piątek, 22 maja 2015

04.

          Co noc śniłam o tym, że mnie ratuje. Potem budziłam się z płaczem, bo wiem, że to nie nadejdzie... Aż do dziś...
          - Uwolnię Cię - powtórzył, uwalniając moje dłonie. Tak samo uczynił z kostkami. Poczułam się taka...  Wolna... 
          - Podnieś ręce do góry - spełniłam jego słowa, po czym poczułam, jak materiał koszulki, którą miałam ociera się o moje ciało. Jęknęłam. Boli. 
          - Przepraszam - szepnął przepraszająco. Zacisnęłam wargi, czekając na koniec. Starałam się ignorować uszczypnięcia powodowane dotykiem na bolących miejscach. W sumie nie jest to wywołane tylko tym, że czuję ból. Ktoś mnie dotyka. Mężczyzna...
          - Co się ze mną stanie? - zapytałam, czując jak jego dłonie delikatnie dotykają mojego ciała. - Wrócę do taty? - zobaczę go? Znów będziemy razem? Po długich tygodniach rozłąki?
          - Nie... - zabolało. - Nie zostaniesz w Monachium, prędzej czy później by Cię dopadł...
          - To co ze mną będzie?
          - Zamieszkasz ze mną - jak to... Nie myślałam o takiej formie ratunku... - Uważaj, ubiorę Cię do końca - przeciągnął przez moje ręce materiał, który mimowolnie dotykał ranek. Tak samo było z nogami, gdy zakładał coś na nie. Uniósł moje biodra i założył materiał do końca. - Za chwilę stąd wyjdziemy, tylko będę musiał sfingować Twoją ucieczkę.
          - Boję się...
          - Nic się nie bój, proszę.
          - Będziesz mi robić to samo, co on? - wyszeptałam ledwosłyszalnie.
          - Za żadne skarby świata... - usłyszałam trzask wybijanej szyby. Zakryłam uszy ze strachu. Chwilę potem złapał mnie za nadgarstki i odciągnął je stamtąd. Czułam obrzydzenie do niego, a także do siebie...
          - Chodźmy - ujął moje dłonie i podniósł do góry, chcąc mnie wyprowadzić. Znów poczułam się jak marionetka, nie miałam siły...
          Bez najmniejszego problemu wziął mnie na ręce i opuściliśmy chatkę. Niedługo potem siedziałam już na miękkim fotelu, przypinał mnie pasami do niego.
          - Zdejmiesz mi to...? - dotknęłam szmatki, którą dalej miałam zasłonięte oczy. Po chwili już to uczynił.
          - Mogłem wcześniej, moja wina - rozwarłam powieki i zerknęłam na niego. Przyglądał się mi, zaciskając wargi, jakby się czegoś bał. Spuściłam głowę. - Jesteś gotowa, by raz na zawsze się z tym pożegnać? - kiwnęłam nieśmiało na zatwierdzenie. Przejechał opuszkami palców po moim ramieniu. Zadygotałam ze strachu. - Musisz być tego pewna, nie chcę robić niczego wbrew Tobie.
          - Jestem gotowa.
          - Dziękuję - ścisnął moją dłoń, swoją drugą trzymając na kierownicy. Ostrożnie przekręciłam się na bok, a głowę oparłam na zagłówku. Patrzyłam się na chłopaka, dopóki powieki nie zaczęły mi ciążyć. 

          - Lea... obudź się - pogładził mnie po policzku. Momentalnie rozwarłam powieki. - Dojechaliśmy.
          Wypiął mnie z pasów i pomógł się podnieść. Znów byłam w jego ramionach.
          - Zaraz będziesz spać dalej.
          Byłam za bardzo śpiąca, by jakkolwiek zareagować na odległość, jaka była między mną, a nim. A powinnam się bać... Mógł zrobić mi to samo co Koussou... Mimo tych obietnic... Może też zwiąże mnie i gdzieś zamknie? I skrzywdzi?... 
          Położył mnie na miękkim materacu w łóżku i okrył kołdrą. 
          - Potrzebujesz czegoś? 
          - Na razie nic... Dziękuję za to co zrobiłeś... 
          - Musiałem to zrobić. Wiem, że zachowywałem się jak kretyn. Ale chcę to naprawić.. Porozmawiamy rano, jak się wyśpisz, dobranoc - musnął ustami moje czoło. - Będę w pokoju obok.
          - Dobranoc - usłyszałam jak cicho zamyka drzwi. 
          Mówił to wszystko z takim przekonaniem... Gdybym tylko mogła, to bez zawahania bym mu uwierzyła. Ale się boję, cholernie bardzo. Na pewno nie teraz. Będę podchodzić do tego z dystansem...


~*~*~*~


          Kofeina dalej działała, nie mogłem spać. Piąta nad ranem, a ja nie śpię.
          Bez sensu krążyłem po pokoju, dopóki nie zachciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i nalałem sobie napoju do szklanki. Przed ugaszeniem pragnienia powstrzymał mnie krzyk. Jej krzyk.
          Przerażony poderwałem się do jej sypialni. Ukrywała twarz w poduszkach, tłumiąc łkania.
          - Leonie.. - wyszeptałem nerwowo, próbując ją unieść.
          - Zostaw! - krzyczała. - Nie dotykaj mnie! Zrobisz to samo...
          - Gdybym miał to uczynić, zrobiłbym to na samym początku. Uwierz mi, że chcę Ci tylko i wyłącznie pomóc - przynajmniej teraz, reszta przyjdzie potem...
          Nim mi odpowiedziała musiała minąć dobra chwila.
          - Sądzisz, że.. Że mój tata nie podoła temu? Że Ty jesteś lepszy? - uniosła głowę i spojrzała na mnie załzawionymi oczami.
          - Nic z tych rzeczy! - zaprzeczyłem. - Kodjovi jest w Monachium i nie ma na razie zamiaru się przenosić z tego miasta. A jeśli Cię znajdzie, to znów będzie tak samo, a nawet... - urwałem, czując odrazę. Mała znów w jego rękach... - A ja tego nie chcę, słyszysz? 
          - Dlaczego nie umiecie zostawić mnie w spokoju? - zapytała, a moje serce przepełniło się bólem. Mogłem inaczej zacząć...
          - Nie umiem Ci na to odpowiedzieć... To... To za trudne do pojęcia. Przepraszam..
          Spojrzała na mnie swoimi cudnymi paczadłami. Wyrażały one strach, zdenerwowanie i wszystkie negatywne emocje jakie były możliwe. 
          - Kiedyś to zrozumiesz - wyszeptałem. Kiedyś zrozumiesz, że robię to wszystko z miłości... 
          - Wytłumacz mi, czemu to robisz?
          - Lea... To nie jest czas na takie rozmowy. Zresztą... Mówiłem Ci, że nie zrozumiesz, sam mam problemy ze zrozumieniem ogromu sprawy.
          Bo zakochanie się w nastolatce to rzecz wręcz niemożliwa. Co sobie pomyślą inni ludzie? Jak będą o mnie mówić? Zginę w świecie, jak się dowiedzą, że moje serce podbiła dziewczyna, którą jeszcze musiałem ratować z rąk jednej z najbliższych mi osób. Oni tego nie zrozumieją...
          - Po prostu mi zaufaj - dodałem jeszcze ciszej.
          - Jak mam Ci ufać, skoro ukrywasz coś przede mną?
          - Po prostu dbam o Twoje bezpieczeństwo... Nie mogę Ci teraz o tym powiedzieć, ale obiecuję - położyłem swoją dłoń na sercu - że kiedy wszystko się uspokoi, dowiesz się, dlaczego to wszystko robię.
          Kiwnęła głową, ziewając.
          - Połóż się spać - delikatnie położyłem swoją dłoń na jej, leżącej na kołdrze. Momentalnie ją cofnęła. Westchnąłem i podniosłem się z łóżka. - Sen dobrze Ci zrobi.
          Zacisnęła wargi i opadła na poduszki.
          - Dobranoc - powiedziała cicho, a ja się lekko uśmiechnąłem.
          - Śpij dobrze, Leonie.


_____________
I takim oto sposobem znajdujemy się w Norymberdze ^^ 
Akcja chyba się teraz uspokoi...:D ale do czasu
Do zobaczenia za tydzień :) 


2 komentarze:

  1. Szkoda dziewczyny, ale mam nadzieje ze jakos mu zaufa i to wszystko sie ulozy :) czekam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamusiu moja najukochańsza! *-*
    Jakie to jest przepiękne!!!!!!! ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
    Biedna Leonie, mam nadzieję, że Ivan obdarzy ją opieką najbardziej jak będzie potrafił.
    A w końcu jej powie, że się w niej zakochał
    o jeeeeju *-*
    Czekam z niecierpliwością na kolejny
    Buziaki :********

    OdpowiedzUsuń