Pisnęłam, gdy po raz kolejny widok za moim oknem się rozjaśnił, chwilę potem znów pojawił się ten hałas. Nie wiedziałam, co robić. Nie było nikogo... Chociaż nie, był ktoś. Ivan. Ale... Pójść do niego? Jeszcze mnie wyśmieje...
Zakryłam się kołdrą, dygocąc ze strachu. Mimo tych prawie siedemnastu lat dalej się tego boję i chyba nigdy nie przestanę. Leżałam chwilę, myśląc, co zrobić. W końcu podniosłam się z łóżka i powoli ruszyłam do wyjścia. Może mi pomoże.
Nieśmiało uchyliłam drzwi od jego sypialni i stanęłam w progu. Jego łóżko było puste, stał przy oknie, wpatrując się w widoki. Po chwili się zreflektował i odwrócił do mnie przodem. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Stało się coś? - zapytał łagodnie, nie zmniejszając dystansu. W międyczasie niebo znów się rozbłysło, a potem grzmotnęło.
- Bboję się burzy... Mogę... Mogę posiedzieć tu z Tobą? - szepnęłam, a on począł kierować się w moją stronę.
- Jasne... Chodź - wskazał głową na łóżko. - Chyba że... Nie chcesz... - dodał niepewnie. Szczerze to sama nie wiedziałam, czego mogę się po sobie spodziewać. Chwilę staliśmy naprzeciw siebie, uważnie lustrując się spojrzeniem, dopóki nie postawiłam pierwszego kroku. Usiadłam na skraju łóżka, a on chwilę potem dołączył do mnie.
- Nie chcę Cię do niczego zmuszać...
- Ale to głupie, że się boję - fuknęłam, a on się cicho zaśmiał.
- Wiesz... Każdy się czegoś boi.. Bałem się o Ciebie każdego dnia... - nieśmiało przeciągnął opuszkami palców po moim ramieniu. Zadrżałam lekko, podnosząc wzrok na niego. Uważnie mi się przyglądał, nie przestając mnie dotykać. - Każdego cholernego dnia. Teraz też się boję. Że to kretyński sen, z którego się zaraz obudzę i znów nie będzie Cię w pobliżu...
- Csii... - teraz to ja bawiłam się w tego uspokajającego. - Jestem tu i.. Będę - rozchmurzył się, a ja ostrożnie musnęłam jego dłoń i ją ujęłam. Nie wiem, czemu to powiedziałam. Ale na pewno go to ucieszyło...
- Więc dalej uważasz, że strach jest czymś głupim..?
- Nie... - delikatnie przycisnął mnie do siebie. Westchnęłam, kładąc głowę na jego ramieniu. Dzięki jego obecności jakoś radziłam sobie z pogodą za oknem. Było... Lepiej.
- To idziemy spać..? - kiwnęłam głową na zatwierdzenie, podnosząc się. Wgramoliłam się pod kołdrę, a on kilka sekund potem leżał już obok mnie. Rozłożył ramiona, chcąc bym się w niego wtuliła. Przymknęłam oczy i zrobiłam to. Usłyszałam cichy pomruk zadowolenia z jego strony. Oparłam policzek o jego rozpaloną, nagą klatkę piersiową, pociągając nosem. Cudownie pachniał i był taki miękki... A jednocześnie pod dotykiem palców czułam rysujące się mięśnie.
- Śpij dobrze - wymamrotał mi we włosy, mocniej mnie obejmując. Uśmiechnęłam się lekko, dalej jeżdżąc palcami po jego torsie.
- Dobranoc - wyszeptałam, kilkanaście minut potem już śpiąc.
Znów to samo. Znów tam jestem.
A nie.. Jednak nie, uciekam.
Pędzę przed siebie jak szalona, nie patrząc się za siebie. To ta szansa, nie mogę jej zmarnować.
Biegnę.
Tracę siły.
Mijam wiele miejsc w Monachium, w którym się wychowałam. Allianz Arena, najpiękniejszy stadion. Ośrodek treningowy Lwów, tam, gdzie wszystko się zaczęło... Gdy pierwszy raz mnie zobaczyli. Od razu przypomniała mi się każda zaczepka, każdy komentarz wypowiedziany przez mojego oprawcę i Ivana, każda próba wyciągnięcia mnie z domu przez Knezevicia... Nigdy się nie dałam... Chociaż może powinnam? Może wyglądałoby to inaczej...?
Czuję jak ktoś łapie mnie za nadgarstek i mocno przyciąga do siebie. I ten śmiech... Skądś go znam...
- Mówiłem, że zawsze dostaję to, czego chcę - mruczy, przypierając mnie do zimnej ściany. O nie. To on.
Krzyczę.
Próbuję się wyrwać, ale na próżno.
Trzyma naprawdę mocno, sprawiając mi niemiłosierny ból. Ten uśmiech wywołany moją bezradnością powoduje u mnie płacz. Ciemne oczy lustrują moją buzię z ogromnym pragnieniem.
- Puść... - szepczę błagalnie, a on śmieje mi się prosto w twarz.
- Dasz mi to, czego chcę, to wtedy Cię puszczę - napiera na mnie swoim ciałem. Czuję to, czego nigdy nie powinnam i nigdy nie chcę od niego czuć... Pochyla się nade mną i próbuje mnie pocałować, a ja...
Podniosłam się do pozycji siedzącej, krzycząc ze strachu. To sen - pomyślałam. - Zwykły koszmar.
- Lea, co jest? - usłyszałam jego zdenerwowany głos. Po chwili poczułam jego dłoń na moim ramieniu.
- Miałam zły sen.. Śnił mi się... - nie pozwolił mi dokończyć, bo już czułam jak jego ramiona zaciskały się wkoło mnie. Przymknęłam oczy, pozwalając wypłynąć pojedynczej łzie.
- Csii... - gładził mnie po plecach. Wtuliłam się w niego z całej siły, potrzebowałam tego. Nie ważne, że on
- To się już nie powtórzy - próbował dodać mi otuchy. Pod wpływem jego kojącego tonu uspokajałam się coraz bardziej.
Położył mnie z powrotem na łóżku starając się nie puścić z uścisku.
- Zaśnij, to zwykły sen - dalej do mnie mówił, a ja uważnie się mu przyglądałam, panując nad łzami. Piwne oczy, mimo ciemności dalej błyszczały, jak za dnia. Nie żebym się im przypatrywała czy coś...
Pogładził mnie po policzku, obserwując moje reakcje. Odetchnęłam ciężej, po czym przymknęłam oczy.
- Nie zostawiaj mnie, dobrze? - szepnęłam cichutko.
- Nie zostawię, nigdy - odpowiedział mi tym samym tonem, przejeżdżając palcem po mojej wardze, przez co rozwarłam powieki. Był tak blisko... Ale, nie. Nie mogę.
~*~*~*~
Każda chwila, w trakcie której miałem ją w swoich ramionach... Była jak dar od losu. Na wyciągnięcie ręki, a jednocześnie... nieosiągalna. Nie chcę jej do niczego zmuszać, wywierać na niej żadnej presji, chcę, by sama (tak jak dzisiejszej nocy) podeszła, porozmawiała choć chwilę, przytuliła się... By była ze mną...
Uh, Knezević, nie za bardzo wysuwasz się z marzeniami? - podpowiadała mi świadomość. - Palant, którego nazywałeś przyjacielem, zniszczył to, rozumiesz? I teraz czeka Cię cholernie długa droga, byś to odbudował, wiesz? - Wiem - mruknąłem pod nosem, przyglądając się śpiącej nastolatce, która dalej leżała wtulona we mnie. Minęło kilkanaście minut od kiedy znów zasnęła. A ja nie mogłem. Wolałem się jej przypatrywać i przysłuchiwać spokojnemu oddechowi, czy też czuć bicie jej serca.
Po kilkunastu minutach poruszyła się z moich ramionach, po czym obróciła się na plecy. Westchnęła cicho, mamrocząc coś pod nosem. Była taka delikatna, niewinna... Lekko się uśmiechnęła, gdy odgarnąłem jej z twarzy niesforne kosmyki włosów. Jeszcze raz przejechałem palcem po jej policzku, po czym podjąłem próbę snu.
Rankiem obudziłem się sam. Ręką wymacałem miejsce obok. Było jeszcze ciepłe, czyli sama niedawno wstała. Przetarłem oczy i podniosłem się z łóżka. Już w drodze do wyjścia słyszałem muzykę. Skubana, znalazła moje płyty.
Po cichu wyszedłem ze swojej sypialni i skierowałem się do kuchni. Nucąc pod nosem piosenkę Cro kroiła pomidora. Obok niej stał toster, który właśnie przygotowywał resztę śniadania. Skradałem się na palcach, po czym zająłem miejsce na wysokim krześle, stojącym przy ladzie. Oparłem głowę na dłoniach i skupiłem swoją uwagę na
Przekładała przygotowany posiłek na talerz, a potem miała przenosić to na ladę, gdy mnie zauważyła. Uśmiechnęła się, kładąc jedzenie. Potem zabrała jeszcze dzbanek z sokiem pomarańczowym.
- Dzień dobry - szepnęła, zajmując miejsce obok mnie.
- Witam, jak się spało? - zapytałem, biorąc do ręki tosta.
- Bardzo dobrze. Dziękuję - jej policzki zaróżowiły się bardziej. Zatknąłem za ucho niesforny kosmyk. Odchrząknęła, chwytając w dłonie szklankę z napojem.
- Nie bój się - mruknąłem miękko. Nie chciałem by na mój widok drżała ze strachu. Obiecałem, że nie zrobię jej niczego wbrew jej woli. Po chwili podniosła wzrok i skupiła swoją uwagę na mnie.
- Baby, glaub mir das Beste – bist du - zanuciłem wraz z Carlo, który dalej leciał z głośników.
____________________
Lalalalal, jest coraz lepiej, co nie? XD I wtrąciliśmy Carlo<3 ale wiecie co? to dopiero początek, jeszcze będzie jeden wątek z nim :D oh ah

Znowu nawalam z komentowaniem, prawda? Ehhh, przepraszam :v
OdpowiedzUsuńRozdział jak zwykle fenomenalny ^^
I widzę już postęp w zachowaniu wobec Ivana, widzę więcej zaufania i mam nadzieję, że dalej będzie coraz lepiej :D
Chociaż Ty im pewnie jeszcze namieszasz, ehh :(
Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział :)
Kocham to czytać, najlepsi są...😃
OdpowiedzUsuńA najlepsze i tak jest to co nieoczywiste, OMG...😃 czekam na kolejne ❤️
Świetny rozdział. Lea i Ivan bardzo mi się podobają. Mam nadzieję że Lea będzie potrafiła po tym wszystkim zaufać Ivanowi i będzie z tego niezły happy end. Do następnego. Pozdr ;-)
OdpowiedzUsuńnapiszę bardzo inteligentny komentarz (jak zawsze xd )
OdpowiedzUsuńAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA <3 <3 <3 <3
Jeeejku jakie to jest przepiękne! ♥♥
OdpowiedzUsuńIvan.. widać, że chce się nią zaopiekować, chronić i kochać na każdym kroku. ♥
Czekam z niecierpliwością na kolejny
Buziaki :**
nigdy nie zrozumiem jak można się bać burzy XDDDD
OdpowiedzUsuńoni muszą być razem, MUSZĄ, inaczej Cię znajdę. :v
rozdział świetny :*
Komentuję to po raz 3 -.- XDD Internet mi zawsze pada jak czytam Twoje blogi :o Przypadek? Nje sondze xd
OdpowiedzUsuńWięc... xd
Rozdział genialny! :* Lea i Ivan są tacy słodcy że omg *.* Ona musi mu zaufać i muszą być razem! :D Chociaż znając Dominikę to wszystkiego można się spodziewać xd
Czekam na kolejny i pozdrawiam! :)