Starałam się zagłuszyć wszelkie myśli o Koussou. To, co działo się w kwietniu i maju to przeszłość, która nie może wrócić. I nie wróci, próbowałam się przekonać, co słabo mi wychodziło.
Ivan cały czas pokazywał mi, że jest ze mną, oraz, że nie odda mnie nikomu. Już samo jego czułe spojrzenie mi wystarczyło, aby mieć tę pewność.
Jego mama zachowywała się coraz lepiej. Już nie posyłała do mnie żadnych wrogich sygnałów. Ale mimo to czułam, że jeszcze długa droga, nim będzie dobrze.
- Nie myśl o tym - szepnął, gdy tylko znaleźliśmy się w pokoju gościnnym. Podkuliłam się nerwowo na łóżku, oplątując ramionami nogi. Podszedł do mnie, po czym zasiadł na materacu, opiekuńczo obejmując ramieniem.
- A jeśli zacznie się mścić nie tyle co na Tobie, czy na mnie, a na moim ojcu? - nawet nie chciałam do siebie dopuścić tego, co mogłby się z nim dziać...
- Torsten mu się nie da, kochanie - zapewnił mnie, gładząc po policzku. - Na pewno Cię nie widział, nie zaprzątaj sobie głowy przeszłością.
- Wiesz, że się boję.
- Nie bój się, nic Ci przy mnie nie grozi - pocałował mnie w skroń.
- Ufam Ci - powiedziałam cicho, wtulając się w niego. Położyliśmy się i leżeliśmy w uścisku, dopóki ktoś nie zapukał do drzwi.
- Kolacja gotowa - usłyszeliśmy głos jego mamy.
- Czyli Nika* już wróciła- spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Moja siostra.
- Nigdy nie mówiłeś o tym, że masz rodzeństwo.
- Nie było okazji - podniósł się i wyciągnął ręce w moją stronę. Złapałam je, dźwigając się do góry. Grzecznie przepuścił mnie w drzwiach i zeszliśmy na dół, gdzie czekały na nas nie dwie, a cztery osoby. W sumie cztery i pół.
- Nika, Fabio*, to Leonie, moja dziewczyna - przedstawił mnie dwójce przybyłych, a kobieta przekazała dziecko mężczyźnie i podeszła w naszą stronę.
- Nie wierzę, że podbiłaś serce tego wiecznego kawalera - zaśmiała się, przytulając mnie do siebie. Zaskoczył mnie ten gest. Rzecz jasna pozytywnie. Uśmiechnęłam się, odwzajemniając uścisk. - Witamy w rodzinie - cmoknęła mnie w policzek, po czym się cofnęła.
- Witaj, Leonie - powiedział Fabio z portugalskim akcentem, posyłając w moją stronę delikatny uśmiech. Mała istotka, trzymana w jego ramionach radośnie pisnęła.
- Siadajcie dzieciaki - popędziła nas wszystkich pani Knezević. Zasiedliśmy w szóstkę przy ośmioosobowym stole, ja obok Iviego. Tylko przy nim czułam się pewnie oraz w stanie cokolwiek wykrztusić w stronę jego rodziny.
- Jak się poznaliście? - zapytała nas jego siostra.
- Tata Leonie był moim trenerem, poznaliśmy się na treningu, kiedy przez przypadek piłka, którą kopnąłem ją uderzyła - wtedy bolało i to bardzo, skończyłam w dodatku z ogromnym guzem na głowie. A dziś? Dziś się z tego śmiejemy.
- Piłkę chyba zachowałeś, co nie? - spytał partner Niki, a Ivan spojrzał na niego pobłażliwie. - No co? Ja bym oddawał cześć i czcił tę piłkę.
- Chciałem, ale Torsten kazał mi ją oddać - udał zasmuconego.
Na moje szczęście nie pytali się nic na temat różnicy między nami. Czyli to rozumieli bez niczego. Albo Ivan wcześniej z nimi rozmawiał...
Wieczorem mężczyźni domu poszli do baru, na piwo, a mama Ivana poszła spać, więc zostałyśmy same. Gdy tylko Lara*, jej córeczka zasnęła, zapukała do pokoju, w którym mieliśmy dziś nocować.
Sprawiała wrażenie osoby trzeźwo myślącej i bardzo mądrej. Przyjemnie mi się z nią rozmawiało, miałyśmy podobne poglądy, poczułam się, jakbym znała ją dłużej, a nie od godziny... Mimo to była AŻ za mądra...
- Nie wiem czemu, ale mam takie wrażenie, że coś przed nami ukrywasz. Ty, oraz Ivan - powiedziała w pewnym momencie, po chwili milczenia. Zlękłam się. A co, jeśli się domyśli?
- My? Absolutnie nic nie ukrywamy - nigdy nie oceniałam się w tym, czy jestem dobrym kłamcą, bo... Nie miałam powodu. Rzadko kiedy mijałam się z prawdą, zawsze starałam się być szczera.
- Wiesz... Może to przewrażliwienie, ale intuicja mi tak mówi. Pewnie zabrzmi to głupio, ale w moim przypadku ona nigdy się nie myli.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku - starałam się ją zapewnić. Oby mi uwierzyła.
- Dobrze. Ale jeśli będziesz chciała o tym porozmawiać, to zawsze możesz się do mnie zgłosić. Czy to telefonicznie, czy jeśli spotkamy się tutaj - uśmiechnęła się delikatnie i szczerze, kładąc swoją dłoń na mojej. Tak naprawdę to potrzebowałam tej rozmowy. Chciałam komuś powiedzieć o tym strachu, o wszystkim, co się ze mną dzieje. A tą osobą nie mogł być Ivan. Mimo wszystko.
Posłałam w jej stronę wymuszony uśmiech.
- Jasne, będę pamiętać.
W nocy dręczyły mnie koszmary. Znów to samo: powtórka sprzed pół roku. Po cholerę się zgodziłam, żeby pójść na ten mecz? To przez to. Moja wina. Jakim cudem on ze mną wytrzymuje?
Budziłam się trzykrotnie. Za każdym razem z ciężkim oddechem i zlana potem. I za każdym razem śniło mi się praktycznie to samo. Las i ucieczka. Łapie mnie i znów próbuje skrzywdzić... A pomoc znikąd.
Spokojne bicie serce Ivana na nic się tu zdało. Ile czasu będzie musiało minąć, aż wszystko wróci do normy? Muszę porozmawiać o tym z Lisą, jak tylko wrócimy do Norymbergi. Nie chcę plątać w to Moritza, prędzej, czy później Kneza by się dowiedział, a od Lisy raczej o tym nie usłyszy.
Ivan cały czas pokazywał mi, że jest ze mną, oraz, że nie odda mnie nikomu. Już samo jego czułe spojrzenie mi wystarczyło, aby mieć tę pewność.
Jego mama zachowywała się coraz lepiej. Już nie posyłała do mnie żadnych wrogich sygnałów. Ale mimo to czułam, że jeszcze długa droga, nim będzie dobrze.
- Nie myśl o tym - szepnął, gdy tylko znaleźliśmy się w pokoju gościnnym. Podkuliłam się nerwowo na łóżku, oplątując ramionami nogi. Podszedł do mnie, po czym zasiadł na materacu, opiekuńczo obejmując ramieniem.
- A jeśli zacznie się mścić nie tyle co na Tobie, czy na mnie, a na moim ojcu? - nawet nie chciałam do siebie dopuścić tego, co mogłby się z nim dziać...
- Torsten mu się nie da, kochanie - zapewnił mnie, gładząc po policzku. - Na pewno Cię nie widział, nie zaprzątaj sobie głowy przeszłością.
- Wiesz, że się boję.
- Nie bój się, nic Ci przy mnie nie grozi - pocałował mnie w skroń.
- Ufam Ci - powiedziałam cicho, wtulając się w niego. Położyliśmy się i leżeliśmy w uścisku, dopóki ktoś nie zapukał do drzwi.
- Kolacja gotowa - usłyszeliśmy głos jego mamy.
- Czyli Nika* już wróciła- spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. - Moja siostra.
- Nigdy nie mówiłeś o tym, że masz rodzeństwo.
- Nie było okazji - podniósł się i wyciągnął ręce w moją stronę. Złapałam je, dźwigając się do góry. Grzecznie przepuścił mnie w drzwiach i zeszliśmy na dół, gdzie czekały na nas nie dwie, a cztery osoby. W sumie cztery i pół.
- Nika, Fabio*, to Leonie, moja dziewczyna - przedstawił mnie dwójce przybyłych, a kobieta przekazała dziecko mężczyźnie i podeszła w naszą stronę.
- Nie wierzę, że podbiłaś serce tego wiecznego kawalera - zaśmiała się, przytulając mnie do siebie. Zaskoczył mnie ten gest. Rzecz jasna pozytywnie. Uśmiechnęłam się, odwzajemniając uścisk. - Witamy w rodzinie - cmoknęła mnie w policzek, po czym się cofnęła.
- Witaj, Leonie - powiedział Fabio z portugalskim akcentem, posyłając w moją stronę delikatny uśmiech. Mała istotka, trzymana w jego ramionach radośnie pisnęła.
- Siadajcie dzieciaki - popędziła nas wszystkich pani Knezević. Zasiedliśmy w szóstkę przy ośmioosobowym stole, ja obok Iviego. Tylko przy nim czułam się pewnie oraz w stanie cokolwiek wykrztusić w stronę jego rodziny.
- Jak się poznaliście? - zapytała nas jego siostra.
- Tata Leonie był moim trenerem, poznaliśmy się na treningu, kiedy przez przypadek piłka, którą kopnąłem ją uderzyła - wtedy bolało i to bardzo, skończyłam w dodatku z ogromnym guzem na głowie. A dziś? Dziś się z tego śmiejemy.
- Piłkę chyba zachowałeś, co nie? - spytał partner Niki, a Ivan spojrzał na niego pobłażliwie. - No co? Ja bym oddawał cześć i czcił tę piłkę.
- Chciałem, ale Torsten kazał mi ją oddać - udał zasmuconego.
Na moje szczęście nie pytali się nic na temat różnicy między nami. Czyli to rozumieli bez niczego. Albo Ivan wcześniej z nimi rozmawiał...
Wieczorem mężczyźni domu poszli do baru, na piwo, a mama Ivana poszła spać, więc zostałyśmy same. Gdy tylko Lara*, jej córeczka zasnęła, zapukała do pokoju, w którym mieliśmy dziś nocować.
Sprawiała wrażenie osoby trzeźwo myślącej i bardzo mądrej. Przyjemnie mi się z nią rozmawiało, miałyśmy podobne poglądy, poczułam się, jakbym znała ją dłużej, a nie od godziny... Mimo to była AŻ za mądra...
- Nie wiem czemu, ale mam takie wrażenie, że coś przed nami ukrywasz. Ty, oraz Ivan - powiedziała w pewnym momencie, po chwili milczenia. Zlękłam się. A co, jeśli się domyśli?
- My? Absolutnie nic nie ukrywamy - nigdy nie oceniałam się w tym, czy jestem dobrym kłamcą, bo... Nie miałam powodu. Rzadko kiedy mijałam się z prawdą, zawsze starałam się być szczera.
- Wiesz... Może to przewrażliwienie, ale intuicja mi tak mówi. Pewnie zabrzmi to głupio, ale w moim przypadku ona nigdy się nie myli.
- Wszystko jest w jak najlepszym porządku - starałam się ją zapewnić. Oby mi uwierzyła.
- Dobrze. Ale jeśli będziesz chciała o tym porozmawiać, to zawsze możesz się do mnie zgłosić. Czy to telefonicznie, czy jeśli spotkamy się tutaj - uśmiechnęła się delikatnie i szczerze, kładąc swoją dłoń na mojej. Tak naprawdę to potrzebowałam tej rozmowy. Chciałam komuś powiedzieć o tym strachu, o wszystkim, co się ze mną dzieje. A tą osobą nie mogł być Ivan. Mimo wszystko.
Posłałam w jej stronę wymuszony uśmiech.
- Jasne, będę pamiętać.
W nocy dręczyły mnie koszmary. Znów to samo: powtórka sprzed pół roku. Po cholerę się zgodziłam, żeby pójść na ten mecz? To przez to. Moja wina. Jakim cudem on ze mną wytrzymuje?
Budziłam się trzykrotnie. Za każdym razem z ciężkim oddechem i zlana potem. I za każdym razem śniło mi się praktycznie to samo. Las i ucieczka. Łapie mnie i znów próbuje skrzywdzić... A pomoc znikąd.
Spokojne bicie serce Ivana na nic się tu zdało. Ile czasu będzie musiało minąć, aż wszystko wróci do normy? Muszę porozmawiać o tym z Lisą, jak tylko wrócimy do Norymbergi. Nie chcę plątać w to Moritza, prędzej, czy później Kneza by się dowiedział, a od Lisy raczej o tym nie usłyszy.
Rano sprawiałam wrażenie, że jest dobrze. Chyba nikt nie zauważył, że to zwykła maska.
Po śniadaniu, Ivi zabrał Larę siostrze i razem, w trójkę poszliśmy na spacer. Razem prowadziliśmy wózek, w którym zasypiała mała dziewczynka. W tle było słychać muczenia krów, rżenia koni, czy piania kogutów. Ten wyjazd akurat po tym meczu chyba nie był przypadkiem. Miał na celu oddalenie moich myśli od jego ewentualnych skutków...
- Ta noc nie należała do najprzyjemniejszych - zaczął w pewnym momencie. Spojrzałam na niego, zaciskając wargi. On też spał na czuja...
- To wszystko wtedy wróciło...
Zatrzymał wózek i przyciągnął mnie do siebie. Wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową, licząc, że ukryję się przed światem.
- Mogłam nie iść na ten mecz - wymamrotałam.
- To była Twoja decyzja, wolałem, abyś została w domu - nieświadomie wypomniał mi to, co sama wiedziałam.
- Wiem, nie posłuchałam.
- A wypadałoby - próbował rozluźnić atmosferę swoim śmiechem.
Milczeliśmy chwilę, w trakcie której zdążyłam się uspokoić, słuchanie bicia jego serca to naprawdę skuteczna broń w zapominaniu o złu tego świata.
- Lepiej już? - zapytał po kilku minutach. Uniosłam głowę i lekko nią kiwnęłam na potwierdzenie. - To wracamy.
- A więc ten spacer to nie tylko pokazanie się ludziom w towarzystwie?
- Nie - cmoknął mnie w głowę. - Poza tym nie widać, że nikogo nie ma? Są tylko zwierzęta, a one interesują się tym, czy mają coś do jedzenia i miejsce, aby się wypasać.
- W sumie racja - zawróciliśmy wózkiem i po dwudziestu inutach byliśmy już na podwórku, powitani przez szczekania psów i innych zwierząt, znajdujących się w gospodarstwie.
- Mała to ma twardy sen - stwierdziłam, widząc, że Lara przespała ten hałas.
- Wiesz, jest przyzwyczajona do warunków panujących tutaj. Poza tym Ty też masz twardy sen, zgiełk miasta nic na Tobie nie robi, a głośnością się to nie różni od dźwięków ze wsi.
Usiedliśmy na bujaczce za domem. Za nami zawędrował ogromny owczarek niemiecki. Ułożył się tuż obok, uważnie się na mnie patrząc.

aw, Ivan jest taki kochany :33
OdpowiedzUsuńczekam nn c:
Aaaa jejku ♥
OdpowiedzUsuńIvi taki słodziak ♥ będę to cały czas powtarzać <3333
Mam nadzieję, że będą już szczęśliwi <333
Czekam na kolejny
Buziaki :***
O matko *.* Ivo taki słodki i kochany! :3
OdpowiedzUsuńChciałabym aby zawsze byli tacy happy, ale to do Ciebie nie podobne Dominiko xDD
Czekam na następny! :)