Znów Ją ma. Moją małą Leę. Tę, która wreszcie odważyła się na to, by mi zaufać. Uprowadził ją ponownie. Mój jedyny skarb...
Gonię ich co sił w nogach. Ale on jest sprytniejszy. A w dodatku nie sam. Ktoś pomaga mu wciągnąć małą do ciemnego wozu. Odjechali z piskiem opon.
Są coraz dalej, a ja tracę już siły... A nikt nie chce mi pomóc...
Gwałtownie się podniosłem, krzycząc by się zatrzymali. Cholera, zły sen. Zerknąłem na zegarek. Czwarta piętnaście. Powinienem spać, a nie śnić o możliwie najgoszym scenariuszu, jaki mógł się wydarzyć. O jej ponownej stracie...
Podniosłem się z łóżka, chcąc sprawdzić, czy przypadkiem nie obudziłem Leonii. Smacznie spała, wtulona w poduszki, cichutko pochrapując. Jakim to trzeba być złoczyńcą, by krzywdzić drugiego człowieka, w dodatku takiego, który nic nikomu nie zrobił... Na jej ramieniu dalek było widać ślady nacięć... Ile ona musiała przez niego nacierpieć...
Teraz była taka spokojna, wyciszona, niewinna... I jednocześnie taka... piękna... Miała w sobie "to coś", co mnie do niej przyciągnęło i nie chce odciągnąć.
Cofnąłem się po telefon, w duchu licząc, że nie zmieniła pozycji. Niewiele potem mogłem już podziwiać śpiącą Leonię na moim ekranie blokady. Taki słodki widok...
Czwarta czterdzieści dwa. Chyba pora spać, w końcu dziś mam prezentację...
Znalazłem się w swoim łóżku. Odczuwałem dziwną ulgę, wiedząc, że śpi w pomieszczeniu obok. Te chwile, gdy tam była... Dość często miałem w snach swoje wizje tego, co tam się działo... Te najgorsze. Tyle bólu i strachu...
Knezević, opanuj się - beształa mnie podświadomość. - Nie musisz się już martwić, jest tutaj, nic jej nie grozi. Jedyną osobą, która może jej coś zrobić jesteś Ty. Nikt więcej.
- Ivan, naprawdę, nie trzeba było - powiedziała Lea, gdy tylko dałem jej niewielkie pudełko, przewiązane czerwoną wstążką. Taki tam "prezencik". Muszę mieć z nią jakiś kontakt, gdy zacznie się znikanie z domu, w końcu sezon za pasem.
- Muszę mieć z Tobą jakiś kontakt - uparcie spierałem się.
- Nie potrzeba do tego iPhone'a... - westchnęła ciężko.
- Z tego co wiem, to Twój jest dawno zniszczony, więc od teraz będziesz miała ten.
- Ale nie mogę go przyjąć, wystarczy, że żyję dzięki Tobie i w dodatku na Twoją rękę - wywróciłem oczami. Co to dla kogoś takiego, kto jest ustawiony niemal na całe życie?
- Leonie - rzekłem surowo. Od razu spojrzała na mnie przerażona. - Wręcz się domagam tego, byś przyjęła ode mnie to pudełko i całą jego zawartość.
- Ivan, nie... - czekałem, aż się podda, cały czas przyglądając się jej twarzyczce. Uważnie się mi przypatrywała, a jej oczy nabierały większego błysku. - No dobra - po dłuższej chwili zmiękła. Uśmiechnąłem się triumfalnie, wygrałem. - Dziękuję... - szepnęła niepewnie.
Położyłem opakowanie na szafce i ostrożnie przysunąłem się bliżej niej. Znieruchomiała w oczekiwaniu na kolejny ruch. Zagryzłem wargi, delikatnie oplatając ją ramionami w pasie. Starała się spokojnie oddychać, ale wyczuwałem przyspieszone bicie jej serca.
- Csii... - mruknąłem, chcąc ją uspokoić.
Zerknąłem na nią. Miała szeroko rozwarte oczy, które mnie świdrowały. Te piękne paczadła powoli nabierały starego błysku... Jest coraz lepiej.
To, co się działo w moim ciele było... Nie do opisania. Trzymać kogoś, kogo ma się za centrum wszechświata w rękach... Niesamowite. Jej drobne ciałko idealnie przylegało do mojego... To nie może być przypadek...
- Dziękuję - wyszeptałem radośnie po dłuższej chwili. Po jednym z najpiękniejszych momentów. Lekko drgnęła i uniosła głowę. Jej oczy patrzyły się na mnie z dziwną mieszanką uczuć. Dalej nie umiałem rozwikłać tej zagadki, którą stanowiły właśnie one.
Gonię ich co sił w nogach. Ale on jest sprytniejszy. A w dodatku nie sam. Ktoś pomaga mu wciągnąć małą do ciemnego wozu. Odjechali z piskiem opon.
Są coraz dalej, a ja tracę już siły... A nikt nie chce mi pomóc...
Gwałtownie się podniosłem, krzycząc by się zatrzymali. Cholera, zły sen. Zerknąłem na zegarek. Czwarta piętnaście. Powinienem spać, a nie śnić o możliwie najgoszym scenariuszu, jaki mógł się wydarzyć. O jej ponownej stracie...
Podniosłem się z łóżka, chcąc sprawdzić, czy przypadkiem nie obudziłem Leonii. Smacznie spała, wtulona w poduszki, cichutko pochrapując. Jakim to trzeba być złoczyńcą, by krzywdzić drugiego człowieka, w dodatku takiego, który nic nikomu nie zrobił... Na jej ramieniu dalek było widać ślady nacięć... Ile ona musiała przez niego nacierpieć...
Teraz była taka spokojna, wyciszona, niewinna... I jednocześnie taka... piękna... Miała w sobie "to coś", co mnie do niej przyciągnęło i nie chce odciągnąć.
Cofnąłem się po telefon, w duchu licząc, że nie zmieniła pozycji. Niewiele potem mogłem już podziwiać śpiącą Leonię na moim ekranie blokady. Taki słodki widok...
Czwarta czterdzieści dwa. Chyba pora spać, w końcu dziś mam prezentację...
Znalazłem się w swoim łóżku. Odczuwałem dziwną ulgę, wiedząc, że śpi w pomieszczeniu obok. Te chwile, gdy tam była... Dość często miałem w snach swoje wizje tego, co tam się działo... Te najgorsze. Tyle bólu i strachu...
Knezević, opanuj się - beształa mnie podświadomość. - Nie musisz się już martwić, jest tutaj, nic jej nie grozi. Jedyną osobą, która może jej coś zrobić jesteś Ty. Nikt więcej.
- Ivan, naprawdę, nie trzeba było - powiedziała Lea, gdy tylko dałem jej niewielkie pudełko, przewiązane czerwoną wstążką. Taki tam "prezencik". Muszę mieć z nią jakiś kontakt, gdy zacznie się znikanie z domu, w końcu sezon za pasem.
- Muszę mieć z Tobą jakiś kontakt - uparcie spierałem się.
- Nie potrzeba do tego iPhone'a... - westchnęła ciężko.
- Z tego co wiem, to Twój jest dawno zniszczony, więc od teraz będziesz miała ten.
- Ale nie mogę go przyjąć, wystarczy, że żyję dzięki Tobie i w dodatku na Twoją rękę - wywróciłem oczami. Co to dla kogoś takiego, kto jest ustawiony niemal na całe życie?
- Leonie - rzekłem surowo. Od razu spojrzała na mnie przerażona. - Wręcz się domagam tego, byś przyjęła ode mnie to pudełko i całą jego zawartość.
- Ivan, nie... - czekałem, aż się podda, cały czas przyglądając się jej twarzyczce. Uważnie się mi przypatrywała, a jej oczy nabierały większego błysku. - No dobra - po dłuższej chwili zmiękła. Uśmiechnąłem się triumfalnie, wygrałem. - Dziękuję... - szepnęła niepewnie.
Położyłem opakowanie na szafce i ostrożnie przysunąłem się bliżej niej. Znieruchomiała w oczekiwaniu na kolejny ruch. Zagryzłem wargi, delikatnie oplatając ją ramionami w pasie. Starała się spokojnie oddychać, ale wyczuwałem przyspieszone bicie jej serca.
- Csii... - mruknąłem, chcąc ją uspokoić.
Zerknąłem na nią. Miała szeroko rozwarte oczy, które mnie świdrowały. Te piękne paczadła powoli nabierały starego błysku... Jest coraz lepiej.
To, co się działo w moim ciele było... Nie do opisania. Trzymać kogoś, kogo ma się za centrum wszechświata w rękach... Niesamowite. Jej drobne ciałko idealnie przylegało do mojego... To nie może być przypadek...
- Dziękuję - wyszeptałem radośnie po dłuższej chwili. Po jednym z najpiękniejszych momentów. Lekko drgnęła i uniosła głowę. Jej oczy patrzyły się na mnie z dziwną mieszanką uczuć. Dalej nie umiałem rozwikłać tej zagadki, którą stanowiły właśnie one.
~*~*~*~
W uszach miałam słuchawki, słuchałam playlisty Ivana, przyrządzając obiadokolację. Kneziego nie było, był na treningu. Pierwszym w nowym zespole.
Wkładałam zapiekankę z piekarnika, gdy nadeszło piknięcie oznaczające nowego SMSa. Pisał, że niedługo ma być i że ma dla mnie propozycję. Ciekawe jaką.
Jakieś cztery piosenki potem ktoś zabrał mi właśnie czytaną książkę. Ivan.
- Hej, mała - przysiadł się obok, wzrok przenosząc na stronę, na której skończyłam. Czytałam "Rolanda", pierwszą część siedmioksięgu "Mrocznej wieży" Stephena Kinga. - Dobry wybór - stwierdził z uznaniem. Wiadomo, w końcu to jego książki. Uśmiechnęłam się, gdy podniósł wzrok. To spojrzenie... Patrzył się w taki... Inny sposób.
- Eee... O co Ci chodziło z propozycją..? - odezwałam się, gdy przypomniałam sobie o czymś takim, jak język.
- Byś wyszła z domu - odpowiedział zadowolony. Ja? Wyjść stąd...?
- Jjak...?
- Chcę byś wiedziała coś o mieście, w którym mieszkamy. Przy okazji sam poznam okolicę, a nie tylko trasę z mieszkania na boisko i z powrotem - zaśmiał się słodko. - Chcesz iść?
- Jasne! - pisnęłam podekscytowana. Wreszcie wyjdę gdzieś indziej, niż na ten durny taras. - Ale... Co jak zobaczy nas ktoś z Twojej drużyny...?
- Nikt nie zobaczy... Idziemy sami, a nawet jeśli... To nie jest ich interes.
- No dobrze.. Ale najpierw zjedzmy, okej? - przystał na to z ogromną chęcią.
Zwiedziliśmy tyyyyle miejsc! Norymberga ma swój urok. Piękny rynek oraz ratusz wraz z okolicą... Idealna!
Nie czułam żadnego przerażenia, ni nic, tylko... Takie bezpieczeństwo... Pewność, że nic mi się nie stanie.
- Podobało się? - zapytał, gdy wieczorem wróciliśmy do domu.
- I to bardzo! - dawno nie czułam takiej radości. A to wszystko dzieki zwykłemu,wyjściu... Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, po czym uciekł do kuchni, pewnie miał zamiar zrobić nam coś ciepłego do picia.
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Akurat leciał maraton "Szybkich i Wściekłych", więc zostawiłam. Wrócił niedługo potem, dodatkowo przynosząc popcorn. Zgadł, o co mi chodzi.
- Zapowiada się maraton? - zwrócił się do mnie. Kiwnęłam głową na potwierdzenie i zapytalam:
- Na którą masz trening?
- Trener powiedział, bym przyszedł do niego indywidualnie... I kiedy tylko chcę.
- Czyli bez niczego możesz obejrzeć ze mną choć połowę filmów?
- Ależ oczywiście - ucieszyłam się, że będę miała go z kim obejrzeć. Tata niby też oglądał, ale specjalnie go nie ciągnęły takie rzeczy.
Tak bardzo się wciagnęłam w akcję, że z początku nie czułam, jak jego ręka zawędrowała za moje plecy. Co jakiś czas delikatnie je muskał, dlatego od razu się nie połapałam. Próbowałam zwalczyć wewnętrzną chęć odrzucenia tego gestu, nie chciałam psuć atmosfery i tego, że wreszcie jest spokój. Poza tym... Było to przyjemne. Bardzo przyjemne...
W którymś momencie ogarnęło mnie zmęczenie. A jego ramię pełniło idealną poduszkę... Przymknęłam powieki, a jego ręka oplotła mnie w pasie. Mruknęłam coś pod nosem, a Chorwat się cicho zaśmiał.
- Śpij, mała. Śpij... - wyszeptał mi na ucho, przenosząc mnie do sypialni.
Wkładałam zapiekankę z piekarnika, gdy nadeszło piknięcie oznaczające nowego SMSa. Pisał, że niedługo ma być i że ma dla mnie propozycję. Ciekawe jaką.
Jakieś cztery piosenki potem ktoś zabrał mi właśnie czytaną książkę. Ivan.
- Hej, mała - przysiadł się obok, wzrok przenosząc na stronę, na której skończyłam. Czytałam "Rolanda", pierwszą część siedmioksięgu "Mrocznej wieży" Stephena Kinga. - Dobry wybór - stwierdził z uznaniem. Wiadomo, w końcu to jego książki. Uśmiechnęłam się, gdy podniósł wzrok. To spojrzenie... Patrzył się w taki... Inny sposób.
- Eee... O co Ci chodziło z propozycją..? - odezwałam się, gdy przypomniałam sobie o czymś takim, jak język.
- Byś wyszła z domu - odpowiedział zadowolony. Ja? Wyjść stąd...?
- Jjak...?
- Chcę byś wiedziała coś o mieście, w którym mieszkamy. Przy okazji sam poznam okolicę, a nie tylko trasę z mieszkania na boisko i z powrotem - zaśmiał się słodko. - Chcesz iść?
- Jasne! - pisnęłam podekscytowana. Wreszcie wyjdę gdzieś indziej, niż na ten durny taras. - Ale... Co jak zobaczy nas ktoś z Twojej drużyny...?
- Nikt nie zobaczy... Idziemy sami, a nawet jeśli... To nie jest ich interes.
- No dobrze.. Ale najpierw zjedzmy, okej? - przystał na to z ogromną chęcią.
Zwiedziliśmy tyyyyle miejsc! Norymberga ma swój urok. Piękny rynek oraz ratusz wraz z okolicą... Idealna!
Nie czułam żadnego przerażenia, ni nic, tylko... Takie bezpieczeństwo... Pewność, że nic mi się nie stanie.
- Podobało się? - zapytał, gdy wieczorem wróciliśmy do domu.
- I to bardzo! - dawno nie czułam takiej radości. A to wszystko dzieki zwykłemu,wyjściu... Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, po czym uciekł do kuchni, pewnie miał zamiar zrobić nam coś ciepłego do picia.
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Akurat leciał maraton "Szybkich i Wściekłych", więc zostawiłam. Wrócił niedługo potem, dodatkowo przynosząc popcorn. Zgadł, o co mi chodzi.
- Zapowiada się maraton? - zwrócił się do mnie. Kiwnęłam głową na potwierdzenie i zapytalam:
- Na którą masz trening?
- Trener powiedział, bym przyszedł do niego indywidualnie... I kiedy tylko chcę.
- Czyli bez niczego możesz obejrzeć ze mną choć połowę filmów?
- Ależ oczywiście - ucieszyłam się, że będę miała go z kim obejrzeć. Tata niby też oglądał, ale specjalnie go nie ciągnęły takie rzeczy.
Tak bardzo się wciagnęłam w akcję, że z początku nie czułam, jak jego ręka zawędrowała za moje plecy. Co jakiś czas delikatnie je muskał, dlatego od razu się nie połapałam. Próbowałam zwalczyć wewnętrzną chęć odrzucenia tego gestu, nie chciałam psuć atmosfery i tego, że wreszcie jest spokój. Poza tym... Było to przyjemne. Bardzo przyjemne...
W którymś momencie ogarnęło mnie zmęczenie. A jego ramię pełniło idealną poduszkę... Przymknęłam powieki, a jego ręka oplotła mnie w pasie. Mruknęłam coś pod nosem, a Chorwat się cicho zaśmiał.
- Śpij, mała. Śpij... - wyszeptał mi na ucho, przenosząc mnie do sypialni.
____________________
Postanowiłam, że nie będę taka zła i Was nie zostawię XD Cholernie chce mi się pisać, a mam tu +12 rozdziałów, haha :D
Jestem dziś, a nie jutro, bo jak pisałam w zeszłym tygodniu, jadę do Warszawy :') mam jutro jeden z najważniejszych dni swojego marnego żywota.

Maraton "Szybkich i Wściekłych" Kocham tę serie filmów 💘
OdpowiedzUsuńA rozdział to już w ogóle meeeega *.*
Czekam na więcej ❤
Misia moja kochana ♥ miłego pobytu w Wawce :*
OdpowiedzUsuńPs jaki sliczny Ivan mmmm :D
Ps2 chyba nie musze pisać jak swietny jest ten rozdzial, Ty powinnas wiedziec to najlepiej :D czekamczekamczekam! :*
Rozdział świetny! :3 Zresztą jak zawsze! :D
OdpowiedzUsuń"Szybcy i Wściekli" <3 Omg! I życie staje się lepsze :3
Haha xd
Czekam na kolejny i mam nadzieję że będzie szybko ^^
Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;d
Czemu ja wcześniej nie weszłam na tego bloga? Złaaaaa ja XD
OdpowiedzUsuńBardzo, ale to bardzo mi się podoba. Co z tego, że nie wiem o kim czytam (jeszcze!), fabuła mi się podoba i to jak piszesz.
To słodkie, że chłopak (nie pamiętam jak się nazywa haha) pomaga Leonie. Zwłaszcza po tym wszystkim...
Także... czekam na nowy i prosze powiadamiaj mnie o nowych rozdziałach na: http://blanaaa.blogspot.com/p/spam.html
Pozdrawiam! ♥
Świetny rozdział. Co prawda dopiero niedawno natrafiłam na Twojego bloga, ale bardzo mi się podoba i postanawiam zaglądać tu przy każdym nowym rozdziale. Do następnego. Pozdr ;-)
OdpowiedzUsuńJakie to jest.. OMG. Pisz dalej bo kochane!
OdpowiedzUsuń