Torsten szpital opuścił dwa dni potem, na szczęście był to fałszywy alarm. Wychodząc z budynku miał triumfalną minę, bo miał rację. Standard u samców.
Ivan tego samego wieczora powrócił do Norymbergi, a ja pozostałam z tatą, aby się nim opiekować, dopóki nie będę miała pewności tego, że wszystko z nim jest dobrze. Chociaż ten się zapierał, że mam wrócić i nic mu nie jest.
Każdego dnia przychodziło do nas po kilku zawodników jego TSV. Wpadali dowiedzieć się, co z jego trenerem, a także porozmawiać o sprawach zawodowych. Niektórzy mnie kojarzyli, głównie ci młodsi. Zamieniałam z nimi może dwa, czy trzy zdania i wracałam do siebie, znaczy się swojego starego pokoju. Dziwnie się czułam w ich towarzystwie.
W sobotę...doznałam miłego zaskoczenia z jego strony tuż przy śniadaniu. W sumie... Też trochę krepującego.
- Co powiesz na to, abyśmy wybrali się do Norymbergi? Popatrzę sobie jak mój przyszły zięć gra - uśmiechnął się do mnie znacząco, przeżuwając kanapkę z serem.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Przyszły zięć? Niby chciałabym, aby to się sprawdziło, ale... Nie spodziewałam się, że tak szybko będzie w stanie żartobliwie docinać mi w tej kwestii...
- Tato?
- A nie masz poważnych planów wobec niego? - spytał, a ja się...zarumieniłam. - Gołym okiem to widać, słońce. Ale wiem, przecież jesteś młoda, możesz się jeszcze wyszaleć i może Ci się zmienić.
- Proszę Cię... Ja jestem pewna tego, że...że to on jest tym jednym jedynym.
- Na pewno? - oh, teraz chce zasiać we mnie ziarenko zwątpienia?
- Czy Ty mnie sprawdzasz?
- Ja? A skąd! Po prostu... Wiem, że wcześniej nie miałaś chłopaka i może byś chciała spróbować czegoś innego?
- Nie chcę innego, tato - oznajmiłam pewnym tonem, patrząc się wprost na niego.
Każdego dnia przychodziło do nas po kilku zawodników jego TSV. Wpadali dowiedzieć się, co z jego trenerem, a także porozmawiać o sprawach zawodowych. Niektórzy mnie kojarzyli, głównie ci młodsi. Zamieniałam z nimi może dwa, czy trzy zdania i wracałam do siebie, znaczy się swojego starego pokoju. Dziwnie się czułam w ich towarzystwie.
W sobotę...doznałam miłego zaskoczenia z jego strony tuż przy śniadaniu. W sumie... Też trochę krepującego.
- Co powiesz na to, abyśmy wybrali się do Norymbergi? Popatrzę sobie jak mój przyszły zięć gra - uśmiechnął się do mnie znacząco, przeżuwając kanapkę z serem.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Przyszły zięć? Niby chciałabym, aby to się sprawdziło, ale... Nie spodziewałam się, że tak szybko będzie w stanie żartobliwie docinać mi w tej kwestii...
- Tato?
- A nie masz poważnych planów wobec niego? - spytał, a ja się...zarumieniłam. - Gołym okiem to widać, słońce. Ale wiem, przecież jesteś młoda, możesz się jeszcze wyszaleć i może Ci się zmienić.
- Proszę Cię... Ja jestem pewna tego, że...że to on jest tym jednym jedynym.
- Na pewno? - oh, teraz chce zasiać we mnie ziarenko zwątpienia?
- Czy Ty mnie sprawdzasz?
- Ja? A skąd! Po prostu... Wiem, że wcześniej nie miałaś chłopaka i może byś chciała spróbować czegoś innego?
- Nie chcę innego, tato - oznajmiłam pewnym tonem, patrząc się wprost na niego.
- Czyli jedziemy? - wyszczerzyłam się, potwierdzając. - Tylko nic mu nie mów, pleciugo - wywróciłam oczami, dalej jedząc.
Niedługo przed południem wyruszyliśmy do Norymbergi. Droga jak na marcowe warunki minęła nad wyraz spokojnie. Debatowaliśmy trochę z tatą na temat nadchodzącego spotkania i formy Ivana.
Mecz skończył się zwycięstwem 3:1 dla gospodarzy, a Kneza zdobył bramkę w ostatnich sekundach.
- Ten mój przyszły zięć to jednak zdolny jest - powiedział do mnie, kiedy szliśmy w stronę wyjścia, gdzie zawsze czekałam na Ivana. Zaśmiałam się, całkiem nieświadoma tego, co zaraz dopowie... - Tylko żeby TEGO gola za szybko nie zdobył.
- Tato! - momentalnie się zatrzymałam, w trybie błyskawicy robiąc się czerwona jak burak. - Błagam, nie. Tak teraz mówisz, a jakby doszło co do czego, to chyba byś zabił Ivana.
Momentalnie przestał się śmiać. Miałam rację.
Niedługo przed południem wyruszyliśmy do Norymbergi. Droga jak na marcowe warunki minęła nad wyraz spokojnie. Debatowaliśmy trochę z tatą na temat nadchodzącego spotkania i formy Ivana.
Mecz skończył się zwycięstwem 3:1 dla gospodarzy, a Kneza zdobył bramkę w ostatnich sekundach.
- Ten mój przyszły zięć to jednak zdolny jest - powiedział do mnie, kiedy szliśmy w stronę wyjścia, gdzie zawsze czekałam na Ivana. Zaśmiałam się, całkiem nieświadoma tego, co zaraz dopowie... - Tylko żeby TEGO gola za szybko nie zdobył.
- Tato! - momentalnie się zatrzymałam, w trybie błyskawicy robiąc się czerwona jak burak. - Błagam, nie. Tak teraz mówisz, a jakby doszło co do czego, to chyba byś zabił Ivana.
Momentalnie przestał się śmiać. Miałam rację.
- Okej, nie było tematu.
Zatrzymaliśmy się tuż przy bramce. Milczeliśmy, a ta cisza odrobinę bardzo krępowała.
Mijali nas zawodnicy FCNII, niektórzy się ze mną witali, a tato tylko patrzył zagadkowo. Uśmiechałam się, czekając na ukochanego.
- Lea? - zdziwił się na nasz widok. - Pan Torsten?
- We własnej osobie - ten humorek cały czas nu dopisywał. - Świetny mecz, Ivan. Bramka majstersztyk.
- Dziękuję - zabłysnął ząbkami, przechodząc do mnie. Kulturalnie pocałował mnie w policzek, nie chcąc się mu niepotrzebnie "narazić". Nawet w żartach.
- Oh, nie udawaj uż takiego niewinnego.
- Tato... - syknęłam przez zaciśnięte zęby. - Błagam. Starczy.
Moi mężczyźni wybuchli śmiechem, a ja westchnęłam zażenowana. Poczucie humoru samców jest nie do ogarnięcia.
- Co Was tu sprowadza? - spytał Chorwat, gdy tylko przestali się śmiać. No nie wiem, może zobaczyć jak grasz?
- Tata postanowił osobiście zobaczyć jak jego przyszły zięć spisuje się na boisku w nowym zespole - przyznam się, uroczo wwyglądał, gdy tak po prostu go zatkało od moich słów.
Tata miał dziś naprawdę dobry humor. Wiecznie się śmiał, a mi robiło się o wiele lepiej. Nawet jeśli naśmiewał się ze mnie.
- Oh - w końcu wykrztusił z siebie, kiedy Niemiec poklepał go po plecach.
- Często Ci się tak zawiesza? - spytał się mnie, po czym znów spojrzał na Ivana. - Kneza, wracaj!
- Czy Leonie właśnie powiedziała, że nazywa mnie pan swoim przyszłym zięciem? - wykrztusił z siebie, próbując wysilić swoje biedne, szare komórki mózgowe.
- Dokładnie tak, mój drogi.
- Wow - wywróciłam oczami. Tylko to? Naprawdę?
- A czego się spodziewałeś po tym, jak pozwoliłem Ci na to, aby mogła z Tobą mieszkać? - momentalnie mina mu zrzedła. - Nie no, żartuję. Nikt już się nie zna na żartach?
- Tato, masz specyficzne poczucie humoru, którego nawet Twoi pobratymcy nie rozumieją.
- Oh, jestem taki nierozumiany pośród tej młodzieży... - schwycił się za serce, a moje już się zatrzymało. Ten sobie żartuje nawet z tego! - Co Was bawi?? Powiedzcie, z chęcią się pośmieję!
- Tato... Dość, wracamy do Monachium, bo chyba masz gorączkę.
- Mówiłem Ci, że jestem zdrowy jak ryba! Poza tym, to ja wracam do Monachium, a Ty zostajesz. I żadnego ale, bo słyszałem z jakim utęsknieniem rozmawiasz wieczorami z moim przyszłym zięciem - znów spaliłam raka, a Knezevic oobjął mnie w talii. - Ale nie obrażę się, jeśli wpadniecie w tygodniu do mnie na herbatę. Tylko po treningu!
- Masz zwolnienie z pracy do końca miesiąca! - zaprotestowałam.
- Wiem, ale i tak wracam do pracy od poniedziałku.
- Tato...
- Ivan, zabieraj mi tu tę małą, bo zaraz zamknie mnie u Was w piwnicy!
_____________
takim oto hmorystycznym i radosnym wątkiem oświadczam, że w kolejnym tygodniu pożegnamy się oficjalnie z losami Leonie i Ivana. Przepraszam, ale nie potrafię już stworzyć niczego tutaj, tym bardziej magicznej 43., którą Wam tak jakby obiecałam. Przepraszam.
takim oto hmorystycznym i radosnym wątkiem oświadczam, że w kolejnym tygodniu pożegnamy się oficjalnie z losami Leonie i Ivana. Przepraszam, ale nie potrafię już stworzyć niczego tutaj, tym bardziej magicznej 43., którą Wam tak jakby obiecałam. Przepraszam.
liczę, że będziecie na kolejnych moich opowiadaniach, których... kroi się sporo oczywiście, o ile się ogarnę w dwóch nowych perełkach, bo trzecia jakoś poleci
![]() |
