piątek, 17 lipca 2015

12.

          Jego słowa dotarły do każdej, absolutnie KAŻDEJ komórki mojego ciała, wywołując jego wzmożoną pracę. On mnie kocha. Właśnie mnie... Co, jeśli nie sprostam temu, z czym przyjdzie mi się zmierzyć? Jeśli coś mu się nie spodoba...?
          - Bboję się - szepnęłam, ustami muskając klatkę piersiową, ozdobioną koszulką, którą zdążyłam zamoczyć swoimi łzami. Łzami szczęścia... Mimo tego wszystkiego odczuwałam strach przed tym... Nigdy nie próbowałam swoich sił w związku. Jak to będzie wyglądać..?
          - Nie pozwolę by ktokolwiek inny, prócz mnie się zbliżał do Ciebie, a tym bardziej dotykał. Obronię Cię przed złem tego świata.
          Ta obietnica jest jeszcze piękniejsza niż to wyznanie, które odczytał Carlo na koncercie. Po czasie się domyśliłam, że to było właśnie odnośnie mnie...
          - Chyba nie pasuję do aktualnej scenerii... - usłyszeliśmy niepewny ton jego mamy.
          - Mamo... - powiedział Ivan.
          - Muszę to wszystko przetrawić. To...to dla mnie nowa sytuacja, muszę się do niej dostosować - spojrzałam na nią. Przyglądała się nam z mieszanymi uczuciami. To takie... Niecodzienne, prawda? 
          Poczułam jak jego dłoń czulej oplata mnie w talii.
          - Teraz, gdy wiesz już o Leonie, jest mi o wiele łatwiej. A naprawdę chciałbym byś została, dawno się nie widzieliśmy...
          - Potrzebuję chwili namysłu, naprawdę. Nigdy bym nie pomyślała, że będę musiała się zmierzyć z taką sytuacją... Już wiem, co czuła moja mama - zaśmiała się nerwowo.
          Zacisnęłam wargi. To przeze mnie jego matka chce tak szybko uciec...
          - Przepraszam - rzekłam cicho. To moja wina...
          - Nie masz za co przepraszać - usłyszałam od nich. Z tą różnicą, że on powiedział mi to na ucho, a ona na głos.
          - Przecież nie przyleciałam tu ostatni raz... Po prostu teraz nie pasuję tutaj, ale potem... Powinno być lepiej.
          Ivan westchnął ciężko. Też coś mu nie odpowiadało, ale nie chciał się wypowiadać na głos.
          - Ehh... No dobrze. Mam zabukować bilet...?
          - Poprosiłabym.
          Puścił mnie i odszedł do sypialni. Poczułam się nieswojo. Mogło być to spowodowane czymś innym, niż spojrzeniem jego matki?
          - Ile...ile się znacie?
          - Rok, ponad rok - odparlam zgodnie z wersją i prawdą. Pierwszy raz spotkaliśmy się kilkanaście miesięcy temu, gdy tata zadecydował, bym wreszcie poznała zawodników drużyny, którą prowadzi. Siedziałam wtedy na trawie, kilka metrów od rozgrywanej wówczas gierki 6 v 6, nie za bardzo tym zainteresowana, gdy oberwałam z piłki, która nie wiadomo jak opuściła boisko. I to on tam podbiegł... Ten niewinny, przepraszający uśmiech... Oh.
          - Twoi rodzice mieli jakieś obiekcje co do Waszych relacji...?
          - Skądże! Mój tato zna Ivana, trenował go, a mama... Mama z nami nie mieszka i rzadko się z nią widuję - znów fakty i nasza wersja. - Dla nich liczy się to, że jestem szczęśliwa. A jeśli się przejadę to będzie mój błąd...
          Kobieta pokiwała głową, nie spuszczając ze mnie wzroku. Przestąpiłam nerwowo z nogi na nogę. Coś węszy. Coś, co nikomu się nie spodoba...
          - Naprawdę zależy mi na Ivanie, nie chcę go stracić... - pokiwała głową, a ja denerwowałam się coraz bardziej.
          - Lot masz o 14. Może spędzimy ten razem w trójkę? Poznasz Leę... - zaczął nieśmiało Chorwat.
          - Może najpierw zjemy spokojnie śniadanie? - zaproponowała, wskazując na składniki potrzebne do przygotowania naleśników. Przytaknęliśmy, ruszając do kuchni.

          Cały czas robiłam dobrą minę do złej gry. Czy to podczas śniadania, obiadu, czy na chwilę przed jej wyjazdem. Niemal bez przerwy czułam na sobie jej spojrzenie, jakby chciała doszukać się najmniejszej wpadki z mojej strony. To było oczywiste, że się jej nie spodobam, mimo iż próbowaliśmy myśleć pozytywnie. Mój tata pewnie też by tego nie akceptował. Szczególnie z tego powodu, że jestem jego małą córeczką...
          Gdy Ivan pojechał z nią na lotnisko, zabrałam się za drobne porządki, oraz przebrałam pościel w swojej sypialni. Już po przekroczeniu jej progu na mojej twarzy zakwitł uśmiech, a brzuch zareagował przyjemnymi łaskotaniami. To tu... Oh.
          Puściłam sobie moją playlistę, w której górował Kayef i ruszyłam w stronę łóżka.

          - Denn du bist perfekt und ich hau mit dir ab jetzt...* - usłyszałam fałszujący ton, a niewiele potem czułam jego dłonie na swojej talii. 
          Jego usta musnęły moją szyję, a następnie ucho. Mruknęłam cicho i przeciągle, a on powoli obrócił mnie przodem do siebie i spojrzał w oczy. Przejechał palcami po policzku, po czym ścisnął nos. Zachchotałam. 
          - Tęskniłem - szepnął miękko. - A mama wypytywała się o Ciebie - westchnęłam. 
          - Nie zaakceptuje mnie... Wiem to. 
          - Mówi się trudno. Nie mam zamiaru z Ciebie rezygnować, bo ona tak chce. Nie będzie mi życia układała - z każdym słowem był bliżej i bliżej... - A chcę, pragnę i potrzebuję... Tylko Ciebie - wypowiadając dwa ostatnie słowa już czułam jego wargi na swoich. 
          Z początku były to słodkie i niewinne muśnięcia, z każdą chwilą nabierające na swojej sile. Jego palce masowały moje biodra, które napierały na niego. W środku szalałam i gotowałam się z mieszanki uczuć. Tych przyjemnych. 
          Cofnął mnie na łóżko, nie odrywając się ode mnie. Otaczał mnie dosłownie wszędzie. Jego ciało tuż przy moim. Jego dłonie, podobnie jak moje poznające nowe tereny. Te usta... 
          Nie mogłam złapać tchu, to było takie... Co najmniej podniecające. Gdy w końcu się cofnął, mój oddech przypominał dychanie osoby po maratonie. Składał całusy na całej długości szczęki, a potem szyi.
          - Chcę Cię kochać na każdy sposób, każdego dnia inaczej... Coraz bardziej - znów cmoknął mnie w usta, co wywołało falę poruszenia w moim ciele. - Chcę to robić, pozwól mi... Proszę - dokończył błagalnym tonem. 
          Zamyśliłam się przez chwilę nad jego wypowiedzią. Kochać..? W którym znaczeniu tego słowa? 
          - Ivan... - wyszeptałam. Jego cudowne tęczówki skupiły się na mnie. 
          - Nie bój się. Dobrze wiesz, że nic złego Ci nie zrobię. Nie postąpię wbrew Twojej woli. 
          Uważnie się mu przyglądałam. Człowiek-anioł tak blisko mnie... Gołym okiem było widać szczerość i wszystkie uczucia, które kierował w moją stronę. 
          - Pokażę Ci wszystko, absolutnie wszystko. To, co działo się wtedy z nim, nie jest tym, czym ja się kieruję - wdrygnęłam się na samo wspomnienie rąk Koussou. To było... Obleśne. 
          - Nie myśl o nim, skup się na tym, co jest dziś. Carpe diem, kochanie. Nic więcej. 
          Co o tym myślałam? Część mnie bez niczego mu wierzyła, łapała każde słowo jak koło ratunku. Druga podchodziła z dystansem i sceptycznie. Chciała wiedzieć wszystko, by móc zaufać i skierować się do przodu. 
          Przesunął się niewiele w tył, przez co nie leżał już na mnie. Westchnęłam cichutko. 
          - Nie chcę, byś robiła tego pod wpływem chwili. To ma być Twoja przemyślana decyzja, nie działanie pod wpływem impulsu, który wywołałem. 
          - Przecież... - chciałam powiedzieć: Przecież mnie pragniesz.
          - Cholernie Cię pragnę - trafnie zrozumiał, co chciałam mu powiedzieć. - Nawet nie wyobrażasz sobie tego, jak bardzo. Ale nie po to tyle się starałem i walczyłem, by po takim czymś Cię stracić, rozumiesz? Będę się starał wytrzymać jak najdłużej, dopóki sama się nie zdecydujesz po przemyśleniu. Nie będę niczego narzucał, a przynajmniej się postaram. 
          - Przepraszam - wymamrotałam. 
          - Mogłem się tego spodziewać, mała. Twoje doświadczenia są zerowe, nie wiesz, czego chcesz i zdajesz się na mnie - przejechał dłonią po moim boku, a ja niemal z automatu przylgnęłam do niego. - Nie teraz... 
          - Dobrze mi się wydaje, czy stosujesz moją broń? - zaśmiał się. 
          - Może tak, może nie... - wywróciłam oczami. - Idziemy do lunaparku? Jak jechałem na lotnisko, to widziałem, że jest w pobliżu.
          - Skuteczna metoda zmiany tematu, panie Knezević - podniósł się z łóżka i wyciągnął ręce w moją stronę.



______________
Na samą myśl o Ivanie mam banana na ryju, pls XD i to nie tylko dlatego, że tu jest ukazywany jako ten słynny człowiek-anioł...omg, już jestem w raju :D
Liczę, że rozdział się podobał, swoje opinie wyrażajcie poniżej w komentarzach :) Nie musicie być zalogowane, anonim też może ;)  

P.S. zapraszam na pierwszy rozdział opowiadania o Viktorze Fischerze ;) *KLIK*


5 komentarzy:

  1. Matka tu nie ma nic do gadania. Miłość wygra!
    Nie wiem jak reszte skomentować. Jedyne co powiem, to też bym chciała do Lunaparku :oo
    Czekam na nowy! Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwww mam takiego banana jak czytam to opowiadanie *.*
    Ivan jest ideałem. Aniołem, wspaniałym aniołem *.*
    Kocham tak bardzo no <33 XD
    Czekam z niecierpliwością na kolejny
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Boooski... Ivan i Lea są super, a jego matka nie ma nic do gadania na temat ich miłości. Do następnego. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na początku przepraszam za zaległości w komentowaniu, ale mój telefon odmówił współpracy i blogger na nim się nie ładował :(
    Ivan taki słodki, awhhhhh *o*
    Ogólnie oni są wspaniałą parą <3
    Tylko... mam dziwne wrażenie, że ich sielanka niedługo się skończy, że matka Ivana coś powie nieodpowiednim osobom :(
    Z niecierpliwością wyczekuję kolejnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O moj Boże, Ivan! ❤ *-* Słodzisz Domczi, oj słodzisz. Dobrze że mamuśka sie wyniosla, Ivan jest dorosly, ma prawo robic co chce. Ostatnim fragmentem po prostu mnie zaczarowalas!

    OdpowiedzUsuń