Dziecko. Płaczące. Wyjęłam je z niego jak najdelikatniej umiałam i popędziłam do mieszkania. Tam opatuliłam go kocem, było strasznie wyziębione... Głodne tak samo...
- Przyjedź jak najszybciej - wyszeptałam do słuchawki, gdy tylko połączyłam się z Knezeviciem.
~ Lea, co jest?
- Znalazłam na śmietniku niemowlaka, nie wiem, co robić. Jest głodne... - aż go zatkało, gdy tylko to usłyszał.
- Za piętnaście minut jestem - powiedział, gdy odnalazł język.
Odsunęłam telefon od ucha, słysząc piknięcie oznaczające koniec rozmowy.
Dotknęłam czółka chłopczyka. Było cieplejsze w porównaniu do tego, co było, gdy tylko go znalazłam.
Płakał co chwilę, główkę wtulał w moje piersi... Serce mi się krajało, bo nie mogłam dać mu tego, co teraz potrzebuje. Kołysałam ramionami, starając się go uspokoić.
- Leonie - podniosłam głowę, słysząc jego głos. Odruchowo spojrzałam za siebie. Zdejmował buty, patrząc się na mnie z zaciśniętymi wargami. Przeszedł do kuchni, postawił reklamówkę na ladzie i zabrał się za jej rozpakowywanie. Zaskoczył mnie tym, że po dwóch słowach wiedział, czego mu potrzeba.
Uśmiechnął się lekko, gdy podniosłam wzrok na jego twarz.
- Jakim cudem ono się tutaj znalazło..? - dało się od niego wyczuć zdenerwowanie, a także niepewność, gdy trzymał butelkę, nie wiedząc co ma z nią zrobić.
- Wygutuj ją - poinstruowałam, a on wyciągnął garneczek, do którego nalał wody.
Miałam trochę wprawy... Tak się kończy pomoc przy opiece dzieci kuzynki. Często bywałam u niej i jej dwójki małych, teraz już nawet rocznych szkrabów.
Gdy butelka się gotowała, zabrał się za studiowanie etykiety mleka w proszku. Oby jeszcze tylko chciał je pić...
Leaaa, odpowiedz na jego pytanie - powiedziała moja podświadomość.
- Kończyłam sprzątać, zostały mi do wyrzucenia śmieci... Byłam na dole, przy kontenerach, gdy usłyszałam płacz... Na wierzchu leżała torba, z której wydobywały się te dźwięki... W niej był on... - wskazałam głową na dziecko.
- Trzeba je zawieźć na pogotowie, komisariat, gdziekolwiek... Nie może tu zostać - westchnęłam ciężko. Ma rację. Dziecko tutaj? Nie teraz... - Musimy to jeszcze zrobić dzisiaj, prawda?
Prawda, jutro ma tu tata przyjechać... A raczej ma go przywieźć Ivan. Boję się, w końcu zobaczę go pierwszy raz od marca...
- Wystarczy w zupełności, że zobaczy Ciebie. Dziecko, nawet jeśli nie jest nasze wywołałoby u niego zawał... - podał mi butelkę. Przytknęłam smoczek do jego usteczek, a ten od razu zaczął ssać. Widać, że długo nie jadł...
- Wiem... Ale nie umiałam tego nie zrobić. Nie umiałam go tak zostawić...
- Wiem, kochanie - kucnął przede mną. - Masz ogromne serce, a ja mam to szczęście, że właśnie je podbiłem.
Uśmiechnęłam się, czując kwitnący rumieniec. Też mam szczęście, że wreszcie po długich tygodniach jest spokój, kogoś, kto mnie kocha i nie jest to mój tata...
Musnął wargami moje czoło i się podniósł, aby odebrać jakieś połączenie. Mały spokojnie jadł, znów pogrążając się w śnie.
Kocham dzieci, cholernie bardzo. Nie umiem zrozumieć, jak można być taką bezduszną istotą i porzucić, a nawet zabić takie dziecko... Jak byłam młodsza to chciałam adoptować takiego malucha... Na przestrzeni czasu wszystko się zmieniło. A teraz? Jakbym nie istniała, muszę się ukrywać, by dbać o swoje bezpieczeństwo.
Odłożyłam butelkę do zlewu, dalej lekko kołysząc ramionami. Potem ruszyłam do swojej sypialni, by go położyć. Po drodze usłyszałam fragment rozmowy Ivana...
Nie powiem, że nie byłem zaskoczony, a naweti przerażony, gdy tylko usłyszałem o tym, że w domu jest dziecko. Nawet się nie spodziewałem, że do tego dojdzie. Ale po małej można było się wszystkiego spodziewać... Jej dobroduszność nie zna granic.
"Znalezisko" trochę pokomplikowało moje plany na dzień dzisiejszy. W sumie nie tyle co moje, a pomysł Lisy i Mo... Mieli wpaść dziś wieczorem z małą niespodzianką dla Leonie, w końcu jutro, dokładnie w jej urodziny przywożę tu jej ojca... Lepiej nie pakować jeszcze innych gości na ten dzień i załatwić to dziś.
~ To o której mamy być? ~ zapytał Leitner, co szczerze mnie zastanowiło. Ile nam może zejść z tym wszystkim?
- Dziś sprawa się z lekka skomplikowała... - westchnąłem.
~ Ivan, co się stało?! ~ wywróciłem oczami. Zareagował, jakby zaginęła...
- Mamy małego gościa, którego trzeba odstawić...
~ Cholera mów, nie mam chęci na zabawy w zgaduj-zgadulę.
- Mała znalazła porzucone dziecko - zareagował dokładnie jak ja...
~ Jak? gdzie? kiedy?
- Opowiem Ci, jak przyjedziecie... 19? - chyba wtedy wszystko będzie już załatwione?
~ Jasne! To ja Wam nie przeszkadzam, załatwcie to, co macie załatwić i widzimy się wieczorem.
- Jasne, do zobaczenia - odsunąłem telefon od ucha i wyszedłem z sypialni. Leonie w salonie nie było, kuchnia też... Zaraz. Jej pokój.
Siedziała na łóżku, wpatrując się w malucha leżącego tuż obok. Patrzyłem się to na nią, to na dziecko. Widziałem, że narasta między nimi więź... Gdyby nie ta cała sytuacja, wszystko by inaczej wyglądało...
Jakie to napotkało mnie szczęście, że mam właśnie ją... Jest tak bardzo wrażliwa na świat, rozsądna... Nie to, co dziewczęta w jej wieku. Jak dobrze, że się nie poddawałem za każdym jej odrzuceniem. Inny dałby sobie spokój, co będzie próbować u "dzieciaka"... A ja? Próbowałem, aż do skutku... Może nie zawsze byłem fair, niekiedy byłem nachalny, ale ona to wszystko zapomniała i dziś liczy się tylko to uczucie, które jest między nami.
- Oh, Ivi - szepnęła, a ja wróciłem na ziemię. Uśmiechnąłem się lekko, zajmując miejsce obok. Objąłem ją, a ona wtuliła się plecami we mnie.
- Gotowa? - zapytałem, a ona spojrzała na mnie smutno. - Księżniczko... Wiem, że nie chcesz, ale niekiedy trzeba.
- On jest taki bezbronny... Jak można być takim człowiekiem bez serca...?
Milczałem, nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Gładziłem ją po ramieniu, by choć trochę się rozluźniła.
- Chodźmy... Im szybciej pojedziemy... - widać, że było jej ciężko. Wystarczyła godzina, a dziecko podbiło jej serce...
Wzięła go na ręce, a ja... Poczułem dziwną mieszankę uczuć. Nie wiedziałem, co myśleć.
Odetchnęła głośniej i przeniosła wzrok na mnie. Jej usta musnęły moją szyję, a ja mruknąłem gardłowo.
- Poczekaj... - sięgnąłem po telefon i włączyłem aparat. Czułem jej gorący oddech, gdy wciskałem przycisk, by uwiecznić tę chwilę. Skupiła uwagę na smartfonie, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Szczerze..? Byłaby z nas urocza rodzinka...
Idealną ciszę przerwał mały i jego łkania. Delikatnie się poruszyła, chcąc go uspokoić. Jednak on nic, a jego płacz stawał się donośniejszy. Poderwałem się z miejsca i wbrew sobie... Wyciągnąłem ręce w jej stronę. Oczy dziewczyny się rozbłysły, z radością podała mi malucha.
- Pasuje Ci - powiedziała po chwili patrzenia się na naszą dwójkę.
Może kiedyś... Ale nie teraz, to nie ten czas... Lea jest za młoda, a dziecko to odpowiedzialność... Poza tym... To za szybko...
blok reklamowy:
- Jakim cudem ono się tutaj znalazło..? - dało się od niego wyczuć zdenerwowanie, a także niepewność, gdy trzymał butelkę, nie wiedząc co ma z nią zrobić.
- Wygutuj ją - poinstruowałam, a on wyciągnął garneczek, do którego nalał wody.
Miałam trochę wprawy... Tak się kończy pomoc przy opiece dzieci kuzynki. Często bywałam u niej i jej dwójki małych, teraz już nawet rocznych szkrabów.
Gdy butelka się gotowała, zabrał się za studiowanie etykiety mleka w proszku. Oby jeszcze tylko chciał je pić...
Leaaa, odpowiedz na jego pytanie - powiedziała moja podświadomość.
- Kończyłam sprzątać, zostały mi do wyrzucenia śmieci... Byłam na dole, przy kontenerach, gdy usłyszałam płacz... Na wierzchu leżała torba, z której wydobywały się te dźwięki... W niej był on... - wskazałam głową na dziecko.
- Trzeba je zawieźć na pogotowie, komisariat, gdziekolwiek... Nie może tu zostać - westchnęłam ciężko. Ma rację. Dziecko tutaj? Nie teraz... - Musimy to jeszcze zrobić dzisiaj, prawda?
Prawda, jutro ma tu tata przyjechać... A raczej ma go przywieźć Ivan. Boję się, w końcu zobaczę go pierwszy raz od marca...
- Wystarczy w zupełności, że zobaczy Ciebie. Dziecko, nawet jeśli nie jest nasze wywołałoby u niego zawał... - podał mi butelkę. Przytknęłam smoczek do jego usteczek, a ten od razu zaczął ssać. Widać, że długo nie jadł...
- Wiem... Ale nie umiałam tego nie zrobić. Nie umiałam go tak zostawić...
- Wiem, kochanie - kucnął przede mną. - Masz ogromne serce, a ja mam to szczęście, że właśnie je podbiłem.
Uśmiechnęłam się, czując kwitnący rumieniec. Też mam szczęście, że wreszcie po długich tygodniach jest spokój, kogoś, kto mnie kocha i nie jest to mój tata...
Musnął wargami moje czoło i się podniósł, aby odebrać jakieś połączenie. Mały spokojnie jadł, znów pogrążając się w śnie.
Kocham dzieci, cholernie bardzo. Nie umiem zrozumieć, jak można być taką bezduszną istotą i porzucić, a nawet zabić takie dziecko... Jak byłam młodsza to chciałam adoptować takiego malucha... Na przestrzeni czasu wszystko się zmieniło. A teraz? Jakbym nie istniała, muszę się ukrywać, by dbać o swoje bezpieczeństwo.
Odłożyłam butelkę do zlewu, dalej lekko kołysząc ramionami. Potem ruszyłam do swojej sypialni, by go położyć. Po drodze usłyszałam fragment rozmowy Ivana...
~*~*~*~
Nie powiem, że nie byłem zaskoczony, a naweti przerażony, gdy tylko usłyszałem o tym, że w domu jest dziecko. Nawet się nie spodziewałem, że do tego dojdzie. Ale po małej można było się wszystkiego spodziewać... Jej dobroduszność nie zna granic.
"Znalezisko" trochę pokomplikowało moje plany na dzień dzisiejszy. W sumie nie tyle co moje, a pomysł Lisy i Mo... Mieli wpaść dziś wieczorem z małą niespodzianką dla Leonie, w końcu jutro, dokładnie w jej urodziny przywożę tu jej ojca... Lepiej nie pakować jeszcze innych gości na ten dzień i załatwić to dziś.
~ To o której mamy być? ~ zapytał Leitner, co szczerze mnie zastanowiło. Ile nam może zejść z tym wszystkim?
- Dziś sprawa się z lekka skomplikowała... - westchnąłem.
~ Ivan, co się stało?! ~ wywróciłem oczami. Zareagował, jakby zaginęła...
- Mamy małego gościa, którego trzeba odstawić...
~ Cholera mów, nie mam chęci na zabawy w zgaduj-zgadulę.
- Mała znalazła porzucone dziecko - zareagował dokładnie jak ja...
~ Jak? gdzie? kiedy?
- Opowiem Ci, jak przyjedziecie... 19? - chyba wtedy wszystko będzie już załatwione?
~ Jasne! To ja Wam nie przeszkadzam, załatwcie to, co macie załatwić i widzimy się wieczorem.
- Jasne, do zobaczenia - odsunąłem telefon od ucha i wyszedłem z sypialni. Leonie w salonie nie było, kuchnia też... Zaraz. Jej pokój.
Siedziała na łóżku, wpatrując się w malucha leżącego tuż obok. Patrzyłem się to na nią, to na dziecko. Widziałem, że narasta między nimi więź... Gdyby nie ta cała sytuacja, wszystko by inaczej wyglądało...
Jakie to napotkało mnie szczęście, że mam właśnie ją... Jest tak bardzo wrażliwa na świat, rozsądna... Nie to, co dziewczęta w jej wieku. Jak dobrze, że się nie poddawałem za każdym jej odrzuceniem. Inny dałby sobie spokój, co będzie próbować u "dzieciaka"... A ja? Próbowałem, aż do skutku... Może nie zawsze byłem fair, niekiedy byłem nachalny, ale ona to wszystko zapomniała i dziś liczy się tylko to uczucie, które jest między nami.
- Oh, Ivi - szepnęła, a ja wróciłem na ziemię. Uśmiechnąłem się lekko, zajmując miejsce obok. Objąłem ją, a ona wtuliła się plecami we mnie.
- Gotowa? - zapytałem, a ona spojrzała na mnie smutno. - Księżniczko... Wiem, że nie chcesz, ale niekiedy trzeba.
- On jest taki bezbronny... Jak można być takim człowiekiem bez serca...?
Milczałem, nie wiedziałem, co odpowiedzieć. Gładziłem ją po ramieniu, by choć trochę się rozluźniła.
- Chodźmy... Im szybciej pojedziemy... - widać, że było jej ciężko. Wystarczyła godzina, a dziecko podbiło jej serce...
Wzięła go na ręce, a ja... Poczułem dziwną mieszankę uczuć. Nie wiedziałem, co myśleć.
Odetchnęła głośniej i przeniosła wzrok na mnie. Jej usta musnęły moją szyję, a ja mruknąłem gardłowo.
- Poczekaj... - sięgnąłem po telefon i włączyłem aparat. Czułem jej gorący oddech, gdy wciskałem przycisk, by uwiecznić tę chwilę. Skupiła uwagę na smartfonie, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Szczerze..? Byłaby z nas urocza rodzinka...
Idealną ciszę przerwał mały i jego łkania. Delikatnie się poruszyła, chcąc go uspokoić. Jednak on nic, a jego płacz stawał się donośniejszy. Poderwałem się z miejsca i wbrew sobie... Wyciągnąłem ręce w jej stronę. Oczy dziewczyny się rozbłysły, z radością podała mi malucha.
- Pasuje Ci - powiedziała po chwili patrzenia się na naszą dwójkę.
Może kiedyś... Ale nie teraz, to nie ten czas... Lea jest za młoda, a dziecko to odpowiedzialność... Poza tym... To za szybko...
______
Teraz to dowaliłam, nieprawdaż? :v Ależ zanudzam XD
Teraz to dowaliłam, nieprawdaż? :v Ależ zanudzam XD
*wcale nie ma przed oczami Ivana jako ojca* SKĄDŻE XD
liczę na opinie i widzimy się za tydzień! :*
blok reklamowy:
SERDECZNIE ZAPRASZAM NA MOJE NOWE FANFICTION Z PATRICKIEM WEIHRAUCHEM W ROLI GŁÓWNEJ - kliknij
MIA SERDECZNIE ZAPRASZA NA FANFICTION Z JAMESEM McVEY'EM ORAZ TRISTANEM EVANSEM - kliknij

Ja też wcale nie mam Iviego jako tatusia wcale XDD *_*
OdpowiedzUsuńCUUUUDOOWWWNE ❤❤❤❤❤❤
zawsze będę Ci to powtarzać ❤❤❤
Czekam na kolejny
Buziaki :**
Ooo jak słodko <3 dzięki za reklamę :****
OdpowiedzUsuńosz kurwa, początek mnie rozjebał XDDD
OdpowiedzUsuńHALO, JA TEŻ CHCĘ GO JAKO TATUSIA, WIESZ CO MASZ ROBIĆ... :v
czekam na kolejny, buziaki! :*
Ivan pewnie byłby super tatusiem :v
OdpowiedzUsuńszkoda tego dziecka w sumie ;-;
czekam nn! :3
Skąd ty to dziecko wytrzasnęłaś? Byliby cudowną rodzinką 😍 czekam :)
OdpowiedzUsuńIvi jako tatuś... Tego się nie spodziewałam. Ale to słodkie i kochane, co z tego że dziecko znalezione, to pikuś. Do następnego. Pozdr ;-)
OdpowiedzUsuńIvi w roli tatuśka >>>>>>>>>>
OdpowiedzUsuńPomysł na rozdział świetny! Pokazuje jak bardzo wrażliwa jest Mała. To takie słodkie ♥ Jednak nie mogli zrobić nic innego, jak go oddać. To dla jego dobra.
Rozdział dsnfdjskcbak ♥
Pozdrawiam :* x