Od dobrych dwóch tygodni trener dziwnie się zachowywał. Wyglądał na totalnie załamanego.. Kodjovi wręcz przeciwnie, tryskał radością i dziwną satysfakcją.. Jak na złość nie chciał mi powiedzieć, czym jest to spowodowane... Jeszcze o dziwo od dłuższego czasu nie było Leonie... Prawie zawsze przychodziła...
- Panie trenerze, co się stało? - odważyłem się wreszcie zapytać Fröhlinga, a on tylko spojrzał na mnie smutno.
- Moja mała córeczka... Zniknęła - nie wierzyłem własnym uszom. Jak to?!
- Ale... Jak to...
- Wyszła na imprezę i... Nie wróciła... - rozwarłem szeroko oczy.
- Kiedy?!
- W piątek dwa tygodnie temu widziałem ją ostatni raz... - piątek... Chwila.
Wtedy też widziałem ją ostatni raz.. Na treningu... Kjodi też... Kjodi... kurwa. Już niedługo będziesz inaczej śpiewać... Nie mógł tego zrobić... No kurwa nie.
- Spokojnie, znajdzie się - próbowałem go pocieszyć, chociaż byłem zajęty analizą wszystkich faktów.
Kodjovi i ja cholernie bardzo chcieliśmy się z nią umówić. Dziewczyna ideał, boże. Mało takich mądrych, a jednocześnie pięknych... Mimo tych swoich nastu lat. Ale Nono powoli posuwał za daleko... I jeśli on stoi za zniknięciem córki trenera, to chyba go zabiję...
Zależało mi nie tylko na jej wyrwaniu... Dziwnie to zabrzmi, bo faceci zazwyczaj nie rozmawiają... A zresztą, kto będzie tego słuchać.
- Wracaj trenować, młody. Musisz pokazać innym klubom, kogo chcą nam zabrać - Niemiec wysilił się na uśmiech.
- Tak jest szefie! - zasalutowałem i ruszyłem trenować.
Moje ciało wykonywało ćwiczenia, mózg zaś analizował wszystkie możliwe opcje. Nie wyglądała na osobę, która miałaby wrogów, jej ojciec tak samo... Może matka? No ale...
I jeśli zrobił to Koussou, to co może jej robić... Chyba nie gra tam z nią w żadne gierki planszowe. A więc... Momentalnie zamarłem, gdy uświadomiłem to sobie. O nie...
- Knezi, co z Tobą? - zapytał zadowolony z życia przyjaciel, gdy tylko mnie zauważył przed szatnią. - Jedziemy do mnie? Będzie zajebiście...
- Gwałcąc Leonię? - dokończyłem za niego, na co się zdziwił. Mam go w garści.
- Co Ty do mnie mówisz?
- Nie rób ze mnie idioty, proszę Cię! Posunąłeś się za daleko...
- Skąd to kurwa wiesz - złapał mnie za koszulkę i pchnął na ścianę.
- JAK TAK KURWA MOGŁEŚ?!
- Normalnie... Nawet nie wiesz, jaka to świetna zabawa mieć ją dla siebie, kiedy tylko chcesz.
- Jaki Ty pojebany jesteś. Zrozumiałbym wszystko, WSZYSTKO kurwa. Ale porwanie?
- Jakiś problem?
- Ty nim jesteś. Ty i Twoje zachowanie. Oszalałeś z tą obsesją!
- Eee, wcale nie jesteś lepszy. Przyznaj się, ile razy chciałeś ją zaliczyć. Teraz masz do tego pełne prawo. Kiedy tylko chcesz.
Racja, chciałem. Z jednej strony to kuszące... Cholernie bardzo. Ale jeszcze nie oszalałem, dziewczyna nie jest po to, by tylko uprawiać z nią seks... A nie chcę także skończyć w więzieniu za wielokrotny gwałt.
Wstrzymałem się i spojrzałem na niego z pogardą.
- Sorry, ale nie.
- Nie to nie. A tylko piśniesz komukolwiek słówko.. - warknął. - Nie ręczę.
- Zostaw mnie do cholery! - odepchnąłem go od siebie i walnąłem prosto w nos. Jęknął z bólu. Minąłem go obojętnie i ruszyłem do swojego samochodu. Mój najlepszy przyjaciel... Jak on tak mógł... Odpaliłem silnik i skierowałem się do swojego mieszkania.
Muszę coś z tym zrobić... Mam go wkopać na policję? Skoro nawet nie wiem, w jakim jest stanie... Powiedzieć jej ojcu? Facet się załamie całkowicie, a ja zniszczę mu karierę... Kurwa, jestem w kropce. Muszę sam sobie poradzić... Jakoś ją wyciągnąć...
Kilka dni zajęło mi obmyślanie całego planu, jak ją uwolnić. Gdybym tylko wiedział, gdzie odejdę, byłoby mi łatwiej, mógłbym ją tam wywieźć, a tak to... Ale jeszcze najpierw muszę zrobić krok do przodu...
Przy pomocy Moritza dogadałem się z Kodjovim. Lecz mimo to, w głębi duszy dalej nienawidziłem go za to, co jej robi. Chyba Leitner nic nie wie o jego poczynaniach... Może dobrze...
Nasze kontakty wracały na poprzednie tory, jakbyśmy nigdy się nie pobili. Nikt nie rozmawiał o Leonie. Do czasu...
- Sorry, ale nie.
- Nie to nie. A tylko piśniesz komukolwiek słówko.. - warknął. - Nie ręczę.
- Zostaw mnie do cholery! - odepchnąłem go od siebie i walnąłem prosto w nos. Jęknął z bólu. Minąłem go obojętnie i ruszyłem do swojego samochodu. Mój najlepszy przyjaciel... Jak on tak mógł... Odpaliłem silnik i skierowałem się do swojego mieszkania.
Muszę coś z tym zrobić... Mam go wkopać na policję? Skoro nawet nie wiem, w jakim jest stanie... Powiedzieć jej ojcu? Facet się załamie całkowicie, a ja zniszczę mu karierę... Kurwa, jestem w kropce. Muszę sam sobie poradzić... Jakoś ją wyciągnąć...
***
Kilka dni zajęło mi obmyślanie całego planu, jak ją uwolnić. Gdybym tylko wiedział, gdzie odejdę, byłoby mi łatwiej, mógłbym ją tam wywieźć, a tak to... Ale jeszcze najpierw muszę zrobić krok do przodu...
Przy pomocy Moritza dogadałem się z Kodjovim. Lecz mimo to, w głębi duszy dalej nienawidziłem go za to, co jej robi. Chyba Leitner nic nie wie o jego poczynaniach... Może dobrze...
Nasze kontakty wracały na poprzednie tory, jakbyśmy nigdy się nie pobili. Nikt nie rozmawiał o Leonie. Do czasu...
- Zabieram Cię dziś do niej, musisz ją sprawdzić - mruknął rozmarzony. Wzdrygnąłem się. Minął już miesiąc od jej "zaginięcia". Fröhling został odesłany na przymusowy urlop, facet ledwo sobie z tym radzi. Ja zresztą też. Trudno mi ukrywać to, co wiem... Cholernie trudno.
- Po takich rewelacjach, jakie jej sprawiłeś, to wąpię, czy ją zadowolę.
- Tym to się nie martw, tylko jedź za mną! - zaśmiał się, wsiadając do swojego samochodu. Udając zadowolonego, przewróciłem oczami. Już niedługo się dowiem, co z nią...
Po drodze zajechaliśmy jeszcze do maka, po coś na przekąskę. Coś mnie podkusiło, by wziąć więcej. Może się przydać..
Jechaliśmy zakorkowaną wylotówką. Nieźle musiał się natrudzić, by to znaleźć... Skręciliśmy w lasek i przejechaliśmy dobry kilometr, nim się zatrzymaliśmy.
- To tu - wskazał na niewielką chatę. - Możesz robić z nią co chcesz całe popołudnie. Kluczyk od wejścia jest w garneczku, obok drzwi. Do zobaczenia! - wsiadł z powrotem i odjechał, zostawiając mnie samego.
Dziś nawet nie próbowałem się zabrać za realizację planu. Od razu by się zczaił, że ja za tym stoję. Nie dziś...
Wziąłem kluczyk i otworzyłem kłódkę, którą schowałem potem do kieszeni spodenek. Pociągnąłem do siebie drzwi, czując coraz szybsze bicie serca. Co mnie może tam spotkać? Zmasakrowana Lea? Może jeszcze gorzej?
W środku ciemno. I cicho. Chociaż... Zaraz. Słychać charczenia. Ledwosłyszalne, ale chociaż jakieś...
- Zostaw mnie... - z drugiego końca chatki doszedł mnie cichy szept.
- Leonie... - na dźwięk moich słów się rozpłakała. Momentalnie pobiegłem do niej. Do środka wpadło trochę światła, więc mogłem zobaczyć jak wygląda.
To co widziałem... Jak on może tak robić z drugim człowiekiem?! Pocięta niemal od stóp do głów... Strasznie wychudzona... Kucnąłem przed nią i zsunąłem chustę z jej oczu. Tych, które zawsze były radosne... Mimo tego, że zachowywaliśmy się jak idioci. Dziś były przekrwione, załzawione...
- Zrób to szybko i odejdź, proszę... - błagała mnie, dalej płacząc.
- Co on z Tobą robi...
- Dwadzieścia pięć...
- Tyle razy tu był? - kiwnęła mi głową na zatwierdzenie.
- Pić.. - poprosiła. Przygryzłem wargę i momentalnie wyleciałem na zewnątrz, do auta. Prócz butelki wody wyjąłem apteczkę i coś do jedzenia... Myślałem, że tylko intuicja trzyma się kobiet... O dziwo moje przeczucie dziś mnie nie zawiodło... Nim wróciłem, zabrałem jeszcze scyzoryk.
Stanąłem w drzwiach. Wpatrywała się w nie półprzytomnie.
- Ustaniesz? - zaprzeczyła. Westchnąłem. - Poradzimy sobie inaczej - powoli do niej podszedłem i rozstawiłem się ze wszystkim.
Najpierw woda. Piła tak łapczywie, jakby nie dawał jej tego od kilku dni... On jest serio pojebany, czy co? Gdy wziąłem do rąk nóż, zaczęła krzyczeć.
- Chcę tylko rozciąć linę... Potem obmyję Ci nacięcia i ciało. Nie zrobię Ci tego, co on. Obiecuję - zrobiła się potulniejsza. Rozciąłem i zdjąłem linę, widząc ogromne ślady od szamotaniny. Od nich zacząłem... Syknęła z bólu. Zacisnąłem wargi, kontynuując.
- Kiedy on Ci to zrobił? - spytałem, przejeżdżając wacikiem nasączonym w wodzie utlenionej obok nacięć na jej brzuchu. Jej ciało... Takie piękne i nagie, a jednocześnie takie poranione i wrażliwe... Muszę ją wyciągnąć... On ją wykończy.
- Jak był ostatnio... Chyba... Chyba było to wczoraj...
- Csii - pogładziłem ją po policzku. Zadrżała. - Masz, zjedz - podsunąłem jej opakowanie, a ona rzuciła się na nie, jakby nie jadła co najmniej od tygodnia. Spoglądałem na nią dyskretnie. Taka biedna, taka bezbronna, niewinna... A on to wykorzystuje...
- Najedzona? - zwróciłem się do niej, gdy cała zawartość zniknęła.
- Dziękuję... - wyszeptała, a ja się lekko uśmiechnąłem. Siedzieliśmy w milczeniu. Starałem się na nią nie patrzeć, nie chciałem, by czuła się niekomfortowo, bo niemal zjadam ją wzrokiem.
- Wiesz, że będę musiał Cię znów związać? Wpuścił mnie tu tylko dlatego, bo myślał, że Cię skrzywdzę... - oczy zrobiły się jej jak pięciozłotówki. - Ale obiecuję, będę tu przyjeżdżać i Ci pomagać - na razie tu, a potem...
__________________________
Oh, moje kochanie bohaterem :')
boziu, z chęcią bym się zabrała za pisanie dalej, mam tyle pomysłów, ale w końcu będę musiała go skończyć... a wystarczy, że mam kolejny pomysł na ff z Knezeim XD
Proszę Was o opinie, chciałąbym wiedzieć, kto to czyta...:)

Kocham tego bloga 😍 nienawidzę tego typa -_- biedna dziewczyna :( czekam na następny <3
OdpowiedzUsuńPrzepraszam. przepraszam! :C
OdpowiedzUsuńNie było mnie ostatnio :C przepraszam! :CCCCC
Co za... Nie mogę uwierzyć jak on tak może robić...
Współczuje jej. :C
Czekam na kolejny
Buziaki ;***
Ivan aka superbohater, hmmm lubię to ^^
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że jak najszybciej uratuje Leonie, tak bardzo mi jej szkoda :(
Kodjovi...dla takich typów powinna być przymusowa kastracja bez znieczulenia, a później kilka innych tortur :v
Czekam na nowy :)
Nadrobiłam! :D Haha xd Tydzień bez internetów i już się można pogubić xd
OdpowiedzUsuńNo więc.. Rozdział świetny, cudowny i wgl! :3
Co za typ! ;__; Zabić go i się skończy! Bo jak jej nie zostawi to ja tam przyjdę i jom uratuję! :o
Czekam na kolejny! :*