piątek, 28 sierpnia 2015

18.

          Na pogotowiu lekarz zbadał chłopca, jego stan był dobry. Pogratulował nam odpowiedniego zachowania. Potem, będąc na komendzie zgłosiliśmy całą sprawę. Odpowiedziałam o wszystkim, a potem... Zabrali mi go. Przez ten czas między nim, a mną nawiązała jakaś dziwna więź... Więź, która musiała zostać rozerwana...
          - Słonko, co jest? - zapytał, gdy wieczorem wróciliśmy do domu.
          - To dziecko... Chyba się przywiązałam do niego.
          - Oh, Lea... Jeszcze przyjdzie czas na takie zobowiązania. Jesteśmy młodzi, zawsze się znajdzie czas na dziecko. Jeśli tylko będziesz na to gotowa - kiwnęłam głową na potwierdzenie. Racja, zawsze się znajdzie... Drugą rzeczą jest to, czy się uda...
          Wtulił się we mnie, nosem muskając moją szyję. Chyba próbował odwrócić uwagę od wydarzeń dnia dzisiejszego. Wgramoliłam się mu na kolana, a jego usta natrafiły na moje. Zerknął mi w oczy, przejeżdżając językiem po dolnej wardze. Znów poczułam ten przyjemny uczuć w dole brzucha. Dokładnie ten, który wywoływał pomruki przyjemności. Przesunął dłonie na moją pupę, lekko przyciskając mnie do siebie. Przez kolejne mruknięcie jego język znalazł się w mojej jamie ustnej, dotykając mojego. Przymknęłam powieki, gdy zaczął powoli go masować, tak samo jak pośladki. Zataczałam powolne kółka biodrami, podgrzewając atmosferę.
          Zauważał, że robię się coraz bardziej śmiała... Reagował na to entuzjastycznie. Nie bałam się, był taki delikatny i ostrożny... Mimo to pewny w swoich poczynaniach. Wystarczyło osiemnaście tygodni... I to bez psychologa! Jak widać jego obecność dużo daje... Poczucie bezpieczeństwa też... No i to uczucie między nami...
          Atmosfera osiągała stan zenitu gdy... Gdy ktoś użył dzwonka do drzwi. Jakby raz to jeszcze ujdzie, by się jeszcze zignorowało... Ale ten ktoś dusił i dusił...
          Westchnęłam, podnosząc się z niego.
          - Jeszcze nie skończyliśmy - zaśmiał się, kierując się w stronę drzwi. Wywróciłam oczami, starając się unormować oddech.
          - O boże, a kto to tu zawitał! - zawołał serdecznie na widok gości. - A to to dla mnie?
          - Chciałbyś - usłyszałam głos Moritza. - Gdzie ta mała małpa się chowa?
          - Gorylu! - wstałam z kanapy i rzuciłam się na niego. Przytulił mnie do siebie, a Lisa zaczęła śpiewać "Sto lat, sto lat"...
          - Jaka Ty stara jesteś - powiedział na samym początku życzeń.
          - A Ty wcale nie lepszy - odpłaciłam mu pięknym za nadobne.
          - Czego mam życzyć takiej starej, wrednej małpce? - udawał zamyślonego. W tle było słychać śmiechy Ivana i Lisy, oraz dźwięk rozkładanych naczyń.
          - Zdrowia, szczęścia, pomarańczy, niech Ci Ivan nago tańczy - szepnął mi na ucho, a ja wybuchłam śmiechem. Niby taki dorosły, a umysłem zaginął gdzieś w gimnazjum...
          - Dziękuję staruchu - cmoknęłam go w policzek. Wypuścił mnie z uścisku i poprowadził do stolika, przy którym czekał tort oraz dwa prezenty - jeden większy, a drugi mniejszy.
          - Jejciu, nie musieliście... - szepnęłam zakłopotana, sciskając dłonie. Panna Kasper nic sobie z tego nie robiła, zajęła miejsce swojego chłopaka i zabrała się za swoje życzenia.
          - Gdyby nie to, że ma przyjechać Twój tato, byśmy byli dopiero jutro... A tak to widzisz nas już dziś. Wszystkiego najlepszego, słonko. Samych powodzeń i szczęścia, bo to przyda się i Tobie, i Ivanowi - uśmiechnęła się promiennie, cmokając mnie w czoło.
          Po niej podszedł mój Kneza. Nic nie mówiąc przytulił mnie do siebie jedną ręką, drugą unosząc mój podbródek. Złożył na moich ustach słodki pocałunek i wyszeptał krótkie "Wszystkiego najlepszego, kochanie" po czym jego wargi znów zapragnęły kontaktu z moimi. Mo i Lisa klaskali dopóki się nie odsunął.
          - Zdmuchnij świeczki i pomyśl życzenie!! - wciągnęłam powietrze i dmuchnęłam w 17 świeczek na cieście w głowie powtarzając, by wszystko wreszcie było dobrze, bym mogła być ze swoimi najbliższymi razem, nie musząc się już więcej ukrywać. 

          Reszta wieczoru minęła nam wspaniale. Śmialiśmy się, dużo rozmawialiśmy na błahe tematy... Wszystko było dobrze, dopóki nie padło jedno pytanie...
          - Będzie u Ciebie? - zapytał Ivan. Dobrze wiedziałam o kogo chodzi, ukrycie jego imienia nie spowoduje tego, że będzie to jakaś anonimowa postać...
          - Dobrze wiesz, że tak. To co teraz jest... To sprawa między Tobą, a nim. Dalej jest moim przyjacielem, mimo tego, że mój stosunek się odrobinę do niego zmienił. Jeśli od tak bez najmniejszego powodu bym zerwał z nim kontakty, od razu by się wszystkiego domyślił. A tego raczej nie chcesz, prawda?
          - Oczywiście, że nie. Ostatnią rzeczą jakiej chcę to to, by dowiedział się o małej i o nas... - odruchowo mocniej ścisnął mnie w talii. Położyłam swoją dłoń na jego, czując lekkie podenerwowanie. Oby Koussou na zawsze zapomniał o tym, co wtedy się działo...
          - Psiękna, prezentów nie otworzyłaś! - Lisa idealnie zmieniła temat, podając pakunki ze stołu.
Znów wywróciłam oczami, cicho wzdychając. Nie lubię jak ktoś specjalnie dla mnie wydaje pieniądze.
          - Nie marudź, tylko otwieraj!
          Rozerwałam kolorowy papier ozdobny i otworzyłam wieko pudełka. W środku były ubrania z najnowszej kolekcji Kayefa... Aż mi mowę odebrało! A to nawet nie koniec... Na samym dnie leżały dwa bilety na koncert w Stuttgarcie.
          - O boziu! Kocham Was - przytuliłam parę, a oni się zaśmiali.
          - Przy okazji zadbaliśmy o Ivana, bo biedny musiałby sam zostać w domu, gdy Ty będziesz się bawić w najlepsze.
          - Śmieszne, Leitner - odparł mój chłopak, który bawił się mniejszym pudełkiem. Wyswobodziłam się z uścisku Niemców, po czym skupiłam wzrok na moim Chorwacie. Zacisnął wargi, podając mi pudełko. Przez chwilę patrzyłam się na nie, po czym i ono straciło papierową ozdobę. Granatowe, atłasowe pudełko. Otworzyłam je, a naszym oczom ukazał się złoty wisiorek, na którego końcu zawieszona była zawieszka w kształcie serca z małą grawerką. Pochwyciłam ją w dłonie, chcąc ujrzeć napis.
          "Fuer immer"
          Zaszkliły mi się oczy. Oddech spowolniał... Co taki anioł może widzieć w kimś taki jak ja? Najwyraźniej wszystko... A nawet i więcej...
          Łzy strużką spływały mi po policzku. Ivan przysunął się bliżej, wziął mi z rąk wisiorek i zawiesił mi go na szyi. Przeniosłam wzrok niżej, by popatrzeć na migające między piersiami serduszko.
          - Dziękuję - szepnęłam, wtulając się w niego. Musnął wargami czubek mojej głowy, czule mnie obejmując.
          - To ja dziękuję, aniele - oparł swoje czoło o moje, cmokając mnie ostrożnie w usta. 

          Lisa i Mo zostają u nas na noc. Co równa się z tym, że znów śpię z Ivanem... Para była już w mojej sypialni, zajmowali się swoimi sprawami. Siedziałam na łóżku, czekając na chłopaka aż wyjdzie spod prysznica. 
          Zerknęłam w telefon. 00:20. Od dwudziestu minut oficjalnie jestem siedmastolatką. Tata pewnie rano by przyszedł do mnie z przypalonymi naleśnikami, fałszując "Sto lat, sto lat..." a ja mimo to bym była najszczęśliwszą córeczką tatusia pod słońcem. A jak to teraz będzie wyglądać? Za kilkanaście godzin się dowiemy...


________________
Witam serdecznie w ostatnin piątek życia, za tydzień  o tej porze rozdziałów już nie będzie, haha :( 
Podoba się rozdział? :) Liczę na Wasze opinie!


8 komentarzy:

  1. nie mogę doczekać się przyjazdu ojca Leonie i cały czas zastanawiam się, jak będzie wyglądał!

    a tymczasem, nie mając totalnie weny, by sklecić jakiś porządny komentarz, mogę napisać, że rozdział, jak każdy, podobał mi się bardzo i czekam na kolejny, bardzo czekam!

    Twoja Domisia x

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahh ten Moritz... Szkoda, że musieli oddać dziecko, już wyobrażam sobie Ivana z bobasem na rękach <3 Ciekawi mnie reakcja taty ;) Rozdział jak zwykle świetny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahahahaha te życzenie "Niech ci Ivan nago tańczy" czekam na FK spotkanie z ojcem ;) i na kolejny rozdział również czekam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahah życzenia najlepsze XDD
    Nie mogę się doczekać tego spotkania z ojcem i ogólnie jak to wszystko przebiegnie;-; pisz szybciej następny bo umrę z ciekawości!

    OdpowiedzUsuń
  5. Życzenia świetne! :3
    Nie moge sie doczekać ojca Leonie :3 Szkoda ze musieli oddać dziecko.. :(
    Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty nie żartuj, ze nie będzie! To nie jest śmieszne..
    Awww, kochani są ♥
    Nago nago na golaaasa :)
    Hahaha XD
    Czekam na nowy! Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepiękne ❤
    Ile razy powtarzałam, że Ivi jest odeałem? Nie wiem XD ale wiem jedno będę powtarzać to do końca ❤ ( mam nadzieje, że nic nie wymyślisz XDDD)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny
    Buziaki ;***

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojeju, jak tu słodko ♥
    Znów z opóźnieniem. Nie będę przepraszać, bo to się robi żałosne w moim wykonaniu. Po prostu chcę teraz delektować się Twoją cudowną twórczością.
    Dobrze, że oddali dziecko. Przez nie mogli mieć tylko problemy, a na swoje przyjdzie czas :) Prezent od Leitnera świetny!

    Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń