Znów to dziwne uczucie.
Niepokój.
Strach.
Mam tego powoli dość... A nikt tego nie rozumie. Nawet ci najbliżsi. Jestem z tym sama... Zresztą jak zawsze.
Niepokój.
Strach.
Mam tego powoli dość... A nikt tego nie rozumie. Nawet ci najbliżsi. Jestem z tym sama... Zresztą jak zawsze.
- Hej piękna - moich uszu dobiegł ten głos. Głos, który napawał mnie strachem od jakiegoś czasu. Kodjovi Koussou.
Zignorowałam go i szłam uparcie dalej. Znów się bałam, on jest przerażający... I... Zdolny do wszystkiego...
Zignorowałam go i szłam uparcie dalej. Znów się bałam, on jest przerażający... I... Zdolny do wszystkiego...
- Nawet jeśli będziesz się starać, to przede mną nie uciekniesz - zaśmiał się, z łatwością mnie doganiając.
- Daj mi wreszcie spokój!
- Kjovi! - do rozmowy dołączył się Chorwat. - Oh, Leonie.
- Fajnie, że chociaż Ty pamiętasz moje imię - mruknęłam z ironią.
- Wiem o Tobie kwiatuszku więcej niż myślisz - nerwowo przełknęłam ślinę. Tymczasem Knezević podszedł do mnie. Mimo tych swoich 174 cm wzrostu dalej był wyższy ode mnie.
- Może jednak się zgodzisz? - wymruczał na ucho, odrobinę się pochylając. Zamarłam, czując jego rozpalony oddech tuż przy szyi.
- Czego nie rozumiesz w znaczeniu słowa nie?!
- Mała, spokojnie - Koussou stanął po mojej drugiej stronie. Zacisnęłam zęby i rękoma utorowałam sobie drogę.
- Już niedługo będziesz inaczej śpiewać... - usłyszałam na odchodne od przyjaciela Ivana. Czemu akurat ja? No czemu?
Biegiem wróciłam do domu, by w miarę szybko puścić w niepamięć zdarzenie sprzed ośrodka treningowego. Potem się odstresować, bo wychodzę z paczką do klubu. Taka tam odskocznia od szkoły.
Przygotowałam strój i wzięłam kąpiel. Siedząc w szlafroku i schnąc, przeglądałam portale społecznościowe, w oczekiwaniu na wieczór. Gdy wreszcie nastał, ubrałam się, uczesałam i umalowałam. Jeszcze pozostało mi czekanie na Louisa i jego siostrę oraz naszego kierowcę, Lisę.
Gdy przyjechała, byli już wszyscy. Czyli jak zawsze - po mnie ostatnią. Po kilkunastu minutach już siedzieliśmy w naszej loży i powoli sączyliśmy pierwsze drinki.
Po jakimś czasie Timo porwał mnie na parkiet. Kolejny, który chciał czegoś więcej... Co oni wszyscy mają do mnie?..
Na moje szczęście udało mi się uniknąć kolejnego tańca z adoratorem. Usiadłam na miękkiej kanapie z chęcią napicia się czegoś.
Na moje szczęście udało mi się uniknąć kolejnego tańca z adoratorem. Usiadłam na miękkiej kanapie z chęcią napicia się czegoś.
- To może ja pójdę po kolejne? - zaproponował Louis, zgarniając nasze opustoszałe szklanki. Reszta towarzystwa mu zatwierdziła.
Po chwili wrócił, podsuwając mi do ręki drinka. Coś mi się nie spodobało... Zawsze braliśmy, jak leci... No dobra, niech mu będzie, wzięłam ten proponowany. Dziwnie się uśmiechał, gdy piłam...
Poczułam nagłą potrzebę skorzystania z toalety.
- Skoczę do łazienki - mruknęłam przyjaciółce na ucho, podnosząc się z miejsca. Ruszyłam w stronę toalety, gdy poczułam nagłe zawroty głowy. Cholera.
Chwiejnym krokiem dotarłam do celu. Osunęłam się po ścianie, cicho zaklinając wszystko i wszystkich. Przecież to były TYLKO dwa... O nie.
- Hej piękna - znów to samo. Koussou. Odruchowo podniosłam głowę, co było złą decyzją. Świat znów zawirował...
- To damska... - wybełkotałam.
- Kochanie, wiem to - kucnął przede mną. - Jeszcze chwila... - uśmiechnął się szeroko, po czym oczy zaszły mi mgłą.
Gdzie ja jestem?! - to była pierwsza myśl po ocknięciu się. Potem doszły inne.
Co się ze mną stanie? Czemu ja nic nie widzę?
Poczułam, że na nadgarstkach spoczywa coś, co mnie unieruchamia. Dalej nic nie widziałam, ale to było winą tego, że miałam coś na twarzy.
Czy to porwanie? Kto to zrobił?
Siedziałam na zimnej podłodze, rozmyślając o tym, co się ze mną stanie. Byłam sama, odcięta od wszystkich, nawet nie wiem gdzie... Kto mógł być taki i mi to zrobić?
- Pomocy... - wycharczałam. Musiało minąć trochę czasu, od kiedy ostatni raz coś piłam.
Ostatnie co pamiętam to to, że byłam na imprezie... Wypiłam dwa drinki, tańczyłam z Timonem... Potem zrobiło mi się niedobrze... Koussou... Ale... Chyba nie posunął się AŻ TAK DALEKO...
Rozpłakałam się. A co, jeśli to prawda? Jeśli to on mi to zrobił?
Moich uszu doszły skrzypienia drzwi.
- Witam skarbie, miło, że wreszcie się obudziłaś - mój najgorszy koszmar właśnie się ziszczał... Dlaczego on mi to robi?
- Zostaw mnie - warknęłam słabo. - Dlaczego nie możesz dać mi spokoju?...
- Bo jesteś moja i już zawsze będziesz - wymruczał, opuszkami palców gładząc mnie po policzku. Próbowałam się wyrwać, jednak więzy mi nie pozwoliły na to.
- Nigdy taka nie będę!
- Będziesz! - uderzył mnie w policzek. Załkałam. - Nikt Ci nie pomoże, zrozum. Jesteśmy tu tylko Ty i ja, nikt więcej.
- Dlaczego mi to robisz?!
- Jesteś moim celem, który zdobędę, choćby nie wiem co.
- Jest tyle osób w okolicy, po cholerę akurat ja?!
- Zawsze dostaję tego, czego chcę. A chcę Ciebie - przejechał dłońmi po moim tułowiu. Zadrżałam. - Nawet nie wiesz jak bardzo... - jego usta naparły na moje w brutalnym pocałunku. Starałam się opierać, ale niestety, na dobre mi to nie wyszło... - A teraz grzecznie dasz mi to, czego najbardziej chcę.
- Nie - wyszeptałam spod jego ust.
- Jeśli byłabyś grzeczna, to nic by nie zabolało, a tak to... - urwał, a moje serce gwałtownie przyspieszyło. Jego ręce znalazły się na moim udzie. Prócz nich poczułam też coś metalicznie chłodnego...
- Ała! - krzyknęłam, jak zimne ostrze przejechało po mojej nodze, na pewno pozostawiając po sobie ślad. Łzy spływały mi po policzkach, mocząc szmatkę, która zasłaniała mi widok.
- Mówiłem, będzie bolało... - trzymał mnie blisko siebie jedną ręką, drugą przejeżdżając narzędziem po moim ciele.
- Przestań, proszę... - wyłkałam, gdy po raz kolejny mnie nacinał.
- Ale czemu? Zabawa się dopiero zaczyna - jego usta znalazły się w okolicach obojczyka. Sunął nosem coraz niżej i niżej... Płakałam coraz bardziej, a on nie wahał się skończyć.
Zadowolony z siebie dotarł do miejsca, którego tak bardzo pragnął i zagłębił się w nim. Ignorując wszytsko. Mój płacz, jęki bólu... Ile bym dała, by móc stamtąd uciec... Jednak więzy uniemożliwiały mi to, musiałam to znieść...
Po chwili wrócił, podsuwając mi do ręki drinka. Coś mi się nie spodobało... Zawsze braliśmy, jak leci... No dobra, niech mu będzie, wzięłam ten proponowany. Dziwnie się uśmiechał, gdy piłam...
Poczułam nagłą potrzebę skorzystania z toalety.
- Skoczę do łazienki - mruknęłam przyjaciółce na ucho, podnosząc się z miejsca. Ruszyłam w stronę toalety, gdy poczułam nagłe zawroty głowy. Cholera.
Chwiejnym krokiem dotarłam do celu. Osunęłam się po ścianie, cicho zaklinając wszystko i wszystkich. Przecież to były TYLKO dwa... O nie.
- Hej piękna - znów to samo. Koussou. Odruchowo podniosłam głowę, co było złą decyzją. Świat znów zawirował...
- To damska... - wybełkotałam.
- Kochanie, wiem to - kucnął przede mną. - Jeszcze chwila... - uśmiechnął się szeroko, po czym oczy zaszły mi mgłą.
***
Gdzie ja jestem?! - to była pierwsza myśl po ocknięciu się. Potem doszły inne.
Co się ze mną stanie? Czemu ja nic nie widzę?
Poczułam, że na nadgarstkach spoczywa coś, co mnie unieruchamia. Dalej nic nie widziałam, ale to było winą tego, że miałam coś na twarzy.
Czy to porwanie? Kto to zrobił?
Siedziałam na zimnej podłodze, rozmyślając o tym, co się ze mną stanie. Byłam sama, odcięta od wszystkich, nawet nie wiem gdzie... Kto mógł być taki i mi to zrobić?
- Pomocy... - wycharczałam. Musiało minąć trochę czasu, od kiedy ostatni raz coś piłam.
Ostatnie co pamiętam to to, że byłam na imprezie... Wypiłam dwa drinki, tańczyłam z Timonem... Potem zrobiło mi się niedobrze... Koussou... Ale... Chyba nie posunął się AŻ TAK DALEKO...
Rozpłakałam się. A co, jeśli to prawda? Jeśli to on mi to zrobił?
Moich uszu doszły skrzypienia drzwi.
- Witam skarbie, miło, że wreszcie się obudziłaś - mój najgorszy koszmar właśnie się ziszczał... Dlaczego on mi to robi?
- Zostaw mnie - warknęłam słabo. - Dlaczego nie możesz dać mi spokoju?...
- Bo jesteś moja i już zawsze będziesz - wymruczał, opuszkami palców gładząc mnie po policzku. Próbowałam się wyrwać, jednak więzy mi nie pozwoliły na to.
- Nigdy taka nie będę!
- Będziesz! - uderzył mnie w policzek. Załkałam. - Nikt Ci nie pomoże, zrozum. Jesteśmy tu tylko Ty i ja, nikt więcej.
- Dlaczego mi to robisz?!
- Jesteś moim celem, który zdobędę, choćby nie wiem co.
- Jest tyle osób w okolicy, po cholerę akurat ja?!
- Zawsze dostaję tego, czego chcę. A chcę Ciebie - przejechał dłońmi po moim tułowiu. Zadrżałam. - Nawet nie wiesz jak bardzo... - jego usta naparły na moje w brutalnym pocałunku. Starałam się opierać, ale niestety, na dobre mi to nie wyszło... - A teraz grzecznie dasz mi to, czego najbardziej chcę.
- Nie - wyszeptałam spod jego ust.
- Jeśli byłabyś grzeczna, to nic by nie zabolało, a tak to... - urwał, a moje serce gwałtownie przyspieszyło. Jego ręce znalazły się na moim udzie. Prócz nich poczułam też coś metalicznie chłodnego...
- Ała! - krzyknęłam, jak zimne ostrze przejechało po mojej nodze, na pewno pozostawiając po sobie ślad. Łzy spływały mi po policzkach, mocząc szmatkę, która zasłaniała mi widok.
- Mówiłem, będzie bolało... - trzymał mnie blisko siebie jedną ręką, drugą przejeżdżając narzędziem po moim ciele.
- Przestań, proszę... - wyłkałam, gdy po raz kolejny mnie nacinał.
- Ale czemu? Zabawa się dopiero zaczyna - jego usta znalazły się w okolicach obojczyka. Sunął nosem coraz niżej i niżej... Płakałam coraz bardziej, a on nie wahał się skończyć.
Zadowolony z siebie dotarł do miejsca, którego tak bardzo pragnął i zagłębił się w nim. Ignorując wszytsko. Mój płacz, jęki bólu... Ile bym dała, by móc stamtąd uciec... Jednak więzy uniemożliwiały mi to, musiałam to znieść...
Trzymał mnie mocno, bym mu się nie wyrwała, gdy wykonywał mocne pchnięcia, chcąc się zadowolić. Nie ruszały go moje prośby, krzyki... NIC. Nie tak wyobrażałam sobie swój pierwszy raz... A tym bardziej nie z kimś, kto robi to wbrew mojej woli...
Doszedł pierwszy raz. Potem drugi... I skończył. Wyszedł ze mnie, ale nie opuścił rąk.
- Mam nadzieję, że kolejnym razem będziesz grzeczna - wymruczał, pełen zadowolenia.
- Mam nadzieję, że kolejnym razem będziesz grzeczna - wymruczał, pełen zadowolenia.
- Zostaw mnie... - wymamrotałam, czując się jak ostatnia dziwka. Sponiewierana i wykorzystana.
- Do oznaczenia potem, kochanie - poczułam odruchy wymiotne. On jest okropny... Pomocy...
Zostałam sama. Nikt mi nie pomoże, nikt nie usłyszy mojego płaczu, moich próśb... Nikt ich nie wysłucha... Koussou nawet nie ma tego zamiaru. To mój osobisty koniec. Leonie Fröhling przestała właśnie istnieć...
________________
Hmm.... w taki brutalny sposób zaczynamy :D
Tak, wiem, nie wychodzą mi takie rzeczy (Y) jak wszystko.
Udanej majówki i do zobaczenia za tydzień!

Jaki brutal z ciebie 😃 nie spodziewalam sie tego po tobie xd czekam na next :)
OdpowiedzUsuńO boże... To jest straszne! ;o Ale podoba mi się xd Czekam na kolejny ;)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie :)