Kurwa mać. A liczyłem, że będzie dobrze... Coraz bardziej żałowałem tego, że zabrałem ją na ten mecz. Przecież to było wiadome, że któryś z tych palantów będzie się do niej kleił...
A ona co? Jeszcze nawet nie próbowała się wycofać... A może mnie nie kocha, a to co robi jest po prostu dlatego, że jej pomogłem? Moritz miał rację, a ona robi to wszystko z tej debilnej wdzięczności?!
- Ivan! - usłyszałem jej zawołanie, ale dalej szedłem w zaparte. Mimo to coraz wolniej... Jej głos, ten ton... Zacisnąłem powieki, zatrzymując się.
- Ivan, do cholery, stój! - wpadła na mnie, a ja cudem ją złapałem.
Zauważyłem w jej oczach łzy. Znów to samo. Znów przeze mnie. Zacisnęła wargi, a ja czułem narastający ból w całym ciele.
- Fajnie się bajeruje moich kolegów, co? Powiedz mi, jakie to uczucie? - zapytałem załamany. Bolało to, co widziałem. MOJA mała, w dodatku z tymi kretynami, co nie bawią się stałe związki, bo "mają czas".
- Boże, Ivi... Dobrze chyba wiesz, że kocham tylko Ciebie! - spojrzałem na nią z co najmniej zaskoczeniem. Zaraz... Powiedziała to. Te dwa słowa, o które tak bardzo błagałem los. Chyba zmiękło mi serce.
- Ivan - złapała mnie za policzki. - Kocham Cię, tylko Ciebie, słyszysz? - powiedziała pewnym tonem, patrząc się prosto w moje oczy.
- O mój boże - wyszeptałem, dalej będąc w szoku. - Lea, ja...
Chciałem ją przeprosić. Ten wybuch i pokaz nie był potrzebny... Ale cholernie się o nią boję, nie chcę, aby stało się jej cokolwiek złego. A oni nie są dla niej bezpieczni...
- Csii... - przejechała po nich palcami. Przymknąłem powieki, a ona wtuliła się we mnie, jakby sama chciała wyrazić swoją skruchę. A nie miała powodu, aby to czynić...
Pocałowałem ją w czubek głowy, a po chwili już widziałem jej twarz, "ozdobioną" grymasem smutku.
- Przepraszam - wyszeptałem, w międzyczasie muskając jej wargi. Wyrwało się jej głębsze odetchnięcie. - Na samą myśl, że oni się na Ciebie patrzą... Ugh, aż mnie skręca. Nie ufam im, szczególnie po tym, czego się nasłuchałem o ich podbojach miłosnych... Nie chcę, aby którykolwiek z nich zbliżał się do Ciebie...
- Po prostu się pytał, kim jestem... Nawet jeśli by próbował, to bym się nie dała, dobrze o tym wiesz.
- Boję się o Ciebie. O mój największy skarb - objąłem ją w talii i przycisnąłem do siebie. Jej oczy rozświetliły iskierki, a opuszki palców zamajaczyły na karku. Wspięła się na palcach i ostrożnie mnie pocałowała.
- Kocham Cię - szepnęła mi na ucho, po chwili wtulając się w zagłębienie między szyją, a ramieniem. - I nigdy w życiu bym nie ważyła się zbliżyć do żadnego innego mężczyzny tak blisko, jak do Ciebie. Jesteś całym moim światem.
Te słowa... Oh. Leonie... Ona to najwspanialsza kobieta pod słońcem, nie chcę innej, tylko ją.
Poczułem ciepłą kropelkę najpierw na szyi, a potem... Na głowie. Myślałem, że to jej łzy, ale kropli przybywało i przybywało...
Wybuchła głośnym śmiechem. Zaczęło padać.
- Chodźmy lepiej, bo jeszcze się przeziębisz i co? - pobiegliśmy na parking, a chwilę potem już go opuszczaliśmy moim autem.
Kilkanaście minut potem zjeżdżałem do podziemnego garażu, aby zaparkować samochód. Nie zdążyłem zgasić silnika, a Lea wyleciała ze środka jak poparzona. Wywróciłem oczami, powoli wychodząc z pojazdu.
Spojrzałem za siebie, nic, nigdzie jej nie ma. Zerknąłem na widoki przed sobą, a wtedy...
Usłyszałem jej śmiech, a chwilę później czułem jej ciężar na swoich plecach. Objęła rękoma szyję, a nogami biodra i mocno się we mnie wtuliła. Umiejscowiłem dłonie pod jej kolanami i ruszyłem w stronę windy. Wejście trzy piętra do góry z tym słodkim ciężarem to nie dla mnie, hah.
- Jak zamierzamy uczcić Twoje zwycięstwo? - zapytała, gdy wchodziłem z nią do windy. Wcisnąłem odpowiedni guzik, a metalowa klatka po zamknięciu się ruszyła do góry.
Zwolniła uścisk i powoli stanęła na ziemi, tuż obok mnie.
- Hmmm... Na przyjemnym odpoczynku... - rozmarzyłem się, obejmując ją. Mruknęła cicho, opierając się o mnie.
- Mi odpowiada - w odbiciu lustra widziałem jej zadowoloną twarz.
Usłyszeliśmy dziwny trzask, a cicha praca windy ucichła. Spojrzałem zdezorientowany na tablicę LED, która wskazywała na którym piętrze jesteśmy. Było tam wyświetlone "999"...
- O cholera - wyrwało mi się. Awaria.
- Ut...Utknęliśmy? - wyszeptała nerwowo.
- Na to wygląda.
Przydusiłem kilkakrotnie największy przycisk w panelu, który - miejmy nadzieję - powiadomi administrację o awarii urządzenia.
Powoli się osunąłem po ściance, ciągnąć za sobą dziewczynę. Usiadła mi na kolanach i znów się wtuliła.
- Myślisz, że szybko naprawią?
- Powinni... A co, boisz się? - pokręciła przecząco głową, mocno się tuląc. Tak, kochanie, jasne.
- Coś Ci mówiłem o strachu... - przypomniałem sobie tamtą rozmowę, w trakcie burzy. Twierdziła, że strach jest głupią rzeczą...
- Nie lubię się przemieszczać windą - dalej nie podnosiła głosu. - Zawsze jak się w niej znajdowałam, to byłą tego typu awaria.
- Przyciągasz katastrofy - zażartowałem, a ona fuknęła. - Oh, kochanie. To po prostu zwykła zbieżność losu, że akurat działo się to wtedy.
- Jasne, bo uwierzę - przekręciła się, aby nie siedzieć bokiem, a tyłem do mnie. Foch po całości. Wywróciłem oczami, tłumiąc śmiech.
A ona co? Jeszcze nawet nie próbowała się wycofać... A może mnie nie kocha, a to co robi jest po prostu dlatego, że jej pomogłem? Moritz miał rację, a ona robi to wszystko z tej debilnej wdzięczności?!
- Ivan! - usłyszałem jej zawołanie, ale dalej szedłem w zaparte. Mimo to coraz wolniej... Jej głos, ten ton... Zacisnąłem powieki, zatrzymując się.
- Ivan, do cholery, stój! - wpadła na mnie, a ja cudem ją złapałem.
Zauważyłem w jej oczach łzy. Znów to samo. Znów przeze mnie. Zacisnęła wargi, a ja czułem narastający ból w całym ciele.
- Fajnie się bajeruje moich kolegów, co? Powiedz mi, jakie to uczucie? - zapytałem załamany. Bolało to, co widziałem. MOJA mała, w dodatku z tymi kretynami, co nie bawią się stałe związki, bo "mają czas".
- Boże, Ivi... Dobrze chyba wiesz, że kocham tylko Ciebie! - spojrzałem na nią z co najmniej zaskoczeniem. Zaraz... Powiedziała to. Te dwa słowa, o które tak bardzo błagałem los. Chyba zmiękło mi serce.
- Ivan - złapała mnie za policzki. - Kocham Cię, tylko Ciebie, słyszysz? - powiedziała pewnym tonem, patrząc się prosto w moje oczy.
- O mój boże - wyszeptałem, dalej będąc w szoku. - Lea, ja...
Chciałem ją przeprosić. Ten wybuch i pokaz nie był potrzebny... Ale cholernie się o nią boję, nie chcę, aby stało się jej cokolwiek złego. A oni nie są dla niej bezpieczni...
