- Jesteś pewna, że sama sobie poradzisz? - zapytałem ją, gdy powoli kierowała się do łazienki. Szła ostrożnie, chciała pokazać, że sama potrafi... Przyglądałem się jej, drżąc o to, co może się stać, gdy postawi kolejny krok. Nie chciałbym by skończyło się tak, że nie tyle co przed Kjodoviego, a przeze mnie stała się jej największa krzywda..
- Tak.. na pewno - próbowała mnie zapewnić, chociaż do końca jej nie wierzyłem. Widzę, że jest słaba i to w cholerę bardzo... - Jeśli długo nie będę wychodziła, to możesz wejść, nie zamykam drzwi.
- Dobrze - kiwnąłem głową. Gdy zniknęła w pomieszczeniu, wróciłem do swoich czynności. Miałem jeszcze kilka dni wolnego, potem prezentacja w zespole i przygotowanie do sezonu... Będę musiał jakoś pogodzić to wszystko ze sobą, nie mogę jej zostawiać samej.. Mimo tego, że zewnętrznie może wyglądać, że wszystko jest ok, to w środku... W środku mogą rozgrywać się same najgorsze rzeczy...
Z chwilowej zadumy wyrwał mnie dzwonek telefonu. Koussou. O nie.. Zaczyna się.
- Siema sta... - starałem się mówić pełen entuzjazmu, choć strach zaczął brać górę. Co, jeśli się dowiedział...
~ Spierdoliła, czy Ty to rozumiesz?! ~ krzyczał do słuchawki. Głębiej odetchnąłem, przygotowując się do roli.
- CO?! JAKIM CUDEM?!
~ SKĄD JA TO MAM DO CHOLERY WIEDZIEĆ?? Nie wiem jakim cudem znalazła siły, by wybić okno i nim wyjść... Mam nadzieję, że nikt, NIKT o tym nie wiedział i nie wie ~ na sam koniec wypowiedzi jego ton diametralnie się zmienił. Stał się oschły i... wrogi. Jakbym był jego wrogiem.
- Nikt nie wie! Tylko Ty i ja...
~ Może jednak dyskretnie po nocach się z nią zabawiałeś, co?
- Ja w przeciwieństwie do Ciebie jej nie dotknąłem. NIGDY.
~ Jaaasneeee. Lepiej mi powiedz, gdzie mogę jej szukać.
- Zastanówmy się przez chwilę, gdzie Ty jesteś. W lesie, prawda? TO TAM JEJ KURWA SZUKAJ - chyba niepotrzebnie wybuchłem, ale znów działał mi na złość. Jakby nie mógł dać sobie z nią spokoju...
~ Pakuj dupsko do Monachium i szukaj jej ze mną. Też tam byłeś.. I jeśli by udało się jej uciec, to odpowiadałbyś za współudział...
- Sorry, ale nie. Mam swoje życie, nie będę sobie zawracał dupy Twoją osobą, cześć - rozłączyłem się bez pożegnania. Poderwałem się z miejsca i ruszyłem do łazienki, sprawdzić, czy coś z tego usłyszała..
- Lea... - wyszeptałem, otwierając drzwi. Siedziała skulona na podlodze, ukrywając twarz w dłoniach. Cholera, czy to jest ten mój gorszy dzień?
- Znajdzie mnie... - wyłkała, nie podnosząc głowy. Przykucnąłem obok niej, ostrożnie dotykając jej ramienia. Zadrżała, po czym zaczęła szlochać.
- Nie pozwolę na to, by się do Ciebie zbliżył. Przecież Ci to obiecałem.
- Boję się... Co, jeśli wtedy Ciebie nie będzie?.. Przecież zawodowo grasz w piłkę...
- Zrobię wszystko, byś była bezpieczna. Nawet kosztem siebie...
- Dlaczego to robisz?.. - milczałem. - Robiłeś podobnie do niego... Razem... Jesteście przyjaciółmi, prawda?
- Byliśmy... - rzekłem, a ona smutno kiwnęła glową. - Przez to, co Ci robił... On sam to zniszczył. Fakt, oboje próbowaliśmy u Ciebie, ale nie spodziewałem się, że posunie się tak daleko...
- Właśnie widzę, jak próbowaliście...
- Lea... Naprawdę mi na Tobie zależy... - szepnąłem ledwosłyszalnie momentalnie gryząc się w język. Przyznałem się jej, prawda? Podniosła głowę. Jako pierwsze uwagę przykuły jej załzawione oczy, przez które pękało mi serce. Potem spojrzenie, które wyrażało co najmniej zdziwienie. Gdybym tylko mógł inaczej...
- Przepraszam.. - powiedziałem tym samym tonem, cofając się. - Nie powinienem..
- Nie, po prostu... Chcę zostać sama.
- Ddobrze... - posniosłem się z kuca i opuściłem łazienkę.
Już na dzień dobry zrujnowałem wszystkie postanowienia... Brawo Knezević, zjebałeś.
Te słowa były... Niesamowite. Nie do opisania. Ale.. Przecież to on po części zniszczyl moje życie.. Nie, nie powinnam... Przynajmniej nie teraz. To wszystko... Wymaga czasu. Nie rzucę się mu tak w ramiona, pełna wdzięczności. To... Za trudne. Ale widzę jego starania... Sama chęć pomagania, już wtedy... Mógł zrobić ze mną to samo, co mój oprawca, prawda? A nie uczynił tego... Zresztą... Leonie, spokój - zganiłam się w myślach.
Podniosłam się z zimnej, kafelkowanej podłogi i powoli ruszyłam przed siebie, w stronę umywalki. Oparłam na niej ręce i spojrzałam w odbicie lustra. To co ujrzałam... Wręcz mnie przeraziło. Nierówno odrastające włosy, przekrwione i załzawione oczy... To nie mogłam być ja...
Odwróciłam się plecami do zwierciadła i wyszłam z łazienki. Ivan buszował w kuchni, więc chyba nie usłyszał otwieranych i zamykanych drzwi. Przemknęłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. To tak nie może wyglądać... Nie może...
Swoje zacisze opuściłam wtedy, gdy Knezevic obwieścił, że obiad jest już zrobiony. Usiadłam naprzeciw jego i talerza pełnego zapiekanki makaronowej. Postarał się i to bardzo...
- Smacznego - rzekł niepewnie, uważnie mi się przyglądając.
- Dziękuję i wzajemnie - odparłam, chwytając do ręki widelec. Po chwili w ustach miałam już pierwszy kęs posiłku. Jak na faceta to nieźle gotuje...
- Kto Cię uczył gotować?
- Mama - zaśmiał się uroczo. - Muszę sobie jakoś radzić tutaj, w Niemczech.. Jak wracam do Chorwacji, to od razu zapominam o tym, co umiem!
- Tak.. na pewno - próbowała mnie zapewnić, chociaż do końca jej nie wierzyłem. Widzę, że jest słaba i to w cholerę bardzo... - Jeśli długo nie będę wychodziła, to możesz wejść, nie zamykam drzwi.
- Dobrze - kiwnąłem głową. Gdy zniknęła w pomieszczeniu, wróciłem do swoich czynności. Miałem jeszcze kilka dni wolnego, potem prezentacja w zespole i przygotowanie do sezonu... Będę musiał jakoś pogodzić to wszystko ze sobą, nie mogę jej zostawiać samej.. Mimo tego, że zewnętrznie może wyglądać, że wszystko jest ok, to w środku... W środku mogą rozgrywać się same najgorsze rzeczy...
Z chwilowej zadumy wyrwał mnie dzwonek telefonu. Koussou. O nie.. Zaczyna się.
- Siema sta... - starałem się mówić pełen entuzjazmu, choć strach zaczął brać górę. Co, jeśli się dowiedział...
~ Spierdoliła, czy Ty to rozumiesz?! ~ krzyczał do słuchawki. Głębiej odetchnąłem, przygotowując się do roli.
- CO?! JAKIM CUDEM?!
~ SKĄD JA TO MAM DO CHOLERY WIEDZIEĆ?? Nie wiem jakim cudem znalazła siły, by wybić okno i nim wyjść... Mam nadzieję, że nikt, NIKT o tym nie wiedział i nie wie ~ na sam koniec wypowiedzi jego ton diametralnie się zmienił. Stał się oschły i... wrogi. Jakbym był jego wrogiem.
- Nikt nie wie! Tylko Ty i ja...
~ Może jednak dyskretnie po nocach się z nią zabawiałeś, co?
- Ja w przeciwieństwie do Ciebie jej nie dotknąłem. NIGDY.
~ Jaaasneeee. Lepiej mi powiedz, gdzie mogę jej szukać.
- Zastanówmy się przez chwilę, gdzie Ty jesteś. W lesie, prawda? TO TAM JEJ KURWA SZUKAJ - chyba niepotrzebnie wybuchłem, ale znów działał mi na złość. Jakby nie mógł dać sobie z nią spokoju...
~ Pakuj dupsko do Monachium i szukaj jej ze mną. Też tam byłeś.. I jeśli by udało się jej uciec, to odpowiadałbyś za współudział...
- Sorry, ale nie. Mam swoje życie, nie będę sobie zawracał dupy Twoją osobą, cześć - rozłączyłem się bez pożegnania. Poderwałem się z miejsca i ruszyłem do łazienki, sprawdzić, czy coś z tego usłyszała..
- Lea... - wyszeptałem, otwierając drzwi. Siedziała skulona na podlodze, ukrywając twarz w dłoniach. Cholera, czy to jest ten mój gorszy dzień?
- Znajdzie mnie... - wyłkała, nie podnosząc głowy. Przykucnąłem obok niej, ostrożnie dotykając jej ramienia. Zadrżała, po czym zaczęła szlochać.
- Nie pozwolę na to, by się do Ciebie zbliżył. Przecież Ci to obiecałem.
- Boję się... Co, jeśli wtedy Ciebie nie będzie?.. Przecież zawodowo grasz w piłkę...
- Zrobię wszystko, byś była bezpieczna. Nawet kosztem siebie...
- Dlaczego to robisz?.. - milczałem. - Robiłeś podobnie do niego... Razem... Jesteście przyjaciółmi, prawda?
- Byliśmy... - rzekłem, a ona smutno kiwnęła glową. - Przez to, co Ci robił... On sam to zniszczył. Fakt, oboje próbowaliśmy u Ciebie, ale nie spodziewałem się, że posunie się tak daleko...
- Właśnie widzę, jak próbowaliście...
- Lea... Naprawdę mi na Tobie zależy... - szepnąłem ledwosłyszalnie momentalnie gryząc się w język. Przyznałem się jej, prawda? Podniosła głowę. Jako pierwsze uwagę przykuły jej załzawione oczy, przez które pękało mi serce. Potem spojrzenie, które wyrażało co najmniej zdziwienie. Gdybym tylko mógł inaczej...
- Przepraszam.. - powiedziałem tym samym tonem, cofając się. - Nie powinienem..
- Nie, po prostu... Chcę zostać sama.
- Ddobrze... - posniosłem się z kuca i opuściłem łazienkę.
Już na dzień dobry zrujnowałem wszystkie postanowienia... Brawo Knezević, zjebałeś.
~*~*~*~
Te słowa były... Niesamowite. Nie do opisania. Ale.. Przecież to on po części zniszczyl moje życie.. Nie, nie powinnam... Przynajmniej nie teraz. To wszystko... Wymaga czasu. Nie rzucę się mu tak w ramiona, pełna wdzięczności. To... Za trudne. Ale widzę jego starania... Sama chęć pomagania, już wtedy... Mógł zrobić ze mną to samo, co mój oprawca, prawda? A nie uczynił tego... Zresztą... Leonie, spokój - zganiłam się w myślach.
Podniosłam się z zimnej, kafelkowanej podłogi i powoli ruszyłam przed siebie, w stronę umywalki. Oparłam na niej ręce i spojrzałam w odbicie lustra. To co ujrzałam... Wręcz mnie przeraziło. Nierówno odrastające włosy, przekrwione i załzawione oczy... To nie mogłam być ja...
Odwróciłam się plecami do zwierciadła i wyszłam z łazienki. Ivan buszował w kuchni, więc chyba nie usłyszał otwieranych i zamykanych drzwi. Przemknęłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. To tak nie może wyglądać... Nie może...
Swoje zacisze opuściłam wtedy, gdy Knezevic obwieścił, że obiad jest już zrobiony. Usiadłam naprzeciw jego i talerza pełnego zapiekanki makaronowej. Postarał się i to bardzo...
- Smacznego - rzekł niepewnie, uważnie mi się przyglądając.
- Dziękuję i wzajemnie - odparłam, chwytając do ręki widelec. Po chwili w ustach miałam już pierwszy kęs posiłku. Jak na faceta to nieźle gotuje...
- Kto Cię uczył gotować?
- Mama - zaśmiał się uroczo. - Muszę sobie jakoś radzić tutaj, w Niemczech.. Jak wracam do Chorwacji, to od razu zapominam o tym, co umiem!
- Fakt, mama najlepiej gotuje... - ciut się zasępiłam. Od kiedy moja mama się od nas wyprowadziła, gotowanie spadło na mnie... A że nie miał mnie kto nauczyć, to wyglądało to jak po omacku. Tata też nie umie, uczył się ode mnie. Właśnie, tata...
- Ivan... - szepnęłam, skupiając wzrok na moim gmeraniu widelcem w talerzu.
- Tak...? - spytał niepewnie.
- Co jest z moim tatą..?
- Uhh... Jak ostatnio go widziałem, to był... W kiepskim stanie - zacisnęłam wargi. Mój biedny, zapracowany tata... - W zeszłym miesiącu zarząd odesłał go na przymusowy urlop..
Rozpłakałam się. Mój tata cierpi. Bo mnie nie ma... Usłyszałam zgrzyt przesuwanego krzesła, a po chwili czułam jego ramioma zaciskające się wkoło moich. Wtuliłam się w jego pierś, próbując stłumić łzy.
- On... mnie potrzebuje... - wyłkałam.
- Ale nie mogę Cię zawieźć do Monachium, nie chcę by stała Ci się krzywda... Wiesz, że on dalej tam jest... - próbował się o mnie troszczyć, ale tato był w tym momencie ważniejszy od mojej egzystencji.
- Chcę się z nim zobaczyć...
- Zobaczysz... Ale na pewno nie teraz. Muszę sam z nim o tym porozmawiać, a teraz Cię nie zostawię. Zresztą, co ja pletę... W ogóle Cię tu nie zostawię. Będę zawsze przy Tobie..
Znów te jego magiczne słowa... Co ja mam z nimi zrobić? Uwierzyć w nie? Tak po prostu?
A tata? Z tego co mówi... To jest z nim źle... I to bardzo źle.
- Ivan... Boję się Tobie zaufać - jego serce załomotało smutno pod wpływem moich słów.
- Zrobię wszystko, byś zaczęła mi ufać... Wszystko, słyszysz?
- Sprowadź tu mojego tatę, proszę... - lekko uniosłam głowę, przez co nasze brody prawie się ze sobą dotykały.
- Spotkacie się, ale... Nie teraz. Nie mogę tego od tak załatwić. Potrzeba czasu...
- On się załamie... Ponad dwa miesiące, rozumiesz to?! - znów widok mi się zamazał... Głupie łzy. Knezevic ostrożnie starł słone kropelki kciukami.
- Rozumiem... Ale teraz nie będzie musiał tyle czekać... Poza tym, nie może wiedzieć o tym, co się stało. Odpowiem za współudział, Koussou zamkną, a potem jak wyjdzie, będzie się odgrażał... A tego chyba nikt nie chce, prawda? - odetchnęłam głębiej. Odpowiedź była za oczywista...
_________________________
Coraz częściej miewam odczucie, że piszę sama dla siebie ;_; a nie jest to przyjemne uczucie.
Chyba w kolejnym tygodniu nic nie dodam, i to nie tylko dlatego, że za tydzień, o tej porze będę w drodze do mojego Misia (💖), ale chyba zrobię sobie przerwę od publikowania tego, co piszę. A so, mam prawo do przeżywania stanów depresyjnych, spowodowanych aktywnością.
Do zobaczenia MOŻE za tydzień!

Nie piszesz dla siebie:) Rozdział świetny =) czekam ☺
OdpowiedzUsuńJa czytam! :3 Więc dla siebie nie piszesz, tylko dla nas wszystkich ;D
OdpowiedzUsuńRozdział świetny i aż chcę i nie mogę się doczekać kolejnego! ;)
Czekam na kolejny, bo trzymasz w napięciu ^^
Buziaki! :*
bardzo interesująca historia, naprawde. byłam zaskoczona czytając. szczerze mówiąc to nie wiem jak bym postąpiła na miejscu Leonie. trudno by mi było zaufać, ale może po tym co sie stało chociaż bym spróbowała. jeśli potrzwbujesz przerwy to okej, ale nie zapominaj że my tu czekamy na dalsze rozdziały. postaram sie w miare moich możliwości komentować, bo czytać bede na pewno. pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuń