- To Ty to zrobiłeś... - nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Mieli rację. Mo i Lisa mieli rację. Musieli ją mieć, to ja byłem głupi i liczyłem że tak nie jest. Ale jakim cudem się dowiedział?! Przecież... Tylko ten mecz mógł być jedynym racjonalnym wytłumaczeniem... To wszystko jego wina...
Od razu poczułem przypływ adrenaliny. Czułem, jakbym nic nie pił, przepełniały mnie tylko same negatywne uczucia, kierowane do Koussou. W dodatku ze zdwojoną siłą.
- Nigdy jej nie znajdziecie - to tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, które przekazywał mi przyjaciel. Dopadła mnie szewska pasja, nigdy w życiu nie czułem do niego TAKIEJ nienawiści. Nawet wtedy, kiedy miałem świadomość, że to on Ją krzywdził.
Rzuciłem się na niego i w szale złości pchnąłem go na szklane drzwi. Odbił się od nich, kierując się w moją stronę. Śmiał mi się prosto w twarz.
- Co takiego Ci zrobiłem, że się nad nią pastwisz?! - ryknąłem.
- Co zrobiłeś? Powinieneś zasięgnąć pamięcią wstecz, kretynie. Miała być moja! - ruszył na mnie z pięściami.
Fakt, kiedyś nawet się zakładaliśmy o to, kto pierwszy Ją wyrwie, ale nigdy w życiu bym nie pomyślał że weźmie to na punkt honoru... Nigdy w życiu... Przecież to były szczeniackie zakłady! Myślałem, że po pierwszym razie odpuścił, że zapomniał o tym, że ktoś taki jak Ona istnieje... Pomyliłem się.
Walnął mi prosto w szczękę. Nim zdążyłem mu oddać, odciągnął mnie Leitner. Szybko wytrzeźwiał.
- Masz pięć minut, aby się przyznać, gdzie jest Leonie, policja jest już w drodze - powiedział szorstko. Ten momentalnie pobladł. Wiedział już, że to dla niego koniec. Przegrał, jest już skończony. Ale mimo to postanowił "walczyć"...
- Nigdy w życiu się nie dowiecie! - rzucił spanikowany, rozglądając się dookoła. Zauważył otwarte drzwi od balkonu. Cholera, że też wcześniej ich nie zauważyłem.
Rzucił się do ucieczki. Chciałem za nim biec, ale powstrzymały mnie dłonie Moritza, zaciskające się na moich ramionach.
- Ivan, nie. Lea jest teraz ważniejsza.
Zdanie, które całkowicie mnie orzeźwiło. Moja Lea. To on Ją miał... Znów... Gdzie mógł Ją ukryć, skoro twierdzi, ze nigdy Jej nie znajdziemy? Co mógł Jej robić? Jeśli to samo, co wtedy... Nigdy sobie tego nie wybaczę.
W dodatku powróciły mi wszystkie ludzkie odczucia. Czułem ból po jego uderzeniu, który był niczym w porównaniu do tego, co się działo w moim sercu. Znów skazałem Ją na cierpienie. Gdybym tylko wtedy zareagował, powiedział komuś wcześniej o tym, że wtedy to on Ją uprowadził...
Przestań się wreszcie obwiniać! Najwyraźniej tak już musiało być.
- Uciekł - powiedział do kogoś. Drgnąłem, gwałtownie mrugając powiekami. Wróciłem do świata żywych. Policja już przyjechała. To ile czasu byłem zamknięty w swiom świecie myśli?
- Przeszukajcie dom i okolicę - głos zabrała nieznana mi osoba. Funkcjonariusz. Dwóch z nich wyszło drzwiami balkonowymi, a druga dwójka zabrała się za przeczesywanie domu. Siedziałem na kanapie, tępo patrząc się w jeden punkt w pomieszczeniu, w którym się znajdowaliśmy.
Mijały kolejne minuty a dookoła było słychać dźwięki coraz to nowo otwieranych drzwi. Mówiłem kiedyś jak jego dom jest wielki? I w dodatku mieszka w nim sam?
- Co, jeśli tam jej nie będzie? - spytałem się go, a ten przeniósł na mnie wzrok i bez słowa zajął miejsce. Był skupiony, czekał na jakikolwiek znak od dwójki mężczyzn na górze.
- Musi tu być. Jeśli nie w tym miejscu, to gdzie?!
Zacisnąłem palce na pulsujących skroniach. Za dużo tych złych chwil, musi być wreszcie dobrze. Musi się wreszcie ułożyć.
- Panie Leitner! - jego donośny głos brzmiał... radośnie. Skinął dłonią w moją stronę i razem poszliśmy na górę, gdzie przeszukiwali wszystkie pomieszczenia. Jeden z nich stał w korytarzu, a drugi zniknął nam z widoku, najpewniej był w jednym z pokoi.
- Proszę zobaczyć - Mo przepuścił mnie jako pierwszego. Wszedłem do skromno urządzonej, przestronnej sypialni. Rozejrzałem się dookoła, czując swoje przyspieszone tętno.
Od razu poczułem przypływ adrenaliny. Czułem, jakbym nic nie pił, przepełniały mnie tylko same negatywne uczucia, kierowane do Koussou. W dodatku ze zdwojoną siłą.
- Nigdy jej nie znajdziecie - to tylko mnie utwierdziło w przekonaniu, które przekazywał mi przyjaciel. Dopadła mnie szewska pasja, nigdy w życiu nie czułem do niego TAKIEJ nienawiści. Nawet wtedy, kiedy miałem świadomość, że to on Ją krzywdził.
Rzuciłem się na niego i w szale złości pchnąłem go na szklane drzwi. Odbił się od nich, kierując się w moją stronę. Śmiał mi się prosto w twarz.
- Co takiego Ci zrobiłem, że się nad nią pastwisz?! - ryknąłem.
- Co zrobiłeś? Powinieneś zasięgnąć pamięcią wstecz, kretynie. Miała być moja! - ruszył na mnie z pięściami.
Fakt, kiedyś nawet się zakładaliśmy o to, kto pierwszy Ją wyrwie, ale nigdy w życiu bym nie pomyślał że weźmie to na punkt honoru... Nigdy w życiu... Przecież to były szczeniackie zakłady! Myślałem, że po pierwszym razie odpuścił, że zapomniał o tym, że ktoś taki jak Ona istnieje... Pomyliłem się.
Walnął mi prosto w szczękę. Nim zdążyłem mu oddać, odciągnął mnie Leitner. Szybko wytrzeźwiał.
- Masz pięć minut, aby się przyznać, gdzie jest Leonie, policja jest już w drodze - powiedział szorstko. Ten momentalnie pobladł. Wiedział już, że to dla niego koniec. Przegrał, jest już skończony. Ale mimo to postanowił "walczyć"...
- Nigdy w życiu się nie dowiecie! - rzucił spanikowany, rozglądając się dookoła. Zauważył otwarte drzwi od balkonu. Cholera, że też wcześniej ich nie zauważyłem.
Rzucił się do ucieczki. Chciałem za nim biec, ale powstrzymały mnie dłonie Moritza, zaciskające się na moich ramionach.
- Ivan, nie. Lea jest teraz ważniejsza.
Zdanie, które całkowicie mnie orzeźwiło. Moja Lea. To on Ją miał... Znów... Gdzie mógł Ją ukryć, skoro twierdzi, ze nigdy Jej nie znajdziemy? Co mógł Jej robić? Jeśli to samo, co wtedy... Nigdy sobie tego nie wybaczę.
W dodatku powróciły mi wszystkie ludzkie odczucia. Czułem ból po jego uderzeniu, który był niczym w porównaniu do tego, co się działo w moim sercu. Znów skazałem Ją na cierpienie. Gdybym tylko wtedy zareagował, powiedział komuś wcześniej o tym, że wtedy to on Ją uprowadził...
Przestań się wreszcie obwiniać! Najwyraźniej tak już musiało być.
- Uciekł - powiedział do kogoś. Drgnąłem, gwałtownie mrugając powiekami. Wróciłem do świata żywych. Policja już przyjechała. To ile czasu byłem zamknięty w swiom świecie myśli?