- Csii... - przejechała po nich palcami. Przymknąłem powieki, a ona wtuliła się we mnie, jakby sama chciała wyrazić swoją skruchę. A nie miała powodu, aby to czynić...
Pocałowałem ją w czubek głowy, a po chwili już widziałem jej twarz, "ozdobioną" grymasem smutku.
- Przepraszam - wyszeptałem, w międzyczasie muskając jej wargi. Wyrwało się jej głębsze odetchnięcie. - Na samą myśl, że oni się na Ciebie patrzą... Ugh, aż mnie skręca. Nie ufam im, szczególnie po tym, czego się nasłuchałem o ich podbojach miłosnych... Nie chcę, aby którykolwiek z nich zbliżał się do Ciebie...
- Po prostu się pytał, kim jestem... Nawet jeśli by próbował, to bym się nie dała, dobrze o tym wiesz.
- Boję się o Ciebie. O mój największy skarb - objąłem ją w talii i przycisnąłem do siebie. Jej oczy rozświetliły iskierki, a opuszki palców zamajaczyły na karku. Wspięła się na palcach i ostrożnie mnie pocałowała.
- Kocham Cię - szepnęła mi na ucho, po chwili wtulając się w zagłębienie między szyją, a ramieniem. - I nigdy w życiu bym nie ważyła się zbliżyć do żadnego innego mężczyzny tak blisko, jak do Ciebie. Jesteś całym moim światem.
Te słowa... Oh. Leonie... Ona to najwspanialsza kobieta pod słońcem, nie chcę innej, tylko ją.
Poczułem ciepłą kropelkę najpierw na szyi, a potem... Na głowie. Myślałem, że to jej łzy, ale kropli przybywało i przybywało...
Wybuchła głośnym śmiechem. Zaczęło padać.
- Chodźmy lepiej, bo jeszcze się przeziębisz i co? - pobiegliśmy na parking, a chwilę potem już go opuszczaliśmy moim autem.
Kilkanaście minut potem zjeżdżałem do podziemnego garażu, aby zaparkować samochód. Nie zdążyłem zgasić silnika, a Lea wyleciała ze środka jak poparzona. Wywróciłem oczami, powoli wychodząc z pojazdu.
Spojrzałem za siebie, nic, nigdzie jej nie ma. Zerknąłem na widoki przed sobą, a wtedy...
Usłyszałem jej śmiech, a chwilę później czułem jej ciężar na swoich plecach. Objęła rękoma szyję, a nogami biodra i mocno się we mnie wtuliła. Umiejscowiłem dłonie pod jej kolanami i ruszyłem w stronę windy. Wejście trzy piętra do góry z tym słodkim ciężarem to nie dla mnie, hah.
- Jak zamierzamy uczcić Twoje zwycięstwo? - zapytała, gdy wchodziłem z nią do windy. Wcisnąłem odpowiedni guzik, a metalowa klatka po zamknięciu się ruszyła do góry.
Zwolniła uścisk i powoli stanęła na ziemi, tuż obok mnie.
- Hmmm... Na przyjemnym odpoczynku... - rozmarzyłem się, obejmując ją. Mruknęła cicho, opierając się o mnie.
- Mi odpowiada - w odbiciu lustra widziałem jej zadowoloną twarz.
Usłyszeliśmy dziwny trzask, a cicha praca windy ucichła. Spojrzałem zdezorientowany na tablicę LED, która wskazywała na którym piętrze jesteśmy. Było tam wyświetlone "999"...
- O cholera - wyrwało mi się. Awaria.
- Ut...Utknęliśmy? - wyszeptała nerwowo.
- Na to wygląda.
Przydusiłem kilkakrotnie największy przycisk w panelu, który - miejmy nadzieję - powiadomi administrację o awarii urządzenia.
Powoli się osunąłem po ściance, ciągnąć za sobą dziewczynę. Usiadła mi na kolanach i znów się wtuliła.
- Myślisz, że szybko naprawią?
- Powinni... A co, boisz się? - pokręciła przecząco głową, mocno się tuląc. Tak, kochanie, jasne.
- Coś Ci mówiłem o strachu... - przypomniałem sobie tamtą rozmowę, w trakcie burzy. Twierdziła, że strach jest głupią rzeczą...
- Nie lubię się przemieszczać windą - dalej nie podnosiła głosu. - Zawsze jak się w niej znajdowałam, to byłą tego typu awaria.
- Przyciągasz katastrofy - zażartowałem, a ona fuknęła. - Oh, kochanie. To po prostu zwykła zbieżność losu, że akurat działo się to wtedy.
- Jasne, bo uwierzę - przekręciła się, aby nie siedzieć bokiem, a tyłem do mnie. Foch po całości. Wywróciłem oczami, tłumiąc śmiech.
- To nie jest śmieszne - syknęł, gdy nie wytrzymałem i wybuchłem gromkim śmiechem.
- Nic mi się przy Tobie nie stało, a praktycznie cały czas jestem tuż obok. Mówię, że to zwykła zbieżność - po wypowiedzenju tych słów praca windy wróciła, a Leonie odetchnęła z ulgą.
Gdy zatrzymała się na interesującym nas piętrze, podnieśliśmy się z pozycji siedzącej i ruszyliśmy w stronę naszego mieszkania. Mieszkanie w bloku ma niekiedy swoje wady, ale ma także wiele zalet.
- Jesteś głodna? - zapytałem, gdy zajmowała miejsce na kanapie.
- Tak trochę... - opatuliła się kocem i chyba ro tyle z jej pracy na dziś. Wyjąłem telefon i wykręciłem numer do knajpki z chińszczyzną, którą zamówiłem. A co, każdy ma prawo do chwili lenistwa.
- Zróóóób mi miejsce, też chcę się ogrzać - poprosiłem, a ona nawet się nie poruszyła.
- Najpierw jedzenie - zaśmiała się, po chwili jednak się przesuwając. Zamknąłem ją w swoich kleszczach, czekając na obiadokolację, która przybyła po jakiś dwudziestu minutach. Po posiłku rozłożyła się na całej długości kanapy, niczym księżniczka, z głową na moich kolanach.
Rozmawialiśmy, dopóki nie zmożył jej sen. Chciałem ją przenieść, ale wstrzymała mnie nerwowym szeptem: Nie odchodź! Dwa słowa, które wywołują tyle emocji... Pogładziłem ją po policzku i delikatnie poprawiłem, aby miała odrobinę wygodniej w trakcie drzemki poobiadowej. Przyglądałem się jej, dopóki sam nie przysnąłem.
Rozmawialiśmy, dopóki nie zmożył jej sen. Chciałem ją przenieść, ale wstrzymała mnie nerwowym szeptem: Nie odchodź! Dwa słowa, które wywołują tyle emocji... Pogładziłem ją po policzku i delikatnie poprawiłem, aby miała odrobinę wygodniej w trakcie drzemki poobiadowej. Przyglądałem się jej, dopóki sam nie przysnąłem.
________________
Dominika miesza, aby na końcu rozczulić, aww :v
Dominika miesza, aby na końcu rozczulić, aww :v
Mam nadzieję, że się cieszycie, że to tylko chwilowe XDDDDDDDD
widzimy się za tydzień, do zobaczenia! :)
widzimy się za tydzień, do zobaczenia! :)

Świetny rozdział. Do następnego. Pozdr ;-)
OdpowiedzUsuńSłodko <3 xDD
OdpowiedzUsuńJeśli juz musisz coś namieszać, co tyylko troszeczke :D Proosze :D Oni są tacy słodcy <3
Z niecierpliwością czekam na następny ;**
Aww ta końcowka <33
OdpowiedzUsuńIvan jest tak uroczo zazdrosny o Leę i ogólnie xwnsdxhqw *.*
Czekam nn :3
Jakie słodziaśne *_*
OdpowiedzUsuńIvi jak zawsze słodki ❤
Rozpływam się po raz kolejny ❤
Czekam z niecierpliwością na 16
Buziaki :*
Jejciu *----* Leonie jest taka kochana! A Ivan jeszcze bardziej. Sa po prostu idealna para a ten maly zgrzyt tylko pomoze im w zwiazku aby stal sie dojrzalszy :)
OdpowiedzUsuńDomi, dziekuje za te kilkadziesiat minut ktore spedzilam z Twoimi rozdzialami, sa po prostu genialne!
Czekam na next ❤
Zawsze namieszasz XD Słodcy są <3
OdpowiedzUsuńCzekam :)