piątek, 20 listopada 2015

30.

          Wspomnienia sprzed prawie roku powróciły, nawet ze zdwojoną siłą. Każdy 'dotyk' Koussou, każde słowo... To bolało, a w dodatku bałam się tego, że skończę tak samo jak wtedy. A nawet i gorzej. Mimo iż nie wiem, kto teraz mi to zrobi...
          Czułam przeszywający ból skutych nadgarstów i kostek. Szamotanie się tylko go potęgowało, więc leżałam potulnie na niewygodnym, płaskim materacu. Nic nie widziłam, miałam przewiązane oczy. Słyszałam tylko swój przerażony oddech i łkania wraz z pojedynczymi słowami, które z siebie sporadycznie wydawałam. Były to najczęściej błagania, aby moja męka już się skończyła. Czym sobie na to zasłużyłam?
          Nie obwiniałam go o to, co się stało. I tak zrobił o wiele za dużo, aby zagwarantować mi bezpieczeństwo. Dał wszystko i o wiele, wiele więcej... Chciałabym się mu odpłacić, ale jak? I czym?
          Bałam się. O siebie, ale najbardziej to jednak o Ivana. O to, co z nim jest, czy ktoś mu po tym pomógł... Wizja go, leżącego na tym zimnym chodniku, w dodatku nieprzytomnego... Nie mogła mnie opuścić. Nie umiałam tego zastąpić żadną radosną chwilą z nim. Blokowałam ostatnie obrazy sprzed ponownego uprowadzenia, ale... Nie umiałam. Okazałam się słaba. Co ja od siebie wymagałam, do jasnej cholery? Nie potrafiłam nawet pomóc najważniejszej osobie swojego życia... Załkałam głośniej. Przecież nikt tego nie usłyszy, prawda?
          Raz na dzień ktoś przychodził, przynosił mi trochę wody, oraz karmił na siłę chlebem. Ładna mi troska, ale przynajmniej było to lepsze niż wtedy, gdzie gdyby nie Ivan to bym chyba umarła. Nic nie mówił, bywał tylko na góra pięć minut. Nie rozwiązywał tego, co miałam na oczach, a kajdanki rozkuwał tylko na czas, kiedy to chciałam się załatwić.
          W pomieszczeniu było zimno, zakładałam, że to była jakaś piwnica, albo niewielka komórka. Dookoła pachniało zgnilizną, która coraz bardziej odrzucała. Czułam się coraz słabiej, nie miałam w sobie żadnej siły.
          Wspominałam wówczas czas, który spędziłam z Knezą. Tamtą myśl udało mi się odpędzić w ciągu dnia, zazwyczaj pojawiala się w nocy, przez co budziłam się z płytkiego snu z płaczem.
          Rozmyślałam o każdej chwili, którą z nim przeżyłam. Były one jak dar od losu, moje szczęście, które... Już się skończyło i... I nie wróci... To on mi pomógł wyjść z tego, co spowodował Nono. I to przy pomocy swojej miłości, którą obdarowywał moją osobę. Dalej nie umiałam pojąć tego, że jego serce wybrało akurat mnie. Nic nie znaczącą w tym świecie gówniarę, którą byłam w oczach innych. On jedyny traktował mnie poważnie, planował ze mną swoją najbliższą przyszłość... Chociaż może nie tylko ją? Zresztą, co teraz da mi rozmyślanie o tym, czy to miały być najbliższe miesiące, czy lata, skoro on jest w Norymberdze, nawet nie wiem, co z nim jest, a ja... nawet nie wiem, gdzie jestem?
          Słyszałam w głowie jego głos. To, jak szeptał Kocham Cię, czy mówił do mnie Skarbie, Kochanie... Nie miałam już siły płakać, oczy całkowicie wyschnęły, a w nocy nie potrafilam tego braku za nic w świecie nadrobić.
          Coraz częściej nawiedzały mnie też wizje pierwszych dni po odbiciu mnie z rąk porywacza. Nie zachowywałam się jakoś specjalnie dobrze w stosunku do Ivana, ale go to nie zrażało w najmniejszym stopniu.

          - Dzień dobry piękna - uśmiechnął się, wchodząc do środka. Ten uśmiech, nawet w głowie sprawiał, że miękło mi serce i wszystko inne. - Jak się spało?
          - Witam... Dobrze - delikatnie uniosłam kąciki ust ku górze. Usiadł na łóżku tuż obok, a na kolanach położył sobie talerz pełen jedzenia, na którym się skupiłam. Odczuwałam niesamowity głód, wina tego, że przez te ostatnie dni nic nie jadłam... - Ale ja tyle nie zjem... - szepnęłam, widząc ogromną ilość tostów.
          - Zjesz tyle, ile będziesz mogła, a potem pokażę Ci nasze mieszkanko - oh, ile bym dała, żeby był teraz obok... Żeby usłyszeć ten głos pełen troski w rzeczywistości...
          Kiwnęłam głową i zabrałam się za posiłek. Potrzebowałam tego, mój żołądek domagał się jakiejkolwiek ilości jedzenia. Zjadłam dwa tosty, więcej nie mogłam. A nawet to nie była jedna czwarta tego, co było na talerzu... Mimo to czułam się odrobinę silniejsza.
          - Wstaniesz sama, czy Ci pomóc? - przygryzłam wargę, nie wiem, czy dałabym tak od razu radę... A z drugiej strony wizja jak jego dłonie mnie dotykają... 
          - Ppomógłbyś mi...? - od razu poderwał się z miejsca i wyciągnął ręce w moją stronę. Spojrzałam na nie i się zawahałam. Dziś oddałabym wszystko, aby wziął mnie w swoje ramiona.
          -  Nie skrzywdzę Cię, obiecuję - poruszył nimi zachęcająco. Ta obietnica jakoś mnie przekonała. Odgarnęłam kołdrę na bok i powoli się podniosłam. Gdy stanęłam o własnych siłach, niemal od razu mnie złapał. Zadrżałam. Ta bliskość... Ta bliskość, której teraz potrzebowałam... Ta bliskość, oraz poczucie bezpieczeństwa, za które dałabym wszystko...
          Ruszyliśmy w stronę wyjścia z pomieszczenia. Czułam tę delikatność, a jednocześnie pewność w jego ruchach... Brakowało mi jej, cholernie bardzo.
          - Jesteśmy w salonie - zaczął, gdy znaleźliśmy się w największym pomieszczeniu. - Obok jest aneks kuchenny - obróciłam głowę w lewo, gdzie za marmurową ladą znajdowała się płyta indukcyjna, zlew, lodówka i cztery szafki. - Na przeciwko Twojego pokoju jest mój... - zamilkł na chwilę, po czym poprowadził mnie w kierunku centrum salonu, który stanowiła trzyosobowa kanapa. Usiadł na niej tak, że stałam centalnie przed nim. - I co masz do powiedzenia?
          - Boję się - powiedziałam niepewnie. Teraz też się bałam, ale nie tego samego, co wtedy... Dziś obawiałam się o niego, co z nim jest, jak sobie radzi, czy uda mu się mnie znaleźć...
          - Nie masz czego - delikatnie przejechał palcami po moim ramieniu. Chciałabym nie nie mieć o co się bać. A się boję... Zwłaszcza o niego. Zahaczył o kilka ranek. Syknęłam cicho. - Zrobię wszystko, co w mojej mocy, byś o nim zapomniała.
          - Znajdzie mnie i znów się zacznie...
          - Nie wie, gdzie mieszkamy.
          - Nikt nie wie?
          - Absolutnie. Nawet jeśli mu się uda, nie oddam mu Cię za żadne skarby świata - popłakałam się, słysząc to w głowie. On już wtedy mnie kochał... Na mojej twarzy pojawił się przebłysk uśmiechu. Ścisnął moje dłonie, sam się uśmiechając. - Będzie dobrze...
          - Obiecujesz?
          - Obiecuję - ucałował każdy z palców. - Chcesz coś zobaczyć? - kiwnęłam głową na potwierdzenie. Wstał i złapał mnie za rękę. Próbowałam nie reagować na to negatywnie, ale na razie szło mi to opornie. Szliśmy w stronę uchylonych drzwi balkonowych. Stanęliśmy na płycie balkonu, a chłopak pochwycił mnie w talii. Westchnęłam, czując, jak moja wizja przenosi się do rzeczywistości. Dosłownie czułam, jak jego dłonie oplatają mnie w pasie... Przymknęłam powieki, rozkoszując się chwilą, która zaraz zniknie.
          - Przywitaj się z Norymbergą - szepnął mi na ucho, nosem trącając jedno z wrażliwych miejsc mojego ciała. Odetchnęłam głośniej. Oparł moje plecy o swoją klatkę piersiową, a swoją brodę o czubek mojej głowy. Staliśmy tak dłuższą chwilę w milczeniu, wpatrując się w panoramę miasta. Cudny widok.. Oby teraz wszystko było wreszcie dobrze... Teraz też chciałabym, aby było dobrze... Błagam... Co ja takiego zrobiłam, że jestem tak karana? To odpłata za kilka miesięcy szczęścia?
          - Ivan... - usłyszałam ciche "mm?" - Wiesz, że to blisko do Monachium? - Nono niby się zmienił, przecież sam mi mówił. Ale skoro nie on, to kto?...
          - Nie wrócisz tam, nie zaznasz już tego bólu...
          - A tutaj?
          - Nigdy Ci tego nie zrobię. Tu zaczynasz wszystko od zera. Ze mną... - zacisnęłam usta. Teraz to jest już beze mnie... Znów się zaczyna... Nie chcę takiego samego końca... Zamarłam. - Skarbie, nie martw się, nie zrobię Ci żadnej krzywdy... Nie jestem taki jak on... 
          - Ale...
          - W przeciwieństwie do niego umiem się powstrzymać. Jeśli coś nie będzie Ci pasować, przestanę. Bylebyś czuła się jak najlepiej - zamilkł. Tak bardzo się troszczył...  - Spróbuj wymazać to z pamięci, tamte chwile już nie wrócą.
          - Jest trudno... Nawet nie wiesz jak bardzo.
          - Im rzadziej będziesz do tego wracać, tym bardziej wspomnienia będą blednąć - przycisnął mnie bardziej do siebie. 
          - Ivan, kocham Cię, pomóż mi... - wyłkałam słabym tonem. Zabierz mnie stąd, gdziekolwiek, byle byśmy byli bezpieczni...



_________
Dobra, płakałam, pisząc to. Teraz się zrobię ckliwa, a co. XD tak się rozdrobnię, że chyba bez problemu będzie 40 rozdziałów XD no a potem jeszcze będzie Sjećaš li me se? to już w ogóle... chociaż nie wiem, czy je opublikuję, nawet jeśli jest ono moim ulubionym XD
liczę, że się podoba i widzimy się w poniedziałek u Holgera!


4 komentarze:

  1. też płakałam ;-----;
    niech on ją uratuje!!!
    to nie może się tak skończyć :c
    czekam nn :33

    OdpowiedzUsuń
  2. loooove <3
    Czekam na nexta ;3

    / DumaKatalonii

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko... Płakam jak bóbr. :,(
    On musi ją jakoś poratować, czy coś! Natychmiast ckliwa dziewczyno! ;D
    Jak dla mnie może być tych rozdziałów nawet i milion!
    Rozdział świetny! <3
    Czekam na kolejny! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyję :((( nie da się inaczej tego nazwać :((
    Ivi jest ideałem no, nadal będę się przy tym trzymać ❤
    On na pewno nie przestanie szukać swojego serca ❤
    Według mnie możesz nawet pisać to cudeńko do końca życia XD bo ono naprawdę jest jednym które całkowicie porwały moje serce <33
    Z niecierpliwością czekam na kolejny ❤
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń