- Szczerze? - spojrzałam na niego pytająco. - Dawno nie byłem na takich typowych przedświątecznych zakupach - zaśmiał się, gdy przemierzaliśmy galerię w poszukiwaniu prezentów dla rodziców, tydzień przed świętami. Od kiedy tylko utrzymuję kontakt z tatą, ten daje mi swego rodzaju "kieszonkowe". Przecież nie będę zależna tylko do Ivana, prawda?
- Spokojnie, nadrobimy to wszystko - pociągnęłam go w stronę jubilera, gdzie mieliśmy wybrać prezent dla jego mamy. Nasi ojcowie już mieli swoje prezenty, zabawne swetry w świątecznym motywie. Rzecz jasna każdy miał inny!
Gorzej było z jego mamą...
- Wybierz coś, przecież jesteś kobietą! - jęknął, dając mi wolną rękę.
Wywróciłam oczami, spoglądając na gablotkę z błyskotkami.
Moją szczególną uwagę przykuła srebrna bransoletka z zawieszkami. Wskazałam na nią palcem, a kobieta stojąca po drugiej stronie ją wyjęła i mi podała.
- I jak? - zwróciłam się do chłopaka, a on przytaknął entuzjastycznie. Kolejny prezent z głowy. - Poprosimy tę - oddałam jej, a ona ją zapakowała w pudełeczko oraz papier ozdobny.
Podziękowaliśmy i opuściliśmy sklep. Podałam mu wszystkie torby, jakie miałam.
- Odnieś to do auta, dobrze? Ja w tym czasie skoczę po ozdoby i po resztę rzeczy, potem do Ciebie przyjdę - cmoknął mnie w usta i posłusznie popędził w przeciwną mi stronę.
Tak po prawdzie to planowałam jeszcze kupić mu jakiś prezent. Miałam totalną pustkę w głowie, nic sensownego nie przychodziło mi na myśl. Chciałam, aby to nie było coś oklepane, takie banalne, tylko to miało być...coś, co miało go ucieszyć i być wyjątkowe...
Przechadzając się między sklepami, upatrzyłam w jednym z nich uroczą (każdy może inaczej stwierdzić) wystawę. Dwa manekiny stojące obok siebie. Jeden przypominający kobietę, a drugi mężczyznę. Pierwszy z nich miał na sobie top z napisem "jego księżniczka", a drugi "jej książę" i strzałki wskazujące na osobę stojącą obok. Uśmiechnęłam się do siebie, wchodząc do środka.
- Niestety, pozostała nam tylko ostatnia męska - odpowiedziała ekspedietka.
- To świetnie, bo właśnie tej potrzebowałam.
- Jakbym słyszała naszego poprzedniego klienta! - zaśmiała się, pakując mój zakup.
Zapłaciłam jej i opuściłam sklep, aby skierować się po ozdoby na choinkę, którą przywiózł nam niedawno tata.
Wybrałam kilka opakowań srebrnych i złotych bombek, w wielu rozmiarach oraz trzy węże z kolorowymi lampkami.
Zdążyłam opuścić sklep, obładowana torbami, gdy usłyszałam dźwięk dzwonka. Postawiłam pakunki na ławce i odebrałam.
~ Zagubiłaś się w zakupomanii, czy co? ~ zaśmiał się, a ja w jego głosie wyczułam troskę.
- Zaraz będę.
- Spokojnie, nadrobimy to wszystko - pociągnęłam go w stronę jubilera, gdzie mieliśmy wybrać prezent dla jego mamy. Nasi ojcowie już mieli swoje prezenty, zabawne swetry w świątecznym motywie. Rzecz jasna każdy miał inny!
Gorzej było z jego mamą...
- Wybierz coś, przecież jesteś kobietą! - jęknął, dając mi wolną rękę.
Wywróciłam oczami, spoglądając na gablotkę z błyskotkami.
Moją szczególną uwagę przykuła srebrna bransoletka z zawieszkami. Wskazałam na nią palcem, a kobieta stojąca po drugiej stronie ją wyjęła i mi podała.
- I jak? - zwróciłam się do chłopaka, a on przytaknął entuzjastycznie. Kolejny prezent z głowy. - Poprosimy tę - oddałam jej, a ona ją zapakowała w pudełeczko oraz papier ozdobny.
Podziękowaliśmy i opuściliśmy sklep. Podałam mu wszystkie torby, jakie miałam.
- Odnieś to do auta, dobrze? Ja w tym czasie skoczę po ozdoby i po resztę rzeczy, potem do Ciebie przyjdę - cmoknął mnie w usta i posłusznie popędził w przeciwną mi stronę.
Tak po prawdzie to planowałam jeszcze kupić mu jakiś prezent. Miałam totalną pustkę w głowie, nic sensownego nie przychodziło mi na myśl. Chciałam, aby to nie było coś oklepane, takie banalne, tylko to miało być...coś, co miało go ucieszyć i być wyjątkowe...
Przechadzając się między sklepami, upatrzyłam w jednym z nich uroczą (każdy może inaczej stwierdzić) wystawę. Dwa manekiny stojące obok siebie. Jeden przypominający kobietę, a drugi mężczyznę. Pierwszy z nich miał na sobie top z napisem "jego księżniczka", a drugi "jej książę" i strzałki wskazujące na osobę stojącą obok. Uśmiechnęłam się do siebie, wchodząc do środka.
- Niestety, pozostała nam tylko ostatnia męska - odpowiedziała ekspedietka.
- To świetnie, bo właśnie tej potrzebowałam.
- Jakbym słyszała naszego poprzedniego klienta! - zaśmiała się, pakując mój zakup.
Zapłaciłam jej i opuściłam sklep, aby skierować się po ozdoby na choinkę, którą przywiózł nam niedawno tata.
Wybrałam kilka opakowań srebrnych i złotych bombek, w wielu rozmiarach oraz trzy węże z kolorowymi lampkami.
Zdążyłam opuścić sklep, obładowana torbami, gdy usłyszałam dźwięk dzwonka. Postawiłam pakunki na ławce i odebrałam.
~ Zagubiłaś się w zakupomanii, czy co? ~ zaśmiał się, a ja w jego głosie wyczułam troskę.
- Zaraz będę.
~ Czekam z niecierpliwością ~ odparł, rozłączając się.
Ostatnio z lekka się zmienił. Gdy tylko znikałam gdzieś na dłużej, to od razu dzwonił... Stało się coś, czy to po prostu tak wygląda w każdym związku?
Dziesięć minut potem byłam już w podziemnym parkingu, przy jego mercedesie. Krążył dookoła samochodu, machając kluczami.
Gdy tylko mnie zauważył, zabrał ode mnie rzeczy i wpakował je do auta, po czym mnie objął. Poczułam, że odetchnął z ulgą.
- Wracajmy do domu - wyszeptał, nie odrywając się ode mnie.
Ułożyliśmy sobie plan, jak mniej więcej mają nam minąć święta. Wigilia i poranek pierwszego dnia świąt u rodziny Ivana. Popołudnie pierwszego dnia w Norymberdze, wraz z moim ojcem, a w drugi dzień wpada do nas w odwiedziny kolejny z przyjaciół Knezy, Dino.
- Jestem taka zmęczona tym dniem - mruknęłam, padając na łóżko, gdy tylko skończyliśmy pichcić kolację. Znalazł obok mnie dosłownie chwilę potem.
- Więc teraz porcja relaksu? - zapytał, jeżdżąc palcami po moim brzuchu.
- W każdym tego słowa znaczeniu - pochwyciłam temat, przybliżając się do niego. Jego twarz rozświetlił zadziorny uśmieszek, gdy dzieliły nas dosłownie milimetry.
- Wiem, że pytanie nie w porę, ale nurtuje mnie ono od dłuższej chwili - spojrzałam na niego odrobinę zażenowana. Teraz, Ivan? Teraz?
- Jak ono brzmi? - spytałam, licząc na to, że szybko się z nim rozprawimy.
- Co byś chciała dostać na święta? - z tym to wyskoczył normalnie jak Filip z konopi. Nie miałeś lepszej chwili na to?
Jednakże odruchowo się zamyśliłam, przygryzając wargę. Obróciłam się na plecy, a on wsparł się na łokciu, czekając na moją odpowiedź.
- Co może chcieć ktoś, kto ma wszystko, co tylko mógł? Ma nawet więcej niż mógł mieć? - zadawałam pytania, bawiąc się zawieszką od wisiorka. Prezent od niego na urodziny. - Mam tuż obok człowieka, którego kocham ponad wszystko, z którym planuję spędzić swą przyszłość... Jestem zdrowa, szczęśliwa... Niczego mi nie brak. Czego więcej mogę chcieć? - odwróciłam głowę w jego stronę, podnosząc się, aby zasiąść na jego kolanach. Przeniósł dłonie na moją talię, cały czas się na mnie patrząc.
- Nie potrzebuję już nic - powtórzyłam cicho, chwytając jego twarz w swoje dłonie, a następnie łącząc nasze wargi razem.
Przejechałam dłońmi przez jego ramiona i pierś, aż do dolych partii brzucha. Opuszki palców przypadkiem dotknęły spodni, a we mnie... Odezwało się pragnienie, z którym nigdy nie miałam styczności.
- Pragnę Cię, Ivan. Chciałabym... Poznać coś więcej - wyszeptałam, zaciskając palce na jego swetrze, wargami muskając jego szyję. Delikatnie przygryzłam jej skórę, po czym zassałam, pozostawiając lekko siny ślad. Przejechałam językiem po swoich wargach, opierając czoło o jego ramię.
- Oh, Leonie - wydostało się z jego warg z głośniejszym westchnięciem.
Bez zawahania rozsunął rozporek i rozpiął guzik moich spodni, po czym zabrał się za pozbycie się ze mnie swojej bluzy, którą mu kiedyś zabrałam.
Nie chciałam być gorsza, więc podciągnęłam do góry wełniany materiał, odsłaniając rozgrzaną skórę. Przycisnął mnie do siebie, aby rozpiąć mój stanik.
- Wstań - poprosił. Przesunął się na skraj łóżka, aby nie oddalać się ode mnie za bardzo. Schwycił spodnie i zaczął je powoli ze mnie zsuwać. Starałam się utrzymać unormowany oddech, co było nie lada wyczynem, zważywszy na aktualną sytuację i moje położenie. Zsunął je do samych kostek, a mi pozostało się ich pozbyć do końca. Skopałam je gdzieś w głąb sypialni, a on schwycił mnie za biodra i przyciągnął do siebie. Pełne wargi przywarły do skóry i pozostawiały za sobą wilgotne ślady oraz falę przyjemności. W środku wariowałam z wybuchowej mieszanki uczuć.
- Usiądź. Tyłem do mnie - oparłam się plecami o jego klatkę piersiową. Dłonie powoli ześlizgiwały się w dół przez całą długość korpusu, pobudzając każdą komórkę do potrójnej pracy. Zatrzymał się na udach, które delikatnie je masowały.
Odchyliłam głowę w bok, a jego usta znalazły się w okolicach szyi. Ręce przesuwały się coraz bliżej... Chciałam tego. Zdecydowanie. Chciałam się dowiedzieć o jego pragnieniach i... Chciałabym je spełnić.
Zadrżałam, gdy przejechał dłonią po wewnętrznej stronie uda. Palce delikatnie, a jednocześnie śmiało masowały wrażliwe okolice. Naparłam na niego całym ciałem, gdy tylko zwiększył siłę nacisku.
Przeniósł swój dotyk pod gumkę majtek. Ze spokojem czekałam na dalszy rozwój sytuacji, a on jakby czekał na jakiekolwiek słowo sprzeciwu z mojej strony.
- Śmiało - usłyszał ku swojemu zdziwieniu.
Rozchylił mi nogi, zagłębiając się bardziej. Z moich warg wydostawał się coraz bardziej urwany oddech. Nie spieszył się, ostrożnie krążył po łechtaczce.
W pewnym momencie zabrał rękę. Spojrzałam na niego zdziwiona, a zarazem...smutna? chyba tak. Czemu to zrobił?
Zwilżył dwa palce, po czym dłoń znów wróciła na swoje poprzednie miejsce, co przyjęłam z niemałym entuzjazmem.
- Jeśli...będziesz chciała, abym przestał, to mi powiesz, dobrze? - przytaknęłam mu, nie odrywając od niego wzroku.
Starał się być ostrożny, łagodnie i niespiesznie go wsuwając tam, wewnątrz. Odruchowo zacisnęłam jedną z dłoni na prześcieradle, czując dziwne, niezbyt komfortowe uczucie. Na chwilę się zatrzymał, aby niespiesznie się wycofać i... wrócić z powrotem. Miarowo to powtarzał, a za każdym kolejnym razem było to już przyjemniejsze.
Oparłam głowę na jego ramieniu, wzdychając z ogarniającej mnie fali uczuć.
- Jak się czujesz?
- Lepiej być nie mogło - odparłam szczerze. Wszelkie mniej pozytywne emocje zniknęły, zastąpiła je euforia i... Zbliżające się spełnienie.
Jego kolana rozszerzyły moje nogi jeszcze bardziej. Oddech zamienił się w pojękiwania, biodra wypychały się do przodu, jego ruchy stały się szybsze i szybsze... Dopóki nie nadeszła taka...eksplozja. Przyjemność ogarnęła moje ciało, jego dłoń zaprzestała swoich ruchów. Ciepłe usta składały całusy na całej długości ramienia. Palec powoli zniknął, a dłonie przeniosły się na moje plecy. Opuścił mnie na łóżko, zajmując miejsce tuż obok. Z moich warg dalej wydostawał się głoniejszy oddech. Wodził palcami po moim ciele, wtulając głowę w moją szyję.
Ostatnio z lekka się zmienił. Gdy tylko znikałam gdzieś na dłużej, to od razu dzwonił... Stało się coś, czy to po prostu tak wygląda w każdym związku?
Dziesięć minut potem byłam już w podziemnym parkingu, przy jego mercedesie. Krążył dookoła samochodu, machając kluczami.
Gdy tylko mnie zauważył, zabrał ode mnie rzeczy i wpakował je do auta, po czym mnie objął. Poczułam, że odetchnął z ulgą.
- Wracajmy do domu - wyszeptał, nie odrywając się ode mnie.
Ułożyliśmy sobie plan, jak mniej więcej mają nam minąć święta. Wigilia i poranek pierwszego dnia świąt u rodziny Ivana. Popołudnie pierwszego dnia w Norymberdze, wraz z moim ojcem, a w drugi dzień wpada do nas w odwiedziny kolejny z przyjaciół Knezy, Dino.
- Jestem taka zmęczona tym dniem - mruknęłam, padając na łóżko, gdy tylko skończyliśmy pichcić kolację. Znalazł obok mnie dosłownie chwilę potem.
- Więc teraz porcja relaksu? - zapytał, jeżdżąc palcami po moim brzuchu.
- W każdym tego słowa znaczeniu - pochwyciłam temat, przybliżając się do niego. Jego twarz rozświetlił zadziorny uśmieszek, gdy dzieliły nas dosłownie milimetry.
- Wiem, że pytanie nie w porę, ale nurtuje mnie ono od dłuższej chwili - spojrzałam na niego odrobinę zażenowana. Teraz, Ivan? Teraz?
- Jak ono brzmi? - spytałam, licząc na to, że szybko się z nim rozprawimy.
- Co byś chciała dostać na święta? - z tym to wyskoczył normalnie jak Filip z konopi. Nie miałeś lepszej chwili na to?
Jednakże odruchowo się zamyśliłam, przygryzając wargę. Obróciłam się na plecy, a on wsparł się na łokciu, czekając na moją odpowiedź.
- Co może chcieć ktoś, kto ma wszystko, co tylko mógł? Ma nawet więcej niż mógł mieć? - zadawałam pytania, bawiąc się zawieszką od wisiorka. Prezent od niego na urodziny. - Mam tuż obok człowieka, którego kocham ponad wszystko, z którym planuję spędzić swą przyszłość... Jestem zdrowa, szczęśliwa... Niczego mi nie brak. Czego więcej mogę chcieć? - odwróciłam głowę w jego stronę, podnosząc się, aby zasiąść na jego kolanach. Przeniósł dłonie na moją talię, cały czas się na mnie patrząc.
- Nie potrzebuję już nic - powtórzyłam cicho, chwytając jego twarz w swoje dłonie, a następnie łącząc nasze wargi razem.
Przejechałam dłońmi przez jego ramiona i pierś, aż do dolych partii brzucha. Opuszki palców przypadkiem dotknęły spodni, a we mnie... Odezwało się pragnienie, z którym nigdy nie miałam styczności.
- Pragnę Cię, Ivan. Chciałabym... Poznać coś więcej - wyszeptałam, zaciskając palce na jego swetrze, wargami muskając jego szyję. Delikatnie przygryzłam jej skórę, po czym zassałam, pozostawiając lekko siny ślad. Przejechałam językiem po swoich wargach, opierając czoło o jego ramię.
- Oh, Leonie - wydostało się z jego warg z głośniejszym westchnięciem.
Bez zawahania rozsunął rozporek i rozpiął guzik moich spodni, po czym zabrał się za pozbycie się ze mnie swojej bluzy, którą mu kiedyś zabrałam.
Nie chciałam być gorsza, więc podciągnęłam do góry wełniany materiał, odsłaniając rozgrzaną skórę. Przycisnął mnie do siebie, aby rozpiąć mój stanik.
- Wstań - poprosił. Przesunął się na skraj łóżka, aby nie oddalać się ode mnie za bardzo. Schwycił spodnie i zaczął je powoli ze mnie zsuwać. Starałam się utrzymać unormowany oddech, co było nie lada wyczynem, zważywszy na aktualną sytuację i moje położenie. Zsunął je do samych kostek, a mi pozostało się ich pozbyć do końca. Skopałam je gdzieś w głąb sypialni, a on schwycił mnie za biodra i przyciągnął do siebie. Pełne wargi przywarły do skóry i pozostawiały za sobą wilgotne ślady oraz falę przyjemności. W środku wariowałam z wybuchowej mieszanki uczuć.
- Usiądź. Tyłem do mnie - oparłam się plecami o jego klatkę piersiową. Dłonie powoli ześlizgiwały się w dół przez całą długość korpusu, pobudzając każdą komórkę do potrójnej pracy. Zatrzymał się na udach, które delikatnie je masowały.
Odchyliłam głowę w bok, a jego usta znalazły się w okolicach szyi. Ręce przesuwały się coraz bliżej... Chciałam tego. Zdecydowanie. Chciałam się dowiedzieć o jego pragnieniach i... Chciałabym je spełnić.
Zadrżałam, gdy przejechał dłonią po wewnętrznej stronie uda. Palce delikatnie, a jednocześnie śmiało masowały wrażliwe okolice. Naparłam na niego całym ciałem, gdy tylko zwiększył siłę nacisku.
Przeniósł swój dotyk pod gumkę majtek. Ze spokojem czekałam na dalszy rozwój sytuacji, a on jakby czekał na jakiekolwiek słowo sprzeciwu z mojej strony.
- Śmiało - usłyszał ku swojemu zdziwieniu.
Rozchylił mi nogi, zagłębiając się bardziej. Z moich warg wydostawał się coraz bardziej urwany oddech. Nie spieszył się, ostrożnie krążył po łechtaczce.
W pewnym momencie zabrał rękę. Spojrzałam na niego zdziwiona, a zarazem...smutna? chyba tak. Czemu to zrobił?
Zwilżył dwa palce, po czym dłoń znów wróciła na swoje poprzednie miejsce, co przyjęłam z niemałym entuzjazmem.
- Jeśli...będziesz chciała, abym przestał, to mi powiesz, dobrze? - przytaknęłam mu, nie odrywając od niego wzroku.
Starał się być ostrożny, łagodnie i niespiesznie go wsuwając tam, wewnątrz. Odruchowo zacisnęłam jedną z dłoni na prześcieradle, czując dziwne, niezbyt komfortowe uczucie. Na chwilę się zatrzymał, aby niespiesznie się wycofać i... wrócić z powrotem. Miarowo to powtarzał, a za każdym kolejnym razem było to już przyjemniejsze.
Oparłam głowę na jego ramieniu, wzdychając z ogarniającej mnie fali uczuć.
- Jak się czujesz?
- Lepiej być nie mogło - odparłam szczerze. Wszelkie mniej pozytywne emocje zniknęły, zastąpiła je euforia i... Zbliżające się spełnienie.
Jego kolana rozszerzyły moje nogi jeszcze bardziej. Oddech zamienił się w pojękiwania, biodra wypychały się do przodu, jego ruchy stały się szybsze i szybsze... Dopóki nie nadeszła taka...eksplozja. Przyjemność ogarnęła moje ciało, jego dłoń zaprzestała swoich ruchów. Ciepłe usta składały całusy na całej długości ramienia. Palec powoli zniknął, a dłonie przeniosły się na moje plecy. Opuścił mnie na łóżko, zajmując miejsce tuż obok. Z moich warg dalej wydostawał się głoniejszy oddech. Wodził palcami po moim ciele, wtulając głowę w moją szyję.
__________
Przepraszam za to, co jest tam wyżej XDDDD nie wiem, jak mogłam coś takiego napisać, toż to jest okropne, nigdy nie powinno zostać opublikowane ;-; no ale wolałam jeszcze trochę przeciągnąć to, co jest nieuniknione...:)
Przepraszam za to, co jest tam wyżej XDDDD nie wiem, jak mogłam coś takiego napisać, toż to jest okropne, nigdy nie powinno zostać opublikowane ;-; no ale wolałam jeszcze trochę przeciągnąć to, co jest nieuniknione...:)

awww ta koszulka <3
OdpowiedzUsuńale koniec i tak best >>>
czekam nn :3
Oj Dominiko, proszę mi tutaj nie marudzić :D <3
OdpowiedzUsuńJest cudowne <3333
Słodziaki ♥
Ale proszę mi tutaj nic nie kombinować! :D bo ja cię znajdę XD
Czekam na kolejny
Buziaki :***
Oh, oh, oh! :3
OdpowiedzUsuńGenialne arcydzieło wręcz! :3 Mi się tam podobało :D
Tacy słodcy i wgl! Poezja!
Czekam na więcej pozdrawiam! :)