piątek, 4 grudnia 2015

32.

          Pierwsze trzy doby po powrocie do domu to była istna męka. Nigdy nie było tak cicho, nawet wtedy, kiedy po odbiciu siedziała w zamknięta w swojej sypialni, która dziś jest w ogóle nieużywana. Nie grało radio, ani wieża stereo, telewizor tym bardziej. Nie mam z kim grać w FIFĘ, aby potem łaskotać się przez dobre pół godziny na podłodze. Nie ma kto ze mną poudawać, że potrafi śpiewać. Nie ma kto się do mnie przytulić i wyszeptać chociażby kocham Cię... Nie wychodziłem z domu. Pani Marie przynosiła mi jedzenie. Koszmar, wręcz nie do zniesienia. Nie przypomniałem siebie.
          Ojciec Leonie kontaktuje się ze mną, kiedy tylko może. Jednym z wielu pytań jakie zadaje jest to, co z Nią. Nie wiem, naprawdę nie wiem, chociaż tak bardzo chciałbym wiedzieć. Być obok Niej, wpierać Ją w takiej chwili... A najlepiej to znów odbić.
          Teraz niby jest lepiej. Niby to dobre słowo, idealnie opisuje to, co się dzieje. Wychodzę z domu, głównie dzięki sąsiadce. Ciągnie mnie za sobą na różnego rodzaju spacery, czy wyjście na zakupy. Na razie nie gram, trener dał mi dwa tygodnie regeneracji i trenuję sam. Ból głowy nadal mi doskwiera, ale to zapewne od natłoku myśli, który nieustannie mi towarzyszy.
          Policja przeczesywała norymberdzkie lasy. Błagałem los, aby Jej tam nie było. Przecież to środek zimy! Nie przeżyłaby w takich warunkach...

          - Nono ostatnio dziwnie się zachowuje - Leitner podjął wątek, gdy siedział u mnie, próbując zapewnić mi jakieś towarzystwo. Na marne, bo praktycznie się nie odzwywałem. Wpatrywałem się tępo w naszą ściankę, a on po prostu mi towarzyszył. Mimo tego było mi w pewien sposób lepiej, widziałem i wiedziałem, że także się przejmował tym, że zniknęła, w końcu była dla niego jak mała siostrzyczka.
          - Dziwnie, czyli jak? - oderwałem się na chwilę od swojego punktu obserwacji i spojrzałem na niego, unosząc brwi ku górze. Przeczesał włosy i zlustrował spojrzeniem pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy.
          - Był taki...niepewny? - zamyślił się. - Tak, to najtrafniejsze słowo. A poza tym wyciszył się, stał się odrobinę nerwowy... Myślę, że może mieć coś z tym wspólnego.
          - Przecież on nie wie o tym, że ona żyje - szepnąłem. Ile razy mam mu to mówić, że Koussou nie może mieć z tym coś wspólnego? To jest niemożliwe, do cholery no! Nie mógłby tego zrobić drugi raz...
          - W dodatku codziennie jeździ w stronę baraków na obrzeżach miasta - wybałuszyłem oczy, patrząc się na niego zaskoczony.
          - CO?! Skąd wiesz? Kto Ci to powiedział? - momentalnie spuściłem z tonu. Co do cholery się wyprawia?! Niby skąd może to wiedzieć?!
          - Policja nic by nie zdziałała, a Lisa zasugerowała mi wynajęcie detektywów.
          - Czemu mi o tym nie powiedzieliście? - zacisnąłem wargi w wąską linię, czując się pominięty. Czemu ukryli coś takiego przede mną? W dodatku w sprawie, która jest dla mnie w tym momencie najważniejsza?
          - Już wystarczająco się przejmujesz. W dodatku nie byłem z początku przekonany, no ale wyszło...
          - Wiesz, że trzeba im o tym powiedzieć? - miałem tu na myśli policjantów. Przytaknął mi, a ja momentalnie się ożywiłem i poderwałem do korytarza. Poszedł za mną. - To na co czekamy?!
          - Ivan, jest późny wieczór, zluzuj - położył mi dłonie na ramionach, a mój zapał jakby ostygł. - Pojedziemy jutro z rana, dobrze?
          - Nie mam wyboru, prawda? - zaśmiał się pogodnie, a mnie w środku skręcało. Tak bardzo chciałem już to załatwić...
          - No raczej, że nie.

          Noc dłużyła mi się niemiłosiernie. W głowie buczały obrazy z momentu, kiedy to ratowałem Leę. Strach, który Ją przeszywał. Obawa o to, czy będę taki jak on... Nadzieja, że wróci do ojca... Że będzie bezpieczna...
          - Co się ze mną stanie? - spytała, gdy powoli próbowałem zdjąć z niej te szmaty, które miała na sobie. Jej ciało mimowolnie drzało. - Wrócę do taty? - zacisnąłem wargi. Przecież to niebezpieczne dla niej...
          - Nie... - zastygła w bezruchu. - Nie zostaniesz w Monachium, prędzej czy później by Cię dopadł...
          - To co ze mną będzie?
          - Zamieszkasz ze mną.
          Tamte wspomnienia bolały, potwornie bardzo bolały, ale nie potrafiłem się od nich oderwać. Szczególnie w takiej chwili jak ta. Nie potrafiłem też nie myśleć o tym, co teraz może się z Nią dziać... A może jednak ma lepiej, niż wtedy? 
          - Co ja gadam do cholery jasnej?! - sam sobie wytknąłem na głos. Miło, środek nocy, a ja stawiam sobie takie zarzuty... Jak oni ze mną wytrzymują, skoro powinienem zostać już dawno zamknięty w wariatkowie? 
          Nic złego Jej się nie dzieje, nie może się dziać. O matko, gdybym tylko mógł być tuż obok...
          - Boję się...
          - Nic się nie bój, proszę.
          - Będziesz mi robić to samo, co on? - wyszeptała ledwosłyszalnie.
          - Za żadne skarby świata...
          Nigdy w życiu nie byłbym w stanie podnieść na Nią ręki, czy zrobić coś wbrew Jej woli. Nie byłbym w stanie uczynić czegoś takiego drugiej osobie, a w szczególności kobiecie, która stanowi dla mnie więcej niż wszystko. Nie umiałbym, w przeciwieństwie do niego. 
          Rano znów się ożywiłem. Czy te informacje, które otrzymałem od przyjaciela coś pomogą w tej sprawie? Będzie nareszcie dobrze? 
          Policjanci przyjęli nasze potencjalne dowody, które przekazali nam detektywi. Wewnątrz drżałem ze strachu, bałem się, czy to coś da, czy pomogą i wreszcie ją odnajdą... 
          - Jeszcze dziś pojedziemy do Monachium, sprawdzić podejrzane miejsce - powiedział jeden z mundurowych.
          - Możemy jechać z Wami? - mężczyzna zaprzeczył, a ja poczułem...złość? smutek? Chyba oba uczucia i to na raz. Niby czemu nie?
          - To może być niebezpieczne.
          - Gdzie niebezpieczne? - prychnąłem. Nie istnieje dla mnie coś takiego jak niebezpieczeństwo, jeśli chodzi o Leonie.
          - W pobliżu może przebywać porywacz, przez co mogą być panowie narażeni na niebezpieczeństwo.
          - I tak pojadę - mruknąłem pod nosem, a mój przyjaciel, który nie odzywał się od dłuższej chwili, cicho westchnął.


____________________
jak tam emocje? trochę Was potrzymam, bo mogę, hehe XD ale spokojnie, to już niedlugo. niedługo też będzie koniec, ale nie umiem Wam powiedzieć, ile jeszcze rozdziałów będzie...:) Będę też potrzebować Waszej pomocy! Które ff ma wystartować po tym?


Sjećaš li me se? (znów Ivan)
Druga opcja (Joshua Kimmich)
czy
Ernst (Andan Januzaj)
??
(na mojej podstronie można o nich poczytać)



4 komentarze:

  1. Nic jej nie rób no :c to nie fair. Coś czuje, że ten koleś z Monachium(nie mige zapamietac nazwiska) maczał w tym palce :) dawaj kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Domiś ja chyba umrę :(((
    Nie wytrzymam no :(
    Błagam niech nic jej nie będzie :(
    Ivi ❤ (tak znów to napisze xd) Ideał ❤
    Miłość, którą darzy Leę jest przepiękna. Łezka znów spłynęła po moim policzku ❤
    Koniec? O nie! Nie! Ja się nie zgadzam :(
    Przepiękny ❤
    Czekam z niecierpliwością na kolejny
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  3. no już nie bądź aż tak bad, nie rób nic tej biedaczce! :c
    Ivan ofc perfff>>>>>>
    czekam na kolejny!
    i mam nadzieję że wszystko już będzie dobrze!! ;;

    OdpowiedzUsuń
  4. No weź daj jej spokój i nie krzywdź biednej dziewczyny :(
    Ivan jest taki słodki, kochany i omg *.* Jakbym mogła to bym się mu oddała :o XDDD
    Ty chcesz to kończyć?! No wiesz Ty co... :c Smutno. Chcę kolejne o Ivanku! ^^
    Czekam na następny i liczę że zaskoczysz mnie jakoś miło! :D

    OdpowiedzUsuń