Łącznie przez ten czas uderzył mnie pięć razy. Nadal nie wiem za co mi się dostało... Ale nie chcę o tym wiedzieć. Chcę o tym zapomnieć, o tych wszystkich chwilach, które spędziłam w tej klatce, w baraku... O tym wszystkim, co robił, jak mnie dotykał... Nie, dość!
Chcę znów spróbować od nowa. Tym razem w pełni świadoma tego, że nigdy więcej nie przyjdzie mi się z nim spotkać. Liczę, że wreszcie będę wieść spokojne życie, nieważne w jakim miejscu. Liczy się dla mnie to, żebym mogła dzielić swoje życie z Nim...
Wybuchłam płaczem, gdy tylko usłyszałam TEN głos tam, na dole... Krzyczeli na siebie, On już się wszystkiego domyślił, ale nadal nie wiedział, gdzie jestem... Bałam się. O Niego, żeby niczego Mu nie zrobił... Nigdy bym sobie nie wybaczyła tego, że ucierpiał przeze mnie...
Strach ogarniał mnie z każdą kolejną chwilą, gdy dźwięki ciężkich kroków były coraz bliżej. Było ich dwóch, przynajmniej tak sądziłam po jednoczesnych stukotach i szmerach rozmów.
- Pomocy! - krzyknęłam, a po chwili już widziałam, jak drzwi są napierane przez silne ramiona. Niedługo potem już ich nie było na swoim miejscu. Do środka weszło dwóch policjantów. Szybko ogarnęli sytuację, a jeden z nich posłał w moją stronę pokrzepiający uśmiech.
- Już jest dobrze - z tym zdaniem dotarło do mnie to, że już po wszystkim. Po długich dwudziestu pięciu dniach wreszcie Go zobaczę. Najważniejszą osobę mojego życia.
- Pójdź po nich - powiedział cicho do swojego towarzysza, a ten wyszedł. Znów czułam na sobie jego spojrzenie. Drżałam, obawiając się tego, co zobaczę.
Nieśmiało wszedł do środka i jak jego poprzednicy rozejrzał się dookoła. Zatrzymał swój wzrok na mnie, a ja poczułam łzy cisnące się do oczu. Z początku wyglądał na przerażonego tym wszystkim, ale z każdą mijającą sekundą się rozpogadzał. Nie mógł uwierzyć własnym oczom... Przetarłam swoje, nie mogąc uwierzyć, że jest ze mną w tym samym pomieszczeniu. Dopiero, gdy poczułam jak jego ramiona zaciskają się wkoło mojego ciała, ogarnęłam, że dzieje się to naprawdę. Wtuliłam się w niego. Poczułam się na swoim miejscu...
- Tak bardzo mi Ciebie brakowało... - wyszeptał, muskając wargami moje ramię. W miejscu, gdzie mnie dotknął czułam dreszcze. Tak bardzo potrzebowałam dotyku jego dłoni... Nie tylko go. Samej jego obecności...
- Nigdy więcej czegoś takiego... - wyłkałam, mocniej się w niego wtulając. Objęłam go bardziej. Nie przeżyłabym kolejnego wymuszonego rozstania z nim...
- Nigdy więcej... - ujął moją twarz w swoje dłonie. Poczułam drobny ból w prawym policzku, w miejscu w którym mnie uderzył ostatni raz... Nie było widać żadnego śladu, ale jeszcze czułam dyskomfort.
- Nic Ci nie zrobił?.. - spytał z troską, delikatnie jeżdżąc palcami po polikach. Skupiłam swoją uwagę na nim, nie chciałam udzielać odpowiedzi na to pytanie. Zamarłam, widząc siniaka na jego szczęce...
- Uderzył Cię... - szepnęłam, dotykając zsiniałego miejsca. Odetchnął ciężej, napinając mięśnie twarzy.
- Mniejsza z tym. Tobie nic nie zrobił?
Zacisnęłam wargi. Naprawdę, wolałabym to przemilczeć. Uważnie się na mnie patrzył, cierpliwie czekając.
- Uderzył...kilka razy.
- Coś jeszcze Ci zrobił?.. - w jego głosie słychać było złość oraz strach jednocześnie. Złość na Koussou...
- Nie, na szczęście - odetchnął z ulgą. - Możemy o tym nie rozmawiać? Proszę... Chcę o tym zapomnieć.
I wtedy to szara rzeczywistość musiała o sobie przypomnieć...
- Musi jeszcze pani złożyć obszerne zeznania obciążające pana Koussou - zwrócił się do mnie jeden z funkcjonariuszy.
- Ostatni raz. Już nigdy do tego nie wrócimy - wyszeptał, cmokając mnie w czoło. - Nigdy więcej - w środku się rozluźniłam, słysząc te słowa. To ostatni raz... Znów się w niego wtuliłam.
- Dziękuję, mój bohaterze - szepnęłam ledwo słyszalnie, chwytając jego dłonie. - Gdyby nie Ty... Moritz... - urwałam, czując gulę w gardle. Nie chciałam sobie wyobrazić tego, co mogło mnie spotkać... Był "grzeczny", ale widziałam, że gdyby chciał, to zrobiłby coś więcej...
- Już nic nie mów, skarbie. Już nic nie musisz mówić... - znów się rozpłakałam, a do nas dołączył się Mo. Mocno mnie do siebie przytulił, całując w czubek głowy. I on też się popłakał...
- Nie płacz, mała - szepnął błagalnie.
- Jesteś bezpieczna - dokończył Ivan. Bezpieczna...
- Zadzwoniłem po Twojego tatę, aby tu przyjechał. Musi wreszcie dowiedzieć się prawdy - dłonie Leitnera oddaliły się od mojego ciała. Już w miarę normalnie siedzieliśmy w trójkę na łóżku.
- Ale... - podniosłam się i spojrzałam na nich. To nie tak miało być... Nigdy nie miał się o tym dowiedzieć...
- Kiedyś by się to wydało, słonko - ścisnął moją dłoń. Miało to pójść w niepamięć, mieliśmy o tym wszystkim zapomnieć... - On nadal pamięta o tym, co było rok temu.
Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. Przecież... On nic nie wiedział o tym, co wtedy się działo. Nie mógł wiedzieć, bo nigdy nie poruszał tego tematu w mojej obecności. A więc...
- Powiedziałeś mu przez ten czas coś na ten temat?... - odwrócił wzrok. Wiedziałam... Powiedział mu o tym. - Ivan...
- Lea... Gdyby mnie o to nie poprosił, nawet bym nie zabrał głosu w tej sprawie. To go wykańczało, wiesz? Dzień dnia zastanawiał się, co wtedy się z Tobą działo...
- Jak zareagował? - zacisnęłam dłonie w pięści.
- Nie powiedziałem mu wszystkiego. Dziś nadeszła ta chwila.
- Która godzina? - zmieniłam temat, a Kneza podsunął mi pod nos swój telefon. 23:23. Uśmiechnęłam się, cmokając go w policzek.
Cieszyłam się z nadchodzącego spotkania z ojcem po czasie. Naprawdę. Ale z drugiej strony się go obawiałam. Nigdy nie miał się o tym dowiedzieć, nigdy nie miał usłyszeć o tym chociażby najmniejszego słówka... Nie chciałam wiedzieć, co przeżywał w trakcie tamtych dni...
- Chodźcie na dół, Torsten niedługo będzie - przenieśliśmy się na parter, gdzie czekała czwórka funkcjonariuszy. Rozmawiali między sobą, wyraźnie podenerwowani.
- Nie udało się nam go odnaleźć, ale podejrzewamy, że jest w pobliżu - Chorwat skinął głową, że przyjął informację. Kodjovi zbiegł. O nie...
______________________
no to tak, witam Was o 1:31 (pozdrawiam te, które jeszcze imprezowały w tym czasie XD) Sprawa się rozwiązała, aczkolwiek Dominika jeszcze postara się trochę podłubać, bo na tę chwilę mam napisane jeszcze trzy rozdziały do przodu, a chcę wyskrobać coś 40+ (zależy mi na pobiciu rekordu z VgGgap) i się postaram, choćbym i miała Was zanudzić XDDD
z racji tego, że jest 1.01 to życzę Wam samych powodzeń w nadchodzących 366 dniach! :)
![]() |
| skoro wszystko jest supi, to dlaczego nie dodać szczęśliwego Iviego?;) |

jezu nareszcie ją uratowali :(
OdpowiedzUsuńjuż wystarczająco się nacierpiała
mam nadzieję, że już nie wciśniesz tu czegoś podobnego :v
czekam nn! <3
Już myślałam że jej nigdy nie uratują, a tu proszę jak mnie Dominika zaskoczyła! :3 Humor mi się poprawił na resztę dnia i życia AMEN! :D
OdpowiedzUsuńJuż przestań dłubać samych złych rzeczy i spraw ażeby oni byli szczęśliwi! <3
Szczęśliwy Ivan = Szczęśliwa Ania :D
Czekam na kolejny! <3
Rozdział cudowny kochana! *o*
Jesteś naprawdę świetna! Blog bardzo mi się podoba! Tylko szukać tak troszczącego się chłopaka :D Oby tak dalej. Nie obrazisz się kochana, jeśli zaproszę Cię na mojego bloga? Może znalazłabyś odrobinę czasu na skromny komentarz. Pozdrawiam cieplutko xxx
OdpowiedzUsuńhttp://newcompany-zaynmalik-ff.blogspot.com/
Ty chcesz ją zabić. Nie rób tak już co? Czekam na kolejny :)
OdpowiedzUsuńJeju <3
OdpowiedzUsuńWyję, ryczę, płaczę :CC
Takie wspaniałe i przepiękne ♥
Pamiętaj, że ja Cię znajdę! XD
Błagam, żeby było już dobrze :C
Czekam na kolejny
Buziaki :***