piątek, 3 lipca 2015

10.

          Przed drzwiami stała ostatnia osoba, której się spodziewałem w tym dniu...

          - Mama? - zdziwiłem się, widząc rodzicielkę przed drzwiami. Bo co jak co, ale jej to się tutaj nie spodziewałem.
          - Wszystkigo najlepszego kochanie! - już od wejścia przytuliła mnie do siebie i nie puszczała przez dobre kilka minut. Moritz pewnie się śmiał ze mnie w najlepsze...
          Gdy wreszcie uwolniłem się z jej kleszczy, za cel obrała wejście do środka.
          - Dobry wieczór, proszę pani - powiedział mój przyjaciel, który po chwili stał już obok mnie. - Uważaj na małą - szepnął, zbierając się do wyjścia. Nie wiem, jak to zrobię, ale nie może jej zobaczyć. a żadne skarby świata.
          - Ładnie się urządziłeś, synku - skomentowała, gdy znalazłem się w salonie, przy niej.
          - Co Cię podkusiło, by przylecieć tutaj bez żadnej zapowiedzi? - zapytałem, przechodząc do sedna.
          - To już nie można własnego dziecka odwiedzić? - odpowiedziała pytaniem, przechodząc do aneksu kuchennego i zajmując miejsce przy ladzie.
          - Oczywiście, że można, ale powinnaś powiadomić... Przygotowałbym się jakoś... - wymamrotałem. - Chcesz coś do picia, jedzenia? Może się odświeżyć..?
          - Na razie, to bym poprosiła herbaty - odparła z uśmiechem. O nie, ten uśmiech... Herbata... Będzie wywiad.
          Postawiłem czajnik z wodą na płycie indukcyjnej i wyciągnąłem dwa kubki, do których wsypałem herbaty.
          - To co u Ciebie słychać..? - zapytała. Miłe złego początki...
          - A dobrze... - nawet nie wiesz, jak bardzo, szczególnie dziś, dodałem w myślach. - Szybko się odnalazłem w nowym otoczeniu, a miasto jest piękne!
          - To świetnie, mam nadzieję, że w trakcie mojego pobytu tutaj pokażesz mi wszystko.
          - Na ile zostajesz...? - błagam, wyjedź jak najszybciej, prosiłem w środku.
          - Kilka dni? Zobaczymy, kiedy będziesz miał mnie dość - zaśmialiśmy się. Nastała chwilowa cisza, w trakcie której zalałem wrzątkiem kubki. Postawiłem je obok rodzicielki i ruszyłem do sypialni Leonie.
          - Przygotuję Ci pokój - mruknąłem, znikając za drzwiami.
          Dziewczyna siedziała w połach kołdry, zaczytana w jakieś książce, którą tu przywiozłem. Gdy tylko mnie zauważyła, na jej twarzy zakwitł uśmiech.
          - Słoneczko - wyszeptałem, siadając na łóżku. Jej policzki lekko się zabarwiły w reakcji na słodkie słówko. - Mamy kolejnego gościa, którym jest... - zacisnęła wargi, gdy tylko się zatrzymałem. - Moja mama.
          Jej oczy zaczęły przypominać spodki.
          - No w tym momencie to sobie chyba żartujesz... Bo żartujesz, prawda? - zapytała z nadzieją.
          - Wierz mi, chciałbym, ale nie.
          - To co masz zamiar jej powiedzieć w takim razie?
          - Że jesteś moją dziewczyną, to oczywiste - wypaliłem na jednym tchu. Nie powiem, że nie zaskoczyłem jej swoją wypowiedzią. Chwila, czy ja to powiedziałem?
          - A jestem nią? - wyszeptała, nie mogąc w to uwierzyć. Ja chyba też nie mogłem.
          Moje milczenie wzięła słusznie za potwierdzenie. Wtuliła się we mnie, a ja jakby zaskoczony opadłem na materac tak, że leżała na mnie. Oddychała spokojnie, delikatnie jeżdżąc palcami po mojej klatce piersiowej. Mruczałem cicho, zadowolony z naszego aktualnego położenia. Mógłbym leżeć tak nawet do końca świata.
          - Mój Ivi - szepnęła miękko, a moje serce gwałtownie przyspieszyło, tak zareagowało na jej wypowiedź. Niby dwa zwykłe słowa, a taka moc...
          - Tylko Twój - cmoknąłem ją we włosy. Podniosła głowę, a nasze spojrzenia się spotkały. Te oczy-w których się zakochałem- znów były wypełnione radością, ale nie tylko. Prócz niej było kolejne, nowe dla niej uczucie. Czułość. Wpatrywały się w moje z niemałą czułością.
          Lekko musnęła moje usta. Idealnie do nich pasowały, jakby właśnie dla nich były stworzone. A może tak było? Przymknęła oczy, gdy tylko pogłębiłem pocałunek. Jednakże znów udało mi się ujrzeć ich błysk, gdy ostrożnie przygryzłem jej wargę. Zaśmiała się cicho, pocierając swoim nosem o mój.
          - Ummm... Miałem przygotowywać pokój dla mamy, ale zauważyłem, że są tu tylko dwie sypialnie i obie zajęte...
          - Śpisz na kanapie? - zaśmiała się.
          - Zakładałem, że będziesz spać u mnie... Ze mną. Ostatnim razem bardzo mi się to podobało.
          - Mi także - rozmarzyła się na samą myśl.
          - Zajmę mamę i będziemy mogli wcielić plan w życie. Przemkniesz do mnie, dobrze?
          - Jasne - stoczyła się ze mnie, a następnie z łóżka. Uczyniłem to samo, a dziewczyna po chwili poprawiła łóżko, żeby sprawiało wrażenie nieuywanego.
          - Jest dobrze - potwierdziłem, wychodząc do rodzicielki, która kończyła pić napój.
          - Wiesz co, synku? Chyba pójdę się odświeżyć - stwierdziła, podnosząc się z krzesła.
          - Drzwi do łazienki to te pierwsze po lewo - odpowiedziałem, dziwiąc się, że tak łatwo poszło. - Ręczniki są w szafce obok prysznica.
          - Jasne! - zawołała, będąc już w pomieszczeniu.
          - O kurwa - palnąłem na głos. - O tym nie pomyślałem - w końcu w łazience są też rzeczy Leonie... Oby ich nie zauważyła, muszę się z nią ukrywać tak długo, jak się da.
          Po cichu wszedłem do pokoju dziewczyny i wyciągnąłem ją stamtąd.
          - Chcesz coś do picia, jedzenia? - zapytałem z troską, kucając przed nią.
          - Wolałabym, byś posiedział tu ze mną... - szepnęła, a moje serce wypełniło się niekończącym się strumieniem czułości. I to wszystko przez nią...
          - Wrócę tu jak tylko mama się położy - obiecałem.
          - Będę czekać na Ciebie z niecierpliwością - pochyliłem się nad nią i cmoknąłem w usta.
          Chwilę potem już siedziałem w salonie i zajadałem się ciastem zrobionym przez moją małą. Mógłbym jeść je w nieskończoność, a tym bardziej zrobione przez nią... Mmm.
          Kilkanaście minut potem mama wyszła z łazienki. Na widok resztek tak zwanego 3Bita zaczęła się śmiać.
          - Przyznaj się, kogo już wykorzystałeś do tego, by Ci zrobił ciasto? - zatrzymała się przede mną.
          - Eeee... Niedaleko stąd jest cukiernia... - wykaraskałem się z niepotrzebnego tłumaczenia. Usiadła obok mnie i zaczęła się uważnie przyglądać. Wywęszyła coś, cholera.
          - Poznałeś tutaj jakąś ciekawą dziewczynę..? - zasępiłem się. Zaczyna się właściwe przesłuchanie...
          - Nie - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Tutaj nawet nie wybrałem się w żadne specjalne poszukiwania. Skoro mam Leę, to po co mi inne?
          - A wcześniej..? Nie widzieliśmy się od Bożego Narodzenia!
          - Mamo... Wiesz, że nie lubię rozmów na takie tematy.
          - Ale chyba mam prawo wiedzieć o tym, że znalazłeś sobie dziewczynę.
          - Ale ja jej nie mam... - dalej brnąłem w kłamstwa. Nawet ślepy i gluchy by zauważył we mnie zmianę. Zresztą.. Wszędzie czuć i widać jej obecność.
          - Dobrze, nie będę Cię do niczego zmuszać... W końcu sam mi się przyznasz - zamilkła na chwilę. - Idę spać, także... Dobranoc.
          - Dobranoc - odpowiedziałem grzecznie.
          Racja, w końcu będę musiał Ci powiedzieć. Ale wiesz co? - zapytałem w głowie. - Zlinczujesz mnie za mój wybór. Myślisz, że Cię nie znam?
          Zresztą... Co jej powiemy? Że mój były przyjaciel porwał ją i torturował, a ja ją uratowałem, bo ją kocham? Będzie myślała jak Moritz, że to, co robi jest tylko z tej pieprzonej wdzięczności. Nie jest tak, prawda? Gdyby tak było, to rzuciłaby się na mnie z wyznaniem już na dzień dobry, a nie, musiałem jej pokazać, że jest godna mi zaufania... Oni nic nie wiedzą.
          Wstałem i wróciłem do swojej sypialni i do Leonie. Siedziała na łóżku, słuchając muzyki z mojego iPhone'a i znów czytając. Mol książkowy, zaśmiałem się w duchu. Nie reagowała, dopóki nie zająłem miejsca obok niej. Zdjęła słuchawki i odłożyła lekturę.
          - Ona coś podejrzewa - wyszeptałem tylko. Jej twarz z każdą chwilą przybierała coraz bardziej przerażonego wyrazu twarzy.
          - W jakim sensie?... - wypłynęło z jej ust głosem pełnym strachu.
          - Trzeba będzie jej powiedzieć, że jesteśmy razem.


___________
tak, to nie Nono, a raczej Kodjovi nie był tym gościem XD ale spokojnie, też będzie troszkę akcji z mamusią :3 już ja się o to postaram. 
Ivan taki skryty co nie? :v 
Liczę na Wasze opinie i widzimy się za tydzień :) 

4 komentarze:

  1. Rozkręcają się widzę. Ale to dobrze, dobrze ^^
    Oj mamusia przyjechała, biedaki. Muszą się ukrywać przed nią haha. Nie no, współczuję mu baaardzo :)
    Czekam na nowy! Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Mamuśka Ivana zajebista. A Ivan i Leoni są słodcy. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem! Na początek chciałam pochwalić wygląd bloga, jest takie dskfjasfkhdsdjsfh ♥
    Po drugie: świetny pomysł na historię! Dosłownie pochłonęłam wszystkie rozdziały za jednym razem. Domczi, jesteś po prostu genialna!
    W sumie zabawna sytuacja jeśli chodzi o jego mamę. Na pewno się czegoś domyśla, dobrze, że przynajmniej nie drąży tematu, ale założę się, że będzie aż w końcu Ivi będzie musiał powiedzieć prawdę. Myślę, że powinna zareagować pozytywnie, to w końcu jej syn.
    Czekam na następny :*

    Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  4. Mamusia przyjechała xD Jego mama jest zajebista xd Hahhaha :D
    Może Ivan powie jej prawdę ^^
    Rozdział cudotwórstwo! <3
    Czekam na kolejny! :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń