Nie było Jej tam... Znów poczułem tę potworną pustkę, wyniszczającą od środka.
Nie było Jej tam... W sumie, czemu myślałem, że tam jest? Przecież Nono tylko jeździł w to miejsce, a on nie wie, gdzie może być Ona. Nie może o tym wiedzieć. Ona dla niego nie żyje, zniknęła z tego świata wraz z dniem, kiedy to wyciągnąłem Ją z tego cierpienia i krzywd, które Jej wyrządzał.
Znów minęło kilka dni bezsensownego poszukiwania Jej, tym razem z angażem monachijskiej policji. Przesłuchali właściciela tamtych baraków, a on powiedział, że nie widział i nie słyszał niczego podejrzanego. Sprawa znów znalazła się w martwym punkcie, a ja znów wewnętrznie umierałem. Przy Niej byłem całkiem inny, a teraz? Wyniszczam się.
- Jedziesz ze mną do niego, czy tego chcesz, czy nie - warknął, podnosząc się z miejsca, jednocześnie ciągnąc mnie za sobą. Opierałem się, bo po co mam do niego jechać? Po co znów mam stanąć z nim twarzą w twarz i popisywać się swoją marną grą aktorską w obliczu cierpienia?
- Niby po co?
- Zobaczysz, jak to wygląda, bo nie słuchasz ani Lisy, ani mnie. A przejmujemy się tym tak samo jak Ty. Ubieraj się, bo zachowujesz się jak dziecko - miał rację.
Nie było Jej tam... W sumie, czemu myślałem, że tam jest? Przecież Nono tylko jeździł w to miejsce, a on nie wie, gdzie może być Ona. Nie może o tym wiedzieć. Ona dla niego nie żyje, zniknęła z tego świata wraz z dniem, kiedy to wyciągnąłem Ją z tego cierpienia i krzywd, które Jej wyrządzał.
Znów minęło kilka dni bezsensownego poszukiwania Jej, tym razem z angażem monachijskiej policji. Przesłuchali właściciela tamtych baraków, a on powiedział, że nie widział i nie słyszał niczego podejrzanego. Sprawa znów znalazła się w martwym punkcie, a ja znów wewnętrznie umierałem. Przy Niej byłem całkiem inny, a teraz? Wyniszczam się.
- Jedziesz ze mną do niego, czy tego chcesz, czy nie - warknął, podnosząc się z miejsca, jednocześnie ciągnąc mnie za sobą. Opierałem się, bo po co mam do niego jechać? Po co znów mam stanąć z nim twarzą w twarz i popisywać się swoją marną grą aktorską w obliczu cierpienia?
- Niby po co?
- Zobaczysz, jak to wygląda, bo nie słuchasz ani Lisy, ani mnie. A przejmujemy się tym tak samo jak Ty. Ubieraj się, bo zachowujesz się jak dziecko - miał rację.
Naprawdę miałem już coraz mniej siły na to wszystko. Straciłem zapał do walki, załamywałem się pod ciężarem tego. A w dodatku za dwa dni mam mecz, pierwszy od przerwy zimowej... Nie jestem na to wszystko gotowy. Nie teraz.
Ubrałem się robotycznie, nawet nie wiem, jak wyszedłem za nim z mieszkania i czy zostało ono zamknięte na klucz. W sumie po co się martwiłem, skoro to, na czym zależało mi najbardziej nie było tuż obok?
Ubrałem się robotycznie, nawet nie wiem, jak wyszedłem za nim z mieszkania i czy zostało ono zamknięte na klucz. W sumie po co się martwiłem, skoro to, na czym zależało mi najbardziej nie było tuż obok?
Droga minęła o wiele za szybko niż powinna. Zapewne Moritz złamał kilka zasad, pędząc ciemną drogą do miasta, w którym to wszystko się zaczęło. Że też nie złapała nas policja, czy fotoradary. To aż dziwne.
- Planujesz spytać się go od tak, czy ma coś z tym wspólnego? - wypaliłem, kiedy zwolnił, byliśmy już w Monachium. Znajoma okolica, znajome ulice... To wszystko wróciło. Początki przygody z Lwami, poznanie Nono, przyjaźń, potem pojawienie się Leonie... To wszystko było o wiele za żywe teraz.
- No co Ty, jeszcze nie powaliło mnie tak jak Ciebie - prychnąłem cicho. - Weź torbę z tylnej kanapy.
Postąpiłem tak, jak powiedział. Załomotały uderzane o siebie butelki. Uniosłem pytająco brew ku górze. Butelki?
- Planujesz go upić? - zechciało mi się śmiać, gdy tylko zobaczyłem, co się znajduje w środku. To było śmieszne, ale... Bardzo możliwe, że się uda. Nono zawsze wariował, kiedy tylko piliśmy, a najlepszym przykładem chyba było świętowanie majstra regionalnej dwa sezony temu. Wtedy to dosłownie był wszędzie i wyprawiał niestworzone rzeczy, o których się nie mówi na głos. Są jakieś nadzieje, że coś się od niego wyciśnie.
- Mimowolnie myślę, że to zryty plan.
- Jeszcze mi za to podziękujesz.
Niewiele potem zatrzymał się przed dobrze znanym mi domem. Kiedyś mieszkał w nim mój najlepszy przyjaciel, a dziś? Nie wiem, kim dla mnie jest. Wrogiem?
Zastanawiałem się, jak Leitner planuje to rozegrać. Przecież on widzi praktycznie wszystko. co się dzieję dookoła niego, więc będzie wiedział, czy idziemy z nim równo, czy nie. Aż tak tego nie przemyślał?
Zadzwonił dzwonkiem do drzwi. Chwilę czekaliśmy, nim stanęła w nich ciemna, niska postać Koussou.
- O, siemka starzy! - ucieszył się na nasz widok. - Co Was sprowadza o tej porze w moje skromne progi?
Uważnie mnie obserwował, czułem to. Jego oczy jak zawsze radosne, dziś były...zlęknione? przerażone? Chyba tak. Ciekawe czemu?
Zaprosił nas do środka, gdzie zastaliśmy naruszony popcorn oraz szklankę z colą leżące na stole w salonie. W tle cicho grał telewizor z włączonym anime. Poczułem się co najmniej dziwnie. Jakby ktoś tu jeszcze był...
- Nie mogliśmy taj po prostu wpaść? - odparł. Za tę grę to powinien dostać Oscara. Wychodziła mu ona milion razy lepiej niż mi. Ale po prostu nie umiałem, gdy tylko go widziałem... Uh.
Rozmowa toczyła się głównie między nim, a Moritzem. Ja co jakiś czas potakiwałem. Butelka powoli się opróźniała, a jego język stawał się coraz bardziej rozwięzły. Mo połowę tego, co sobie nalewał dawał mi. Nadal nie wiem, jakim cudem Nono tego nie zauważył.
- No ale nie uwierzycie...! - znów zaczął opowiadać jakąś niebywałą historyjkę. Czyli już jest z nim źle.
- Poczekaj, teraz powiem Ci coś takiego, co Cię powali na kolana! - w jego wywod wtrącił się Mo, któremu błyszczały oczy. Nie za dużo tego alkoholu, przyjacielu?
- No śmiało, powal mnie - rzucił na zachętę.
Zerknął na mnie znacząco, a ja przytaknąłem i zwróciłem się w stronę Koussou. To ta chwila... Poczułem niesamowity ścisk w żołądku. Co, jeśli zwęszy nasz fortel?
- Torsten znalazł Leę! - uważnie obserwowałem reakcję byłego przyjaciela. Oczy sprawiały wrażenie, jakby miały wylecieć z oczodołów, ale... Po chwili wybuch śmiechem. Według mnie sztucznym. W gardle poczułem rosnącą gulę, a dłonie zacisnęły się w pięści.
- Chyba żeś za dużo wypił! - wykrztusił między salwami śmiechu. - Nigdy nie uda mu się jej znaleźć! - poczułem niesamowity ból tam, w okolicy rozbitego już serca. Czemu miałem wrażenie, że mówił te słowa do mnie?
- A ja słyszałem, że ma się świetnie.
- To gówno słyszałeś. Ona nie istnieje - dał nacisk na drugą część wypowiedzi, lustrując nas skupionym spojrzeniem. Zagotowało się we mnie z ogarniającej złości. Wywęszył nas? Może naprawdę nie wie, co z nią jest?
Wstał z miejsca i poszedł w stronę tarasu. Otworzył go, a nas owiało chłodne powietrze, które nieco mnie orzeźwiło. Odetchnąłem ciężej, tocząc bój sam ze sobą.
Oparłem się plecami o skórzane obicie kanapy, chowając twarz w dłoniach. Próbowałem się ukryć, jak dziecko. Leitner spoglądał to na mnie, to w stronę wyjścia z tęgim wyrazem twarzy. Też nie wiedział, co zrobić.
- On już oszalał - powiedział spokojnie, patrząc się wprost na mnie. Kolejne słowa utwierdziły mnie w tym, że ma coś z tym w wspólnego... - Teraz czas na Ciebie, Kneza.
- No ale nie uwierzycie...! - znów zaczął opowiadać jakąś niebywałą historyjkę. Czyli już jest z nim źle.
- Poczekaj, teraz powiem Ci coś takiego, co Cię powali na kolana! - w jego wywod wtrącił się Mo, któremu błyszczały oczy. Nie za dużo tego alkoholu, przyjacielu?
- No śmiało, powal mnie - rzucił na zachętę.
Zerknął na mnie znacząco, a ja przytaknąłem i zwróciłem się w stronę Koussou. To ta chwila... Poczułem niesamowity ścisk w żołądku. Co, jeśli zwęszy nasz fortel?
- Torsten znalazł Leę! - uważnie obserwowałem reakcję byłego przyjaciela. Oczy sprawiały wrażenie, jakby miały wylecieć z oczodołów, ale... Po chwili wybuch śmiechem. Według mnie sztucznym. W gardle poczułem rosnącą gulę, a dłonie zacisnęły się w pięści.
- Chyba żeś za dużo wypił! - wykrztusił między salwami śmiechu. - Nigdy nie uda mu się jej znaleźć! - poczułem niesamowity ból tam, w okolicy rozbitego już serca. Czemu miałem wrażenie, że mówił te słowa do mnie?
- A ja słyszałem, że ma się świetnie.
- To gówno słyszałeś. Ona nie istnieje - dał nacisk na drugą część wypowiedzi, lustrując nas skupionym spojrzeniem. Zagotowało się we mnie z ogarniającej złości. Wywęszył nas? Może naprawdę nie wie, co z nią jest?
Wstał z miejsca i poszedł w stronę tarasu. Otworzył go, a nas owiało chłodne powietrze, które nieco mnie orzeźwiło. Odetchnąłem ciężej, tocząc bój sam ze sobą.
Oparłem się plecami o skórzane obicie kanapy, chowając twarz w dłoniach. Próbowałem się ukryć, jak dziecko. Leitner spoglądał to na mnie, to w stronę wyjścia z tęgim wyrazem twarzy. Też nie wiedział, co zrobić.
- On już oszalał - powiedział spokojnie, patrząc się wprost na mnie. Kolejne słowa utwierdziły mnie w tym, że ma coś z tym w wspólnego... - Teraz czas na Ciebie, Kneza.
____________
Ja nic nie zrobiłam! proszę mnie nie zabijać, jestem taka młoda!!
Tak na serio, to powoli się sprawa rozwiązuje, ale ja jeszcze postaram się coś pociągnąć, bo szczerze? nie umiem sobie wyobrazić życia bez losów Leonie i Ivana :D ale powoli się uświadamiam, że za kilka tygodni oddam w Wasze rączki ostatni post tutaj.

No Dominika ja błagam :CCCCCCC
OdpowiedzUsuńNie wytrzymam, nie umiem patrzeć jak Ivi ideał cierpi :CCCC a tym bardziej jak cierpi Lea :CCCC
Znowu wyję, znów się nie mogę uspokoić :CC
Kocham ich tak, że się boje no :C
Przepiękny jak zawsze ♥
Co? Jaki koniec? Ja się nie zgadzam! :D
Czekam z niecierpliwością na kolejny
Buziaki :*****
Domi, zrób coś żeby oni znów byli tacy szczęśliwi :c
OdpowiedzUsuńi żeby przede wszystkim byli RAZEM! :(
czekam na kolejny!
Eno ;c oni mają być szczęśliwi, happy end chcę tutaj ;c czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńhttp://magic-of-christmass.blogspot.com/2015/12/barcelona-20122015-roku.html?m=1 Piękne *-* Zapraszam do siebie :*
OdpowiedzUsuńTo takie smutne, że nie mogą być razem szczęśliwi :c A ja tak bardzo chcę :< Powinnaś coś zrobić, żeby byli razem forever happy i wgl! Rozdział świetny, cudny i trzymający w napięciu! :3 Czekam na kolejny :*
OdpowiedzUsuń