- Przeszukajcie dom i okolicę - głos zabrała nieznana mi osoba. Funkcjonariusz. Dwóch z nich wyszło drzwiami balkonowymi, a druga dwójka zabrała się za przeczesywanie domu. Siedziałem na kanapie, tępo patrząc się w jeden punkt w pomieszczeniu, w którym się znajdowaliśmy.
Mijały kolejne minuty a dookoła było słychać dźwięki coraz to nowo otwieranych drzwi. Mówiłem kiedyś jak jego dom jest wielki? I w dodatku mieszka w nim sam?
- Co, jeśli tam jej nie będzie? - spytałem się go, a ten przeniósł na mnie wzrok i bez słowa zajął miejsce. Był skupiony, czekał na jakikolwiek znak od dwójki mężczyzn na górze.
- Musi tu być. Jeśli nie w tym miejscu, to gdzie?!
Zacisnąłem palce na pulsujących skroniach. Za dużo tych złych chwil, musi być wreszcie dobrze. Musi się wreszcie ułożyć.
- Panie Leitner! - jego donośny głos brzmiał... radośnie. Skinął dłonią w moją stronę i razem poszliśmy na górę, gdzie przeszukiwali wszystkie pomieszczenia. Jeden z nich stał w korytarzu, a drugi zniknął nam z widoku, najpewniej był w jednym z pokoi.
- Proszę zobaczyć - Mo przepuścił mnie jako pierwszego. Wszedłem do skromno urządzonej, przestronnej sypialni. Rozejrzałem się dookoła, czując swoje przyspieszone tętno.
W kącie stało łóżko, na którym siedziała drobna istotka, którą był sens mojego życia. Przyłożyła dłonie do ust, wybuchając płaczem. Pobiegłem do niej, zamykając w swoich kleszczach. Dwadzieścia pięć długich dni bez niej... To zdecydowanie za dużo
Jej ciepłe łzy moczyły moją bluzę, ale jednocześnie były dla mnie oznaką tego, że dzieje się to naprawdę Jest tuż obok. Już zawsze będzie...
Sam się rozpłakałem. Z ogarniającego mnie szczęścia. Znów miałem ją w swoich ramionach.
- Tak bardzo mi Ciebie brakowało... - wyszeptałem, całując jej chłodne ramię.
- Nigdy więcej czegoś takiego... - wyłkała, mocniej się we mnie wtulając. Jej dłonie kurczowo mnie obejmowały, jakby bała się tego, że zaraz zniknę...
- Nigdy więcej... - delikatnie schwyciłem jej twarz w swoje dłonie. Skrzywiła się odrobinę.
- Nic Ci nie zrobił?.. - spytałem z troską, gładząc ją opuszkami palców po policzkach. Milczała dłuższą chwilę, jeżdżąc wzrokiem po każdym centymetrze mojej twarzy.
- Uderzył Cię... - dotknęła palcami pewnie zsiniałej szczęki.
- Mniejsza z tym. Tobie nic nie zrobił?
Znów się zasępiła, zaciskając wargi. Bała się. Znów się bała. Zabiję tego skurwiela.
- Uderzył...kilka razy.
- Coś jeszcze Ci zrobił?...
- Nie, na szczęście. Możemy o tym nie rozmawiać? Proszę... Chcę o tym zapomnieć.
I wtedy to szara rzeczywistość musiała o sobie przypomnieć...
- Musi jeszcze pani złożyć obszerne zeznania obciążające pana Koussou.
- Ostatni raz. Już nigdy do tego nie wrócimy - wyszeptałem, cmokając ją w czoło. - Nigdy więcej - przesunąłem wargi odrobinę niżej, aby w ostateczności się wycofać. Może jeszcze źle to odebrać.
Położyła głowę na mojej piersi, znów się we mnie wtulając.
- Dziękuję, mój bohaterze - szepnęła ledwo słyszalnie, chwytając moje dłonie. - Gdyby nie Ty... Moritz... - głos się jej załamał. Wtuliłem policzek w jej włosy.
- Już nic nie mów, skarbie. Już nic nie musisz mówić... - znów się popłakała, a do nas dołączył się młody Niemiec.
- Nie płacz, mała - powiedział, całując ją w czubek głowy.
- Jesteś bezpieczna - dokończyłem.
Jej ciepłe łzy moczyły moją bluzę, ale jednocześnie były dla mnie oznaką tego, że dzieje się to naprawdę Jest tuż obok. Już zawsze będzie...
Sam się rozpłakałem. Z ogarniającego mnie szczęścia. Znów miałem ją w swoich ramionach.
- Tak bardzo mi Ciebie brakowało... - wyszeptałem, całując jej chłodne ramię.
- Nigdy więcej czegoś takiego... - wyłkała, mocniej się we mnie wtulając. Jej dłonie kurczowo mnie obejmowały, jakby bała się tego, że zaraz zniknę...
- Nigdy więcej... - delikatnie schwyciłem jej twarz w swoje dłonie. Skrzywiła się odrobinę.
- Nic Ci nie zrobił?.. - spytałem z troską, gładząc ją opuszkami palców po policzkach. Milczała dłuższą chwilę, jeżdżąc wzrokiem po każdym centymetrze mojej twarzy.
- Uderzył Cię... - dotknęła palcami pewnie zsiniałej szczęki.
- Mniejsza z tym. Tobie nic nie zrobił?
Znów się zasępiła, zaciskając wargi. Bała się. Znów się bała. Zabiję tego skurwiela.
- Uderzył...kilka razy.
- Coś jeszcze Ci zrobił?...
- Nie, na szczęście. Możemy o tym nie rozmawiać? Proszę... Chcę o tym zapomnieć.
I wtedy to szara rzeczywistość musiała o sobie przypomnieć...
- Musi jeszcze pani złożyć obszerne zeznania obciążające pana Koussou.
- Ostatni raz. Już nigdy do tego nie wrócimy - wyszeptałem, cmokając ją w czoło. - Nigdy więcej - przesunąłem wargi odrobinę niżej, aby w ostateczności się wycofać. Może jeszcze źle to odebrać.
Położyła głowę na mojej piersi, znów się we mnie wtulając.
- Dziękuję, mój bohaterze - szepnęła ledwo słyszalnie, chwytając moje dłonie. - Gdyby nie Ty... Moritz... - głos się jej załamał. Wtuliłem policzek w jej włosy.
- Już nic nie mów, skarbie. Już nic nie musisz mówić... - znów się popłakała, a do nas dołączył się młody Niemiec.
- Nie płacz, mała - powiedział, całując ją w czubek głowy.
- Jesteś bezpieczna - dokończyłem.
_________________
Dominika się zlitowała i dała swoim ukochanym czytelniczkom świąteczny prezent - uwolniła Leę :v Zadowolone? :D
Dominika się zlitowała i dała swoim ukochanym czytelniczkom świąteczny prezent - uwolniła Leę :v Zadowolone? :D
Był Mikołaj? Zostawił prezenty, czy rózgę?... A może jeszcze co innego?...:D

Cudo <33
OdpowiedzUsuńA był haha
Wesołych
KOCHAM CIĘ SKARBIE !!!!! ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤
OdpowiedzUsuńtak, jejciu :((
Wyję jak głupia :((
Przepiękne ❤
Obiecaj, że już będą szczęśliwi proszę, błagam ❤
Ivi ideał ❤ bohater ❤
A ja! Osobiście idę pomóc szukać policji tego gnojka. Jaja mu urwę! Przysięgam! XD
Czekam na kolejny
Buziaki :**
Takie super święta! <3 Wszyscy szczęśliwi ^^ Mój Boże, jak dobrze, że znowu są razem i nic ich nie rozłączy! :3 No może poza Dominiką? -.-
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, cudny i genialny! *.*
Czekam na kolejny kochana <3
No nareszcie!! Tylko blagam, nic im wiecej nie rob, niech juz zyja dlugo i szczesliwie ;cc
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny!
no w końcu do cholery :D czekam.na kolejny
OdpowiedzUsuń