłonie na jego.


_________________
Znów wraca fala czułości i takich tam :> chyba teraz na stałe zagości. chyba, bo to prawie koniec XDDDD nie wiem jeszcze, ile to potrwa, ale na pewno trzy tygodnie (wcale nie mam tylko trzech rozdziałów do przodu)
Jedno jest pewne - po tym ff rusza Sjećaš li me se?, praca, którą pokochałam nad życie! i która nie jest prawie cała napisana 


3 komentarze:

  1. Maaaaaaamo!!!!!!!! ♥♥♥♥♥♥♥♥
    TAKIE PIĘKNE ♥ TAKIE CUDOWNE ♥ TAKIE WSPANIAŁE ♥ TAKIE KOCHANE ♥
    Awww jejciu *-*
    Ivi ♥ idealny no ♥ :'(
    Czekam na kolejny ♥
    Buziaki :****

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju ♥ Jakie słodkości nooo! *o*
    Ivan jest taki kochany i słodki, tak widać, że ją kocha ^^
    Tacy słodcy, a Ty chcesz kończyć? :( Nje pozwalam! :< A jak chcesz namieszać, to nie wiem co Ci zrobię, bo już ja Cię znam XD
    Czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. awwwww Ivi <3 <3
    wreszcie spokojny rozdział i się denerwować nie muszę!! :3
    czekam nn! <3

    OdpowiedzUsuń