Z każdym dniem było coraz lepiej. Leonie stała się bardziej otwarta, ale z drugiej strony była dalej niepewna. Muszę coś zrobić, aby jej podejście się zmieniło. Na lepsze rzecz jasna!
Dużo ze sobą rozmawialiśmy. Nieważne, czy to podczas sprzątania, gotowania, czy w trakcie ciekawego filmu. Dyskutowaliśmy o wszystkim, a także o niczym. Poznawała mnie, każdą moją stronę, dosłownie wszystko, a ja dowiadywałem się tego, czego jeszcze nie wiedziałem. A okazało się, że było wiele takich rzeczy...
Na przykład Lea uwielbia Holandię oraz wszystko z nią związane. Chciała wyjechać na studia do Amsterdamu i tam podjąć pracę. Dziwnie się poczułem z myślą, że miała opuścić Niemcy. Zostawiłaby to wszystko tak po prostu..? Jest także uzależniona od słuchania muzyki. Mogłaby robić to godzinami!
- Skoro tak kochasz muzykę, to co powiesz na koncert za tydzień tutaj, w Norymberdze? - zaproponowałem, gdy skończyła opowiadać o wrażeniach z występu niejakiego Kayefa, którego słucha najczęściej. Cro ma u nas koncert, a żeby mnie nie było tam? Skorzystam z okazji i zabiorę ze sobą małą.
Jej oczy w reakcji zrobiły się większe niż spodki.
- Żartujesz - spojrzałem na nią z pobłażaniem. - Nie żartujesz?
- Oczywiście, że nie - odparłem. - I chcę, byś pojechała tam ze mną.
Zauważyłem stary błysk w jej oczach. Ale tylko przez chwilę, potem znów przygasł. Na szczęście jest już coraz lepiej...
- Nie bój się - szepnąłem miękko. - Jedziesz tam tylko i wyłącznie ze mną. Z nikim więcej.
- Mhm... - mruknęła nerwowo.
Zapadła cisza, podczas której przyglądałęm się Leonie. Przez chwilę wpatrywała się w swoje drżące dłonie, po czym podniosła wzrok i nasze oczy się spotkały. Uśmiechnąłem się pokrzepująco, chciałem dodać jej otuchy. Przysunęła się bliżej, a jej ramiona drgnęły. Cierpliwie czekałem na to, co zrobi. Delikatnie musnęła dłonią mój brzuch, będąc coraz bliżej. Zadrżała, gdy nasze ciała się zetknęły, a mnie przebiegł przyjemny dreszcz. Wtuliła się we mnie niczym małe dziecko. Wreszcie się doczekałem...
- Dziękuję - powiedziała cicho. - Za wszystko. Za pomoc i że tu jesteś - przycisnąłem ją do siebie, a z jej ust wydostało się ciche mruknięcie, które wywołało uśmiech na mojej twarzy. Ostrożnie przyciągnąłem ją, by usiadła mi na kolanach.
Podniosła głowę, znów łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Jej bystre oczy uważnie mi się przyglądały. Nieznacznie zacząłem przybliżać swoją twarz do jej. Skoro jest idealna okazja, to można skorzystać, nieprawdaż?
Na moje nieszczęście niemal od razu wywęszyła moje zamiary.
- Ivan, nie - poprosiła, a ja momentalnie zamarłem. - Nie teraz, jeszcze... Jeszcze nie. Nie jestem gotowa.
Nie jestem gotowa zabrzmiało dla mnie jak nadzieja. Nie teraz, ale niedługo... Mimowolnie uniosłem kąciki ust ku górze.
- Dobrze - odpowiedziałem. Cofnęła dłonie, ale nie ześlizgnęła mi się z kolan. Siedzieliśmy tak z kilkanaście minut. Sytuacja powoli odchodziła w niepamięć. Lecz jej słowa dalej pobrzmiewały w mojej głowie. Moja ostatnia nadzieja Nie teraz. To kiedy? Za tydzień, dwa? Miesiąc? Może nawet jutro? Daj znak, skarbie. Jeszcze jeden...
Dużo ze sobą rozmawialiśmy. Nieważne, czy to podczas sprzątania, gotowania, czy w trakcie ciekawego filmu. Dyskutowaliśmy o wszystkim, a także o niczym. Poznawała mnie, każdą moją stronę, dosłownie wszystko, a ja dowiadywałem się tego, czego jeszcze nie wiedziałem. A okazało się, że było wiele takich rzeczy...
Na przykład Lea uwielbia Holandię oraz wszystko z nią związane. Chciała wyjechać na studia do Amsterdamu i tam podjąć pracę. Dziwnie się poczułem z myślą, że miała opuścić Niemcy. Zostawiłaby to wszystko tak po prostu..? Jest także uzależniona od słuchania muzyki. Mogłaby robić to godzinami!
- Skoro tak kochasz muzykę, to co powiesz na koncert za tydzień tutaj, w Norymberdze? - zaproponowałem, gdy skończyła opowiadać o wrażeniach z występu niejakiego Kayefa, którego słucha najczęściej. Cro ma u nas koncert, a żeby mnie nie było tam? Skorzystam z okazji i zabiorę ze sobą małą.
Jej oczy w reakcji zrobiły się większe niż spodki.
- Żartujesz - spojrzałem na nią z pobłażaniem. - Nie żartujesz?
- Oczywiście, że nie - odparłem. - I chcę, byś pojechała tam ze mną.
Zauważyłem stary błysk w jej oczach. Ale tylko przez chwilę, potem znów przygasł. Na szczęście jest już coraz lepiej...
- Nie bój się - szepnąłem miękko. - Jedziesz tam tylko i wyłącznie ze mną. Z nikim więcej.
- Mhm... - mruknęła nerwowo.
Zapadła cisza, podczas której przyglądałęm się Leonie. Przez chwilę wpatrywała się w swoje drżące dłonie, po czym podniosła wzrok i nasze oczy się spotkały. Uśmiechnąłem się pokrzepująco, chciałem dodać jej otuchy. Przysunęła się bliżej, a jej ramiona drgnęły. Cierpliwie czekałem na to, co zrobi. Delikatnie musnęła dłonią mój brzuch, będąc coraz bliżej. Zadrżała, gdy nasze ciała się zetknęły, a mnie przebiegł przyjemny dreszcz. Wtuliła się we mnie niczym małe dziecko. Wreszcie się doczekałem...
- Dziękuję - powiedziała cicho. - Za wszystko. Za pomoc i że tu jesteś - przycisnąłem ją do siebie, a z jej ust wydostało się ciche mruknięcie, które wywołało uśmiech na mojej twarzy. Ostrożnie przyciągnąłem ją, by usiadła mi na kolanach.
Podniosła głowę, znów łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Jej bystre oczy uważnie mi się przyglądały. Nieznacznie zacząłem przybliżać swoją twarz do jej. Skoro jest idealna okazja, to można skorzystać, nieprawdaż?
Na moje nieszczęście niemal od razu wywęszyła moje zamiary.
- Ivan, nie - poprosiła, a ja momentalnie zamarłem. - Nie teraz, jeszcze... Jeszcze nie. Nie jestem gotowa.
Nie jestem gotowa zabrzmiało dla mnie jak nadzieja. Nie teraz, ale niedługo... Mimowolnie uniosłem kąciki ust ku górze.
- Dobrze - odpowiedziałem. Cofnęła dłonie, ale nie ześlizgnęła mi się z kolan. Siedzieliśmy tak z kilkanaście minut. Sytuacja powoli odchodziła w niepamięć. Lecz jej słowa dalej pobrzmiewały w mojej głowie. Moja ostatnia nadzieja Nie teraz. To kiedy? Za tydzień, dwa? Miesiąc? Może nawet jutro? Daj znak, skarbie. Jeszcze jeden...
- Robimy kolację? - odezwała się, przenosząc na mnie wzrok. Przytaknąłem jej, a ona złapała moje dłonie i odciągnęła je od swojego ciała. Chwilę potem już prowadziła mnie do kuchni.
- Domowa pizza? - zasugerowała.
- Hmmm - zareagowałem entuzjastycznie - jasne.
Wzięła do ręki pilota, który zawsze leżał na ladzie i włączyła muzykę. Tak dla klimatu. Nucąc pod nosem piosenkę zaczęła wyjmować produkty potrzebne do przyrządzenia naszej obiadokolacji. Dziewczyna zabrała się za ciasto, a ja kroiłem składniki, którymi mieliśmy je udekorować. Ścierałem właśnie ser, gdy usłyszałem jej chichot. Z czego Ty się tak chichrasz...
- Lea! - zaśmiałem się, czując, że dziewczyna sypie we mnie mąką. Zamoczyłem łyżkę w ketchupie i wystrzeliłem nią, niczym jak z wyrzutni. Sos pomidorowy wylądował centralnie na jej włosach.
- Knezević! - syknęła, patrząc się na mnie roześmianymi oczami. Zabrała musztardę (swoją drogą, to po co ona, skoro nikt jej nie lubi?) i zamoczyła w nim palce.
Z uśmiechem wymalowanym na twarzy zbliżała się do mnie. Udając przerażonego na oślep się cofałem. Zatrzymały mnie dopiero drzwi wejściowe. Stanęła przede mną na jakieś kilkanaście centymetrów. Tak blisko... Dosłownie na wyciągnięcie ręki... Ledwo radziłem sobie z pokusą dotknięcia jej ciała...
Jej dłoń zatrzymała się na wysokości mojej twarzy. Zamoczone palce powoli zbliżały się do mojego policzka. Gdy go dotknęła, poczułem jak moje ciało przeszył dziwny, aczkolwiek przyjemny prąd. Przejechała nimi całą jego długość, a grymas radości nie znikał z jej twarzy. Że też nie wie, co się ze mną w tym momencie dzieje... Przy niej czułem się jak zakochany po uszy gówniarz. Co ta dziewczyna ze mną robi...
Odetchnąłem ciężej, gdy opuszki palców zetknęły się z moimi ustami. Przygryzła wargę, zerkając na mnie spod półprzymkniętych powiek. Niby tak po prostu mazała je musztardą...
Poczułem, że czas się zatrzymał. Powietrze napełniło się dziwną mieszanką uczuć. Nie liczył się nikt i nic, tylko ta mała brunetka, stojąca przede mną. Sto pięćdziesiąt osiem centymetrów miłości.
Wetschnęła cichutko, gdy uniosłem swoją rękę i dłonią ująłem jeden z jej policzków.
- Nie teraz... - szepnęła, powoli przesuwając się dalej, na drugą stronę mojej twarzy.
~*~*~*~
Jest sobota, godzina 21:17, Cro spóźnia się już kilkanaście minut. Ale jak to zawsze na koncercie... Ivan stoi tuż obok mnie, śmiejąc się pod nosem na mój widok. Nie wiem jakim cudem, ale wygrzebałam jego maskę pandy i zarzekłam się, że bez niej nie wyjdę. Nie miał wyboru, musiał się zgodzić!
- Pandzia, zobacz - wskazał palcem na scenę, która zaszła mgłą. Powiodłam za nim wzrokiem, raper właśnie wychodził na scenę. Wkoło same piski, ale jak to zawsze na koncertach... Pewnie sama i bym to robiła, gdyby nie mój towarzysz i... I jego ręce... Mruknęłam gardłowo, gdy przygarnął mnie do siebie. Oparł swoją brodę o moją głowę i słuchał Niemca razem ze mną.
Odśpiewał kilka piosenek, rozdał kilka płyt, a już niemal na samym końcu... Wyciągnął z kieszeni spodni kartkę...
- Wczoraj, dosłownie wczorajszym porankiem miałem niespodziewaną wizytę. Wpadł do mnie mój dobry znajomy, który swoją drogą mógłby częściej mnie odwiedzać, w końcu stąd do Stuttgartu jest niedaleko - cała sala się zaśmiała.
- Ale do rzeczy. Poprosił mnie o wyświadczenie jednej przysługi... Gdyby nie moja dobroć, wyciągnąłbym Cię na środek sceny i sam kazał to odczytać. Ale wiem, że jesteś niepoprawnym romantykiem, więc uczynię to za Ciebie.
Poczułam jak jego dłonie zacisnęły się mocniej wkoło mojej talii. Przymknęłam oczy, oddychając ciężej. To, co robił... Ojejciu.
- "Mam nadzieję, że w końcu uda Ci się zrozumieć, jak bardzo ważna dla mnie jesteś. To uczucie spadło tak nagle i na moje szczęście nie chce odejść. Wiesz co? Uwielbiam to, jak chodzisz w moich koszulkach, gotując i nucąc piosenki Carlo. - Uśmiechnął się - Szczerze, to Tobie jest o wiele lepiej w nich, niż mi - Ivan zachichotał, a ja uniosłam głowę, spoglądając na niego pytająco. Mrugnął do mnie i skupił się na tym, co mówił muzyk.
- Uwielbiam się przyglądać Tobie, gdy śpisz. Wtedy jesteś taka spokojna i za nic w świecie nie widać, przez co musiałaś przejść... Kocham czuć Twoje malutkie dłonie, nieśmiało błądzące po moim ciele. Kocham w Tobie wszystko, rozumiesz? Gdy trzymam Cię w ramionach, czuję się, jakbym miał cały swój świat przy sobie. Liczę, że to wreszcie zrozumiesz. Może ta piosenka Ci pomoże..."
- Ta dziewczyna ma szczęście - szepnęłam. Chociaż... Dziwnie się czułam, słysząc to, co mówił.
- Ten chłopak ma szczęście, że ma taką cudowną dziewczynę tuż obok - odpowiedział mi, uśmiechając się słodko. - Ale lepiej teraz posłuchajmy piosenki, dobrze?
Przytaknęłam mu i skupiłam się na tym, co robi Cro.
Odśpiewał kilka piosenek, rozdał kilka płyt, a już niemal na samym końcu... Wyciągnął z kieszeni spodni kartkę...
- Wczoraj, dosłownie wczorajszym porankiem miałem niespodziewaną wizytę. Wpadł do mnie mój dobry znajomy, który swoją drogą mógłby częściej mnie odwiedzać, w końcu stąd do Stuttgartu jest niedaleko - cała sala się zaśmiała.
- Ale do rzeczy. Poprosił mnie o wyświadczenie jednej przysługi... Gdyby nie moja dobroć, wyciągnąłbym Cię na środek sceny i sam kazał to odczytać. Ale wiem, że jesteś niepoprawnym romantykiem, więc uczynię to za Ciebie.
Poczułam jak jego dłonie zacisnęły się mocniej wkoło mojej talii. Przymknęłam oczy, oddychając ciężej. To, co robił... Ojejciu.
- "Mam nadzieję, że w końcu uda Ci się zrozumieć, jak bardzo ważna dla mnie jesteś. To uczucie spadło tak nagle i na moje szczęście nie chce odejść. Wiesz co? Uwielbiam to, jak chodzisz w moich koszulkach, gotując i nucąc piosenki Carlo. - Uśmiechnął się - Szczerze, to Tobie jest o wiele lepiej w nich, niż mi - Ivan zachichotał, a ja uniosłam głowę, spoglądając na niego pytająco. Mrugnął do mnie i skupił się na tym, co mówił muzyk.
- Uwielbiam się przyglądać Tobie, gdy śpisz. Wtedy jesteś taka spokojna i za nic w świecie nie widać, przez co musiałaś przejść... Kocham czuć Twoje malutkie dłonie, nieśmiało błądzące po moim ciele. Kocham w Tobie wszystko, rozumiesz? Gdy trzymam Cię w ramionach, czuję się, jakbym miał cały swój świat przy sobie. Liczę, że to wreszcie zrozumiesz. Może ta piosenka Ci pomoże..."
- Ta dziewczyna ma szczęście - szepnęłam. Chociaż... Dziwnie się czułam, słysząc to, co mówił.
- Ten chłopak ma szczęście, że ma taką cudowną dziewczynę tuż obok - odpowiedział mi, uśmiechając się słodko. - Ale lepiej teraz posłuchajmy piosenki, dobrze?
Przytaknęłam mu i skupiłam się na tym, co robi Cro.
- Es gibt vieles was man haben will
Doch Baby, Baby, Ich will nur dich
Egal wie viele Jahre vergehen
Ich warte im Stehen
Baby, Ich will nur dich
Egal wie viel Zeit du noch brauchst
Ich halt' das schon aus
Baby, Ich will nur dich
Egal was du willst, ich besorgs
Ich geb' dir mein Wort
Baby, Ich will nur dich
Ich will nur dich

Matko jakie to slodkie! Kochani tacy, niby nic a jednak :D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne ;*
Świetne. Ja chcę już następny. Pozdr ;-)
OdpowiedzUsuń