piątek, 11 grudnia 2015

33.

          Wydawało mi się, że właśnie minęły dwa tygodnie od kiedy jesteśmy rozdzieleni. Codziennie pierwsza myśl, która mnie nękała to to, co z nim. Jak się trzyma, czy się wyspał, zjadł śniadanie, poszedł na trening... To takie...prymitywne. Prawda? Ale właśnie takie rzeczy budują pewność, że ktoś o kogoś dba i kogoś kocha. Niestety, nie mogłam się tego dowiedzieć, co przyprawiało mnie o niesamowite wewnętrze cierpienie. Tak bardzo chciałam, aby tu był i mnie uratował, jak wtedy...

          Znikąd pojawił się dźwięk otwieranych drzwi i ciche skrzypienie zawiasów. W tle było słychać stukania deszczu o rynnę. Gdzie ja jestem, do jasnej ciasnej?
          - Lea... Słońce... - szepnął, a ja się poruszyłam nerwowo. Ten głos... Ten ból ukryty w nim... Z automatu w moich oczach zjawiły się łzy.
          - Ivan... Ja znowu śnię, prawda? - proszę Cię, powiedz, że nie. Błagam...
          - Nie... Obiecałem Ci to. Obiecałem, że Cię zabiorę od niego.
          - Proszę Cię, zabierz mnie stąd... - wycharczałam, dławiąc się słonymi kropelkami. 
          Pociągnęłam nosem, czując na swojej twarzy znajomy mi dotyk... Ale te chropowate dłonie na pewno nie należały do Niego...
          - Niespodzianka, moja droga - serce podeszło mi do gardła. To nie sen. To koszmar... Koszmar, którego tak bardzo chciałam uniknąć...
          - Nie... To nie może być prawda.
          - Przede mną się nie ukryjesz - zdjął szmatkę z moich oczu. Był stanowczo za blisko mnie. Drżałam i to nie tylko z zimna. Dotykał mnie, jego dłonie potwornie parzyły, a każda komórka ciała błagała, żeby zniknął. 
          - Zostaw - pisnęłam błagalnie, a jego palce powróciły na policzki. 
          - Oh, Leonie, przecież przyszedłem Cię stąd zabrać. Kto Ci to zrobił? - spytał, udając głupiego. Zdenerwował mnie swoją grą aktorską. Zachowywał się wtedy jeszcze gorzej, niż najbardziej rozkapryszone dziecko. 
          - Przestań grać, nigdy Ci to nie wychodziło - warknęłam. Poczułam się o wiele odważniejsza...
          - Nic się nie zmieniłaś, kochanie - to słowo z jego warg brzmiało jak najgorsza obelga, wręcz obrzydzało. 
          - Nie waż się tak na mnie mówić - odpyskowałam, prawie spluwając mu w twarz. - Nie masz takiego prawa. 
          - Nieźle Wam szło ukrywanie się, aczkolwiek zapomnieliście o istotnym szczególe. Mam wszędzie swoje wtyki, poza tym, coś Wam nie poszło na derbach - uśmiechnął się szyderczo. - Od razu Cię rozpoznałem. 
          Zastygłam. Wiedziałam, po prostu wiedziałam... Po co ja poszłam wtedy na ten mecz? Gdyby nie on, może to wszystko by wyglądało inaczej? Może dziś, zamiast siedzieć tu, gdzie jestem, byłabym przy Nim, w dodatku bezpieczna?
          - Nie myśl, że teraz Cię znajdzie. Nawet przy pomocy policji i najlepszych detektywów świata.
          - Dlaczego znów to zrobiłeś? Mało Ci było tego, co robiłeś wtedy? 
          - Było to głupie, szczeniackie - dobre sobie, sarknęłam w myślach. Wiesz, ile czasu musiał poświęcić, abym mogła wrócić do normalności? 
          - Szczeniackie? Głupie? Pomyślałeś chociaż przez chwilę, co przechodziłam? 
          - Wtedy nie. Gdy sam Cię uprowadził, dotarło to do mnie. Nie powiem, że żałuję, bo to mi, a nie jemu przypadło odebranie Ci dziewictwa - odparł zadowolony, a we mnie się zagotowało. Jak on śmie?! - Teraz... Czas się zemścić na nim. Odebrać mu to, na czym mu zależy najbardziej, czyli Ciebie. 
          - Planujesz robiź to samo, co wtedy? - spytałam, powracając do odczuwanego wcześniej strachu. Znów czeka mnie to samo, co wtedy? Jednak tym razem bez jakiejkolwiek pomocy?..
          - Mówiłem, że nie. No chyba że zasłużysz - rozmarzył się. - Byłaś, jesteś i będziesz moja, nawet jeśli tego nie chcesz - a mnie obrzydziło. 
          - Nie byłam, nie jestem i nie będę Twoja, zrozumiesz to wreszcie?! Nie jestem niczyją własnością - pokiwał głową, udając, że przyjął to do wiadomości. 
          - Jasne, gadać sobie możesz - schwycił mnie w pasie i przerzucił sobie przez ramię. 
          Gdybym mogła, to naprawdę bym się wyrwała... Ale nie mogłam... Przymknęłam powieki, licząc, że to głupi sen, z którego zaraz się obudzę, a jedyne, co ujrzę to zwykła ciemność. Chyba ona była o wiele lepsza od konfrontacji z Koussou... 

          - Nie ma dla Ciebie ratunku, nikt Ci nie pomoże! - warknął, wymierzając mi siarczystego policzka. Pisnęłam. - A tym bardziej nie zrobi tego Ivan. Jesteś moja i tylko moja będziesz! - przywiązał mi ręce do czegoś metalowego. Nie mogłam nimi ruszyć, a każde pociągnięcie wywoływało większy ból.
          - Każde z nacięć to mówi. I będą mówić dalej, bo nigdy nie znikną. Zawsze będą się pojawiać. Na nowo - wypowiadając każde z tych zdań ostrze przecinało skórę na nowo. Mój krzyk zamienił się w nierozumiany bełkot pomieszany z łkaniami.
          - Nikt mi Ciebie nie zabierze... Nikt nie wie, gdzie jesteś. A Twój bohater się stąd zmywa, nie uratuje Cię więcej. Twoja ostatnia deska ratunku właśnie teraz odpływa.
          Podniosłam się do pozycji siedzącej, wybuchając głośnym płaczem. 
          - To tylko sen - usłyszałam z oddali, czując na ramieniu TEN DOTYK. - Zwykły sen, skarbie - musnął wargami moją skroń, wprawiając mnie w błogi stan. Nie widziałam Go, ale Go czułam. Czułam to ciepło bijące od Jego ciała...
          W jednej chwili zastąpił je wszechobecny chłód. 
          - To tylko sen... - powtórzyłam, ponownie otwierając oczy. Dookoła było ciemno, ale to nie było to samo miejsce, w którym spędziłam ostatnie dni. Byłam przykryta cienką kołdrą, materac, na którym leżałam był o wiele wygodniejszy. Dłonie i kostki były uwolnione... Coś mi nie pasowało. Potwornie bardzo nie pasowało.
          Czułam Jego dotyk, jakby tu był... Ale tak nie było. Wariowałam z tęsknoty i tego, że grozi mi niebezpieczeństwo. A z Nim co? Gdzie On jest? Pomaga Mu ktoś?
          - Halo? Jest tu ktoś? - spytałam głucho, siadając na...łóżku? Co to ma być? Gdzie ja jestem?! 
          Usłyszałam zgrzyt przekręcanego kluczyka w zamku i świst powietrza oraz strużkę światła wydostającą się z zewnątrz. Stała w nich niska, ciemna postać. Wpatrywał się we mnie bez słowa, krzyżując ręce na piersi. 
          - Coś się stało, skarbie? - wstrząsnął mną dreszcz, słysząc ostatnie słowo. 
          - Gdzie ja jestem? - spytałam, ignorując jego "troskę". Nie pasowało mi to, bałam się, że to zwykła przykrywka.
          - Nieważne, gdzie jesteś, i tak stąd nie wyjdziesz. Jesteś zdana tylko i wyłącznie na mnie. Jesteś tylko moja.
          - Nie jestem, zrozum wreszcie. 
          - Oj, chyba trzeba będzie zamknąć tę buźkę - wszedł do środka, zapalając światło. W dloniach trzymał... Knebel?! 
          - Nie, proszę... - złożyłam dłonie w błagalnym geście. Podszedł do mnie i uderzył mnie w twarz skórzanym paskiem. Momentalnie złapałam się za bolące miejsce.
          - Zamknij się wreszcie, prawda jest nam obu dobrze znana. Jesteś tu, w Monachium, a nie w Norymberdze.


__________________
tadadam, zagadka miesiąca rozwiązana! chyba nie muszę mówić, kto nim jest XD Brawo, Żaneta, trafiłaś! :) 
kiedyś tam może ją uwolnię :v chociaż najchętniej to bym pozbyła się wszystkich bohaterów, pls XD cóż za okres - święta za pasem, ja chora i marzę o mordowaniu XDDDD

4 komentarze:

  1. jezu, nie znęcaj się nad nią tak ;----;
    miej że litość ;-;
    niech on ją wreszcie uratuje i wszystko skończy się hepi :c
    czekam nn!

    OdpowiedzUsuń
  2. :(((((
    Jak go dorwę to jaja mu urwę, posiekam go na kawałki i dam rekinom na śniadanie! :(
    Biedna Lea :((
    Ivi ideał ją uratuje szybciutko prawda? :((
    Przepiękny ❤
    Czekam z niecierpliwością na kolejny ❤
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty chory cfelku! :< :D
    Jak możesz ją tak dręczyć? :(
    Ivo ma ją uratować natychmiast! Zanim ją Twoja "mózgownica" zabije! :O
    Czekam na więcej! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie, nie wierzę :( To nie może być prawda, że to ON... Oby Iv znalazł ją jak najszybciej! :*

    OdpowiedzUsuń