piątek, 9 października 2015

24.

          Wracałam do domu z zakupów. Było koło południa, więc niebawem miał przylecieć.
          Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy otwierałam drzwi od mieszkania bez użycia klucza - czyli już wrócił. Weszłam po cichutku do środka i szybko zdjęłam kurtkę wraz z butami. Przeniosłam siatki do kuchni, rozgladając się wkoło. W salonie go nie było. Przeszłam na paluszkach w stronę korytarzyka, prowadzącego do naszych sypialni. Chwilę się zamyśliłam. Jest u siebie, czy jednak u mnie?
          Nacisnęłam klamkę drzwi po mojej lewej stronie, po czym pchnęłam ją przed siebie.
          Siedział w nogach łóżka, przodem do drzwi. Przygryzłam wargę i skupiłam na nim uwagę, oczekując jakiegokolwiek słowa, czy chociaż reakcji na moje pojawienie się.
          - Chodź tu - powiedział ochryple. Drgnęłam, wracając do świata żywych. Kąciki jego pełnych ust uniosły się ku górze, gdy tylko nasze oczy się spotkały. Powoli podeszłam.
          - Tęskniłem - wyszeptał miękko, chwytając moją dłoń.
          - Też tęskniłam.
          - Usiądź - wskazał na swoje kolana. Zajęłam miejsce na jego udach z wyprostowanymi nogami. Pogładził mnie po policzkach. Moje ręce spoczywały na jego klatce piersiowej i delikatnie ją dotykały przez materiał koszulki. Przyciągnął moją twarz bliżej swojej, aby mnie pocałować. Jego oczy cały czas mnie lustrowały, w dodatku ukazując wszystkie pragnienia, których byłam centrum.
          - Zdejmij mi koszulkę - poprosił, odsuwając się ode mnie. Z moich rozwartych warg wydostało się głośniej powietrze, gdy przejeżdżałam dłońmi przez jego brzuch, aby pozbyć się z niego ubrania. Bez wytchnienia zabrał się za moją.
          Patrzyłam się na niego spod półprzymkniętych powiek. Czułam na sobie jego delikatny, aczkolwiek pewny dotyk, doprowadzający mnie do obłędu. Widziałam fascynację w jego oczach. W tej chwili wyglądał jak dziecko, które dostało najlepszą zabawkę na świecie. Ewentualnie jak człowiek posiadający w swoich dłoniach największe skarby świata.
          Jego wargi składały całusy przez całą długość szyi, kierując się coraz to niżej. Złapałam go za włosy i odrobinę je pociągnęłam, aby na mnie spojrzał. Wpiłam się w jego wargi, a on zaskoczony zachichotał. Rzadko zdarzało się u mnie coś takiego.
          - Chyba bardzo tęskniłaś - przeniósł dłonie w dolne partie moich pleców, aby bez problemu mnie unieść. Opuścił mnie na materac, zawisając nade mną. Klęknął między moimi udami, anielsko się uśmiechając. Pochylił się, ustami dotykając widoczne fragmenty ciała tuż nad piersiami.
          - Chciałbym ujrzeć Twoje ciało - wymruczał mi na ucho. Cco?! Przecież już je widział... I to nie jeden raz...
          - Przecież... Przecież już je widziałeś... - wyszeptałam.
          - Nie przypominam sobie, abym dostąpił tego zaszczytu - trącił mój nos swoim, a ja zrozumiałam to, co chciał mi przekazać. Zapomnij wreszcie o tym, co się tam działo, to przeszłość, która już nie wróci.
          Nieśmiało sięgnęłam do zapięcia stanika. Nieprzerwanie mnie obserwował. Niby nie pospieszał, ale chciał też tyle pokazać... A ja... Chyba chciałam tego wszystkiego doznać. Nie tak od razu, ale... Chciałam. 
          Rozpięłam haftki i cofnęłam ręce. Oblizałam wargi, czekając na jego ruch. Złapał za ramiączka i niespiesznie zsunął je z moich ramion. 
          Odetchnęłam ciężej, gdy jego wzrok przeniósł się na nowo odkryte miejsce. Dłonie powoli przejechały po obu stronach mojego ciała, a wargi były przyciśnięte do moich. Cicho jęknęłam, czując jak opuszki palców zetknęły się z delikatną skórą. Jego usta poczęły wędrówkę niżej, przez brodę, szyję, obojczyki... Zacisnęłam mocniej palce na jego karku, gdy trącił językiem prawy sutek. Zadrżałam, gdy chuchnął na niego. Podobnie uczynił z lewym. 
          To wszystko było takie... Ciężko to określić. Ale chciało się więcej i więcej... Mimo iż rozum dalej mnie blokował. Ta sprzeczność jest... Okropna. 
Poprawiłam mu grzywkę, a on oderwał się od mojego brzucha, obdarzając mnie spojrzeniem.
          - Dobrze się czujesz? - zapytał z wyczuwalną troską w głosie. Przeniosłam dłoń niżej, bliżej warg, a on ją ucałował.
          - Wręcz wybornie - wtulił w nią policzek. 
          - Kolejny mały sukces za nami - oznajmił z radością, łącząc nasze wargi razem po raz kolejny w ciągu kilku minut. 
          Zacisnęłam powieki, czując jego dłoń na podbrzuszu. Palce powoli jechały niżej i niżej... Spięłam się, a on momentalnie zauważył moją reakcję. Odetchnął głośniej, zabierając rękę. 
          - Chyba jeszcze za szybko, przep... - szepnęłam nerwowo, wtulając głowę w jego ramię. 
          - Nnie... To ja się pospieszyłem - wtrącił się, przytając mnie do siebie. - Jeszcze nie teraz. 
          - Jeszcze - zabrzmiało to jak obietnica. Obietnica, której dotrzymam. 

          - Ivaaaaaan! - zawołałam go z samego rana, stojąc na wadze, która wskazywała równo 52,6 kg. Od kiedy jestem w Norymberdze co cztery tygodnie się ważę. Przez dwa miesiące przetrzymywania przez Koussou z moich 49 kilogramów straciłam ponad dziesięć. Byłam strasznie wychudzona... A dziś?
          - Co się stało? - zapytał, otwierając drzwi.
          - Znów przytyłam - uśmiechnął się zadowolony. - Teraz ważę więcej niż dziesięć miesięcy temu!
          - Kochanego ciałka nigdy dość - objął mnie w talii i pocałował w szyję.
          - Pogadamy tak, jak będę już całkiem kwadratowa, okej? - wywrócił oczami.
          - Przecież świetnie wyglądasz. Na szczęście wróciłaś do swojego poprzedniego wyglądu sprzed tego okresu. Teraz nawet jeszcze lepiej wyglądasz - obrócił mnie przodem do siebie. Jego oczy uważnie mnie lustrowały, a dłonie splotły się z moimi. - Chociaż jeśli chcesz ćwiczyć... - rozmarzył się, przygryzając wargę. Wybuchłam śmiechem, opierając się czołem o jego ramię.
          - Zboczeniec - zachichotał.
          - Gdzie tam zboczeniec. Miałem na myśli wspólne ćwiczenia!
          - Tak? Jakie na przykład? 
          - Poranne bieganie, czy też chodzenie na siłownię... Albo wspólne pompki! 
          - Pompki powiadasz? 
          - No Ty leżysz, a ja je robię. Nagrodą za każdą pompkę jest całus - cmoknął mnie szybko w usta. 
          - Świetne ćwiczenie. Jaką będę miała z tego korzyść? - wywrócił oczami. 
          - Jak to co? - spytał się mnie zadziwiony.
          - Głuptasie, wiem przecież - zmierzwiłam mu włosy. - Tata dzwonił już? 
          - Tak i mówił, że za pół godziny będzie, bo zdążył wyjechać. 

          - Urosłaś - powiedział tato na powitanie. - I chyba przytyłaś... - spojrzał na Ivana surowo, a ja wybuchłam śmiechem. 
          - Oh, tato... Sama się tuczę. 
          - No! Bo już myślałem - uśmiechnął się. Ah ci rodzice i ich krępujące tematy... 
          Przeszliśmy do środka, gdzie czekał przygotowany obiad. 
          - Tylko ręce umyć! - przepędziłam ich do łazienki, przenosząc talerze i dzbanek z sokiem. 
          Przechodząc obok łazienki usłyszałam tatę...
          - Mam nadzieję, że uprawiacie bezpieczny seks - zacisnęłam wargi, wstrzymując się przez jakimkolwiek komentarzem. Ciekawe, jak bardzo zawstydził tym Ivana... 
          - Nie robiliśmy tego... - odparł mój chłopak, a ja wyczułam w jego głosie nutkę zawiedzenia. Facet i jego pragnienia... Eh. 
          Odeszłam, nie chcąc już tego więcej słuchać. On tego chce. Chce się ze mną kochać. Wiem to. A ja? Starałam się nie wracać do tego, co działo się pod Monachium, to nie było z miłości. Miłość wygląda całkiem inaczej...



_______________
jeszcze źle nie będzie. jeszcze. 
w ogóle powoli dociera do mnie, że minęła większa połowa tego opowiadania... nie umiem sobie wyobrazić dnia, kiedy to w Wasze ręce oddam ostatni rozdział/epilog... nie umiem, ja nie mogę tego skończyć XD za bardzo się uzależniłam.
liczę, że się spodobało i czekajcie na kolejny! może kiedyś się doczekacie

2 komentarze:

  1. hahah Ivan jak uroczy
    a tatuś jaki kurcze opiekuńczy :v
    czekam nn<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach ci tatusiowie <3 :D
    Ivi jak zawsze wspaniały ♥ Ideał *.*
    Przepiękne <3
    Ja ci dam, że jeszcze źle nie będzie.. pamiętaj ja cię znajdę :D XD
    Czekam na kolejny
    Buziaki ;***

    OdpowiedzUsuń