- Uwolnię Cię - powtórzył, uwalniając moje dłonie. Tak samo uczynił z kostkami. Poczułam się taka... Wolna...
- Podnieś ręce do góry - spełniłam jego słowa, po czym poczułam, jak materiał koszulki, którą miałam ociera się o moje ciało. Jęknęłam. Boli.
- Przepraszam - szepnął przepraszająco. Zacisnęłam wargi, czekając na koniec. Starałam się ignorować uszczypnięcia powodowane dotykiem na bolących miejscach. W sumie nie jest to wywołane tylko tym, że czuję ból. Ktoś mnie dotyka. Mężczyzna...
- Co się ze mną stanie? - zapytałam, czując jak jego dłonie delikatnie dotykają mojego ciała. - Wrócę do taty? - zobaczę go? Znów będziemy razem? Po długich tygodniach rozłąki?
- Co się ze mną stanie? - zapytałam, czując jak jego dłonie delikatnie dotykają mojego ciała. - Wrócę do taty? - zobaczę go? Znów będziemy razem? Po długich tygodniach rozłąki?
- Nie... - zabolało. - Nie zostaniesz w Monachium, prędzej czy później by Cię dopadł...
- To co ze mną będzie?
- Zamieszkasz ze mną - jak to... Nie myślałam o takiej formie ratunku... - Uważaj, ubiorę Cię do końca - przeciągnął przez moje ręce materiał, który mimowolnie dotykał ranek. Tak samo było z nogami, gdy zakładał coś na nie. Uniósł moje biodra i założył materiał do końca. - Za chwilę stąd wyjdziemy, tylko będę musiał sfingować Twoją ucieczkę.
- Boję się...
- Nic się nie bój, proszę.
- Będziesz mi robić to samo, co on? - wyszeptałam ledwosłyszalnie.
- Za żadne skarby świata... - usłyszałam trzask wybijanej szyby. Zakryłam uszy ze strachu. Chwilę potem złapał mnie za nadgarstki i odciągnął je stamtąd. Czułam obrzydzenie do niego, a także do siebie...
- Chodźmy - ujął moje dłonie i podniósł do góry, chcąc mnie wyprowadzić. Znów poczułam się jak marionetka, nie miałam siły...
Bez najmniejszego problemu wziął mnie na ręce i opuściliśmy chatkę. Niedługo potem siedziałam już na miękkim fotelu, przypinał mnie pasami do niego.
- Zdejmiesz mi to...? - dotknęłam szmatki, którą dalej miałam zasłonięte oczy. Po chwili już to uczynił.
- Mogłem wcześniej, moja wina - rozwarłam powieki i zerknęłam na niego. Przyglądał się mi, zaciskając wargi, jakby się czegoś bał. Spuściłam głowę. - Jesteś gotowa, by raz na zawsze się z tym pożegnać? - kiwnęłam nieśmiało na zatwierdzenie. Przejechał opuszkami palców po moim ramieniu. Zadygotałam ze strachu. - Musisz być tego pewna, nie chcę robić niczego wbrew Tobie.
- Jestem gotowa.
- Dziękuję - ścisnął moją dłoń, swoją drugą trzymając na kierownicy. Ostrożnie przekręciłam się na bok, a głowę oparłam na zagłówku. Patrzyłam się na chłopaka, dopóki powieki nie zaczęły mi ciążyć.
- To co ze mną będzie?
- Zamieszkasz ze mną - jak to... Nie myślałam o takiej formie ratunku... - Uważaj, ubiorę Cię do końca - przeciągnął przez moje ręce materiał, który mimowolnie dotykał ranek. Tak samo było z nogami, gdy zakładał coś na nie. Uniósł moje biodra i założył materiał do końca. - Za chwilę stąd wyjdziemy, tylko będę musiał sfingować Twoją ucieczkę.
- Boję się...
- Nic się nie bój, proszę.
- Będziesz mi robić to samo, co on? - wyszeptałam ledwosłyszalnie.
- Za żadne skarby świata... - usłyszałam trzask wybijanej szyby. Zakryłam uszy ze strachu. Chwilę potem złapał mnie za nadgarstki i odciągnął je stamtąd. Czułam obrzydzenie do niego, a także do siebie...
- Chodźmy - ujął moje dłonie i podniósł do góry, chcąc mnie wyprowadzić. Znów poczułam się jak marionetka, nie miałam siły...
Bez najmniejszego problemu wziął mnie na ręce i opuściliśmy chatkę. Niedługo potem siedziałam już na miękkim fotelu, przypinał mnie pasami do niego.
- Zdejmiesz mi to...? - dotknęłam szmatki, którą dalej miałam zasłonięte oczy. Po chwili już to uczynił.
- Mogłem wcześniej, moja wina - rozwarłam powieki i zerknęłam na niego. Przyglądał się mi, zaciskając wargi, jakby się czegoś bał. Spuściłam głowę. - Jesteś gotowa, by raz na zawsze się z tym pożegnać? - kiwnęłam nieśmiało na zatwierdzenie. Przejechał opuszkami palców po moim ramieniu. Zadygotałam ze strachu. - Musisz być tego pewna, nie chcę robić niczego wbrew Tobie.
- Jestem gotowa.
- Dziękuję - ścisnął moją dłoń, swoją drugą trzymając na kierownicy. Ostrożnie przekręciłam się na bok, a głowę oparłam na zagłówku. Patrzyłam się na chłopaka, dopóki powieki nie zaczęły mi ciążyć.
- Lea... obudź się - pogładził mnie po policzku. Momentalnie rozwarłam powieki. - Dojechaliśmy.
Wypiął mnie z pasów i pomógł się podnieść. Znów byłam w jego ramionach.
- Zaraz będziesz spać dalej.
- Zaraz będziesz spać dalej.
Byłam za bardzo śpiąca, by jakkolwiek zareagować na odległość, jaka była między mną, a nim. A powinnam się bać... Mógł zrobić mi to samo co Koussou... Mimo tych obietnic... Może też zwiąże mnie i gdzieś zamknie? I skrzywdzi?...
Położył mnie na miękkim materacu w łóżku i okrył kołdrą.
- Potrzebujesz czegoś?
- Na razie nic... Dziękuję za to co zrobiłeś...
- Musiałem to zrobić. Wiem, że zachowywałem się jak kretyn. Ale chcę to naprawić.. Porozmawiamy rano, jak się wyśpisz, dobranoc - musnął ustami moje czoło. - Będę w pokoju obok.
- Dobranoc - usłyszałam jak cicho zamyka drzwi.
Mówił to wszystko z takim przekonaniem... Gdybym tylko mogła, to bez zawahania bym mu uwierzyła. Ale się boję, cholernie bardzo. Na pewno nie teraz. Będę podchodzić do tego z dystansem...
Kofeina dalej działała, nie mogłem spać. Piąta nad ranem, a ja nie śpię.
Bez sensu krążyłem po pokoju, dopóki nie zachciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i nalałem sobie napoju do szklanki. Przed ugaszeniem pragnienia powstrzymał mnie krzyk. Jej krzyk.
Przerażony poderwałem się do jej sypialni. Ukrywała twarz w poduszkach, tłumiąc łkania.
- Leonie.. - wyszeptałem nerwowo, próbując ją unieść.
- Zostaw! - krzyczała. - Nie dotykaj mnie! Zrobisz to samo...
- Gdybym miał to uczynić, zrobiłbym to na samym początku. Uwierz mi, że chcę Ci tylko i wyłącznie pomóc - przynajmniej teraz, reszta przyjdzie potem...
Nim mi odpowiedziała musiała minąć dobra chwila.
- Sądzisz, że.. Że mój tata nie podoła temu? Że Ty jesteś lepszy? - uniosła głowę i spojrzała na mnie załzawionymi oczami.
- Nic z tych rzeczy! - zaprzeczyłem. - Kodjovi jest w Monachium i nie ma na razie zamiaru się przenosić z tego miasta. A jeśli Cię znajdzie, to znów będzie tak samo, a nawet... - urwałem, czując odrazę. Mała znów w jego rękach... - A ja tego nie chcę, słyszysz?
~*~*~*~
Kofeina dalej działała, nie mogłem spać. Piąta nad ranem, a ja nie śpię.
Bez sensu krążyłem po pokoju, dopóki nie zachciało mi się pić. Poszedłem do kuchni i nalałem sobie napoju do szklanki. Przed ugaszeniem pragnienia powstrzymał mnie krzyk. Jej krzyk.
Przerażony poderwałem się do jej sypialni. Ukrywała twarz w poduszkach, tłumiąc łkania.
- Leonie.. - wyszeptałem nerwowo, próbując ją unieść.
- Zostaw! - krzyczała. - Nie dotykaj mnie! Zrobisz to samo...
- Gdybym miał to uczynić, zrobiłbym to na samym początku. Uwierz mi, że chcę Ci tylko i wyłącznie pomóc - przynajmniej teraz, reszta przyjdzie potem...
Nim mi odpowiedziała musiała minąć dobra chwila.
- Sądzisz, że.. Że mój tata nie podoła temu? Że Ty jesteś lepszy? - uniosła głowę i spojrzała na mnie załzawionymi oczami.
- Nic z tych rzeczy! - zaprzeczyłem. - Kodjovi jest w Monachium i nie ma na razie zamiaru się przenosić z tego miasta. A jeśli Cię znajdzie, to znów będzie tak samo, a nawet... - urwałem, czując odrazę. Mała znów w jego rękach... - A ja tego nie chcę, słyszysz?
- Dlaczego nie umiecie zostawić mnie w spokoju? - zapytała, a moje serce przepełniło się bólem. Mogłem inaczej zacząć...
- Nie umiem Ci na to odpowiedzieć... To... To za trudne do pojęcia. Przepraszam..
Spojrzała na mnie swoimi cudnymi paczadłami. Wyrażały one strach, zdenerwowanie i wszystkie negatywne emocje jakie były możliwe.
- Kiedyś to zrozumiesz - wyszeptałem. Kiedyś zrozumiesz, że robię to wszystko z miłości...
- Wytłumacz mi, czemu to robisz?
- Lea... To nie jest czas na takie rozmowy. Zresztą... Mówiłem Ci, że nie zrozumiesz, sam mam problemy ze zrozumieniem ogromu sprawy.
Bo zakochanie się w nastolatce to rzecz wręcz niemożliwa. Co sobie pomyślą inni ludzie? Jak będą o mnie mówić? Zginę w świecie, jak się dowiedzą, że moje serce podbiła dziewczyna, którą jeszcze musiałem ratować z rąk jednej z najbliższych mi osób. Oni tego nie zrozumieją...
- Po prostu mi zaufaj - dodałem jeszcze ciszej.
- Jak mam Ci ufać, skoro ukrywasz coś przede mną?
- Po prostu dbam o Twoje bezpieczeństwo... Nie mogę Ci teraz o tym powiedzieć, ale obiecuję - położyłem swoją dłoń na sercu - że kiedy wszystko się uspokoi, dowiesz się, dlaczego to wszystko robię.
Kiwnęła głową, ziewając.
- Połóż się spać - delikatnie położyłem swoją dłoń na jej, leżącej na kołdrze. Momentalnie ją cofnęła. Westchnąłem i podniosłem się z łóżka. - Sen dobrze Ci zrobi.
Zacisnęła wargi i opadła na poduszki.
- Dobranoc - powiedziała cicho, a ja się lekko uśmiechnąłem.
- Śpij dobrze, Leonie.
- Jak mam Ci ufać, skoro ukrywasz coś przede mną?
- Po prostu dbam o Twoje bezpieczeństwo... Nie mogę Ci teraz o tym powiedzieć, ale obiecuję - położyłem swoją dłoń na sercu - że kiedy wszystko się uspokoi, dowiesz się, dlaczego to wszystko robię.
Kiwnęła głową, ziewając.
- Połóż się spać - delikatnie położyłem swoją dłoń na jej, leżącej na kołdrze. Momentalnie ją cofnęła. Westchnąłem i podniosłem się z łóżka. - Sen dobrze Ci zrobi.
Zacisnęła wargi i opadła na poduszki.
- Dobranoc - powiedziała cicho, a ja się lekko uśmiechnąłem.
- Śpij dobrze, Leonie.
_____________
I takim oto sposobem znajdujemy się w Norymberdze ^^
Akcja chyba się teraz uspokoi...:D ale do czasu
Do zobaczenia za tydzień :)
Szkoda dziewczyny, ale mam nadzieje ze jakos mu zaufa i to wszystko sie ulozy :) czekam:)
OdpowiedzUsuńO mamusiu moja najukochańsza! *-*
OdpowiedzUsuńJakie to jest przepiękne!!!!!!! ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Biedna Leonie, mam nadzieję, że Ivan obdarzy ją opieką najbardziej jak będzie potrafił.
A w końcu jej powie, że się w niej zakochał
o jeeeeju *-*
Czekam z niecierpliwością na kolejny
Buziaki :